"Grace i Frankie" odbywają ostatnią wielką przygodę – recenzja sezonu finałowego hitu Netfliksa

"Grace i Frankie" (Fot. Netflix)

"Grace i Frankie" to najdłużej produkowany serial Netfliksa. Siódmy sezon zamyka opowieść o przyjaźni kobiet po 80-tce. Jane Fonda i Lily Tomlin jak zawsze w formie?

Pamiętam, że pierwszy sezon "Grace i Frankie" został ukradziony bohaterkom przez ich byłych mężów. Sol (Sam Waterston) i Robert (Martin Sheen) rozgościli się w pierwszych odcinkach i sporo się wówczas mówiło o odwadze pokazywania na małym ekranie coming outu w dojrzałym wieku. Bohaterowie budowali swoje życie na nowo, "wychodząc z szafy" i mówiąc światu o swojej miłości. Gdzieś na boku zostały ich żony, przez lata zdradzane i oszukiwane. Mimo że twórcy starali się osłodzić rozpad dwóch małżeństw, trudno dyskutować z faktami. Z czasem te kwestie zostały przepracowane i bohaterki odzyskały przestrzeń i własny głos. I wtedy serial stał się bardzo szczerą, zabawną i często intymną opowieścią o przyjaźni kobiet.

Grace i Frankie jak Thelma i Louise na emeryturze?

Nie byłoby sukcesu "Grace i Frankie", gdyby nie fenomenalna obsada. Nie byłoby też wiarygodności opowieści, gdyby obsadzić serial aktorkami dwie dekady młodszymi. Nie byłby to przecież pierwszy raz. Jednak Jane Fonda i Lily Tomlin, które niejednokrotnie wypowiadały się na temat starzenia się, zwłaszcza w kontekście wykonywanego zawodu i znikania kobiet po 50-tce z filmów i seriali, brzmią nad wyraz wiarygodnie jako Grace i Frankie.

gracie i frankie sezon 7 recenzja opinie

"Grace i Frankie" (Fot. Netflix)

Spoglądając na zdjęcia promujące pierwszy sezon serialu widzimy, że czas nie stoi w miejscu. I że obsada starzeje się wraz ze swoimi bohaterami. My zresztą też. Mniej obfite fryzury, mniej umięśnione torsy, to wszystko sprawia, że wierzymy bohaterkom i bohaterom, gdy narzekają na problemy z kręgosłupem, artretyzm czy inne dolegliwości. Sezon finałowy chce nas bardzo mocno przygotować na to, że śmierć bohaterów jest nieunikniona. Robi to w zabawny sposób, bo czy wyobrażamy sobie bardziej przewrotną zapowiedź, że koniec jest bliski, niż wróżba zaprzyjaźnionego medium, które nigdy się nie myli?

Grace i Frankie, czyli ostatnia wielka przygoda

Grace i Frankie są już zmęczone życiem i obowiązkami, chociaż robią wszystko, żeby wciąż być w formie. Przede wszystkim intelektualnej. Mają kolejny pomysł biznesowy, ale minęło kilka lat, od kiedy je poznaliśmy i wiemy, że nie są energicznymi "małolatami", dopiero co wkraczającymi w wiek emerytalny, ale seniorkami, które w ogóle nie odpoczywały i jednak zaczynają to odczuwać. Mimo wszystko podejmują się kolejnego wyzwania, świetnie wpisującego się w ich brawurowe przygody znane z poprzednich sezonów (podejmują tym samym ważny temat społeczny, czyli cen i dostępności leków dla amerykańskich seniorów). Mają różne plany, ale jakby mniej energii. Chociaż wciąż stanowią centrum życia rodzinnego. Mimo że nie zawsze mają na to ochotę.

grace i frankie sezon 7 recenzja opinie

"Grace i Frankie" (Fot. Netflix)

Sezon finałowy skupia się na priorytetach bohaterek, a te już niejednokrotnie przekonały się, że dopóki są razem, to dadzą sobie radę ze wszystkim. I mimo że ponownie w ich życiu pojawiają się zarówno te znane, jak i nowe twarze, to jednak tylko na chwilę, bo na tym etapie życia, one już doskonale wiedzą, z kim i jak chcą spędzać swój czas. Bezkompromisowość i konsekwencja bohaterek to na pewno cechy, których warto się od nich uczyć. Nie da się jednak odnieść wrażenia, że schyłkowość historii Grace i Frankie sprawiła, że Jane Fonda i Lily Tomlin w ostatnich odcinkach wydają się bardziej zgaszone i wycofane.

Grace i Frankie vs. wycieczki do przeszłości

Problemem tego sezonu są wątki dzieci bohaterek, w ostatniej chwili dopisane na kolanie. Wiarygodnie wypada jedynie kwestia Brianny (June Diane Raphael), która już od jakiegoś czasu miota się i nie potrafi odnaleźć w nowej sytuacji zawodowej, a teraz także sporo dzieje się w jej życiu prywatnym. Kariera Mallory (Brooklyn Decker) to już w ogóle kwestia niczym królik z kapelusza. Nie lepiej wygląda nowy wątek zawodowy u Buda (Baron Vaughn) i przygody jego brata Coyote'a (Ethan Embry). Historie dzieci zdecydowanie bledną wobec głównego wątku Grace i Frankie. Tak było od zawsze, ale teraz gdy rozstajemy się z postaciami, dobrze byłoby poznać je nieco lepiej, a wciąż są bardzo funkcyjne (gdzie jest czwórka dzieci Mallory?). To jednak co ważne, to pokazanie, że Grace i Frankie mają swoje niezależne życie i nigdy nie były opiekunkami dla swoich wnuków, właściwie to spędzają z nimi niewiele czasu, co dość odważnie pokazuje, że kobieta po 50-tce nie musi być babcią stojącą przy piekarniku. Co za ulga!

grace i frankie sezon 7 recenzja opinie

"Grace i Frankie" (Fot. Netflix)

Z drugiej strony, w tym sezonie w końcu głośno wybrzmiewa opinia córek Grace i Roberta, że nie byli oni najlepszymi rodzicami. Dziewczyny wspominają, że czuły się samotne, niedostrzegane, pozostawione same sobie. W jakimś sensie, widać to także w ich dorosłym życiu, co dość dobitnie pokazuje, że mimo sympatii do Grace i Roberta, nie możemy zignorować tego, że jako rodzice zrobili wszystko, żeby zrujnować życie swoim dzieciom. W przypadku Frankie i Sola sprawa wygląda trochę inaczej – widać, że bardzo wspierali swoich synów, ale nie zawsze z dobrym skutkiem. O czym kilkukrotnie wspomina sezon finałowy.

Grace i Frankie – czy to naprawdę koniec?

Wycieczki sentymentalne do lat 90., które oficjalnie są już retro, zmiany w firmie Say Grace, która samej założycielki już w ogóle nie obchodzi, a także spojrzenie na rówieśników bohaterek pokazuje, że ich świat w jakimś sensie się kończy. Powrót do dzieciństwa i wspomnienia rodziców, a także poszukiwanie pocieszenia w rytuałach związanych z okresem dziecięcej beztroski, to coś, czego wcześniej Grace i Frankie nam nie pokazywały. Więź z byłymi mężami zupełnie się rozluźniła, bohaterki są w zupełnie innym miejscu, niż gdy je poznawaliśmy w pierwszym sezonie. Stworzyły własny kokon bezpieczeństwa, funkcjonujący niezależnie od relacji z byłymi mężami i dziećmi. Przyjaźń z Joan-Margaret i Arlene, to także ciekawy aspekt serialu pokazujący, że w pewnym momencie siostrzeństwo to najważniejsza relacja dla bohaterek.

Jest śmiesznie, smutno i nieuchronnie, czyli tak jak zwykle w przypadku serialu, gdzie bohaterki otwarcie mówią o tym, że wiedzą, ile mają za sobą, a co zostało jeszcze do odhaczenia na bucket list. Świetna obsada sprawiła, że "Grace i Frankie" były z nami aż siedem sezonów, a wiemy, że w przypadku Netfliksa to prawie jak 35 lat emisji "Mody na sukces". Warto spędzić ostatnie chwile z serialem, który wiele zmienił w świadomości społecznej i mówieniu o widzialności kobiet w życiu publicznym. No i najważniejsze - przekonajcie się sami, co stało się 27 sierpnia w domu przy plaży.

Finałowy sezon Grace i Frankie jest na Netfliksie

REKLAMA