"Rap Sh!t" pokazuje kulturę rapową w kobiecym wydaniu – recenzja serialu HBO od producentki Issy Rae

"Rap Sh!t" (Fot. HBO Max)

Issa Rae powraca jako producentka "Rap Sh!t", nowego serialu komediowego o dziewczynach na rozdrożu. Tym razem wątek numer jeden to pierwsze kroki w branży rapowej. Brzmi znajomo?

Jeśli oglądaliście "Niepewne", to na pewno pamiętacie, że bohaterka serialu grana przez Issę Rae miała ambicję, żeby zostać raperką, ale ostatecznie poszła inną drogą. Jej rapowanie do lustra było rodzajem autoterapii i wewnętrznego monologu, który pomagał bohaterce rozstrzygać wątpliwości. W pewnym momencie głos doradczy ucichł, co w jakimś sensie było dla mnie przykrym dowodem na to, że dorastanie to także dobijanie najbardziej idealistycznych marzeń. Wiemy jednak, że Issa Rae jest wielką fanką twórczości czarnoskórych raperek i dlatego jej kolejny producencki projekt, czyli "Rap Sh!t", skupia się na rapowaniu kobiet.

Rap Sh!t – czy to będą Niepewne 2.0.?

Serial "Rap Sh!t" to produkcja komediowa, i o ile "Niepewne" były dość blisko "Dziewczyn" Leny Dunham, to mam wrażenie że "Rap Sh!t" ma więcej wspólnego z "Broad City" (kto pamięta Ilanę i Abbi?). Rzecz dzieje się w Miami na Florydzie i od pierwszych minut wpadamy w wir życia pracowników luksusowego hotelu. Shawna (Aida Osman, scenarzystka "Big Mouth" i "Betty") pracuje w recepcji i na co dzień musi rozwiązywać problemy hotelowych gości, a nocami nagrywa zaangażowany rap dla ciemnoskórych kobiet. Jej twórczość jest absolutnie niszowa i wszyscy znajomi doradzają dziewczynie, żeby trochę spuściła z tonu. Shawna nie rozumie, dlaczego nikt nie podziela jej entuzjazmu do zaangażowanych społecznie tematów. Przez przypadek odzywa się do niej dawna koleżanka z liceum. Bohaterki nie widziały się kilka ładnych lat i to spotkanie zaowocuje wspólnymi planami na rapową karierę.

Rap Sh!t serial hbo max recenzja opinie

"Rap Sh!t" (Fot. HBO Max)

Serial jest bardzo dynamiczny, dużo się dzieje, a właściwie bohaterki dużo mówią, słuchają muzyki i planują podbój rynków muzycznych. Co ciekawe, formalnie serial jest właściwie zlepkiem stories z Instagrama. Wszyscy bohaterowie komunikują się ze sobą przez Instagram, nieustannie wrzucają relacje ze swojego dnia, a także prowadzą live’y dla znajomych i obserwatorów.

Rap Sh!t, czyli kolejne dziewczyny na rozdrożu

Jeszcze dziesięć lat temu byłoby to na pewno novum warte uwagi, ale dzisiaj takie rozwiązania są dość powszechne, więc nie robi to wielkiego wrażenia, zwłaszcza w czasach gdy nawet amerykańskie opery mydlane odkryły media społecznościowe i zalety z nich płynące (patrz: "Moda na sukces"). Komunikacja z widownią poprzez relacje instagramowe ma pokazać styl życia bohaterek, w którym nawet jeśli nie dzieje się zbyt dużo, to wszystko jest bardzo dynamiczne i odnosimy wrażenie, że bohaterki są w ciągłym ruchu.

Shawna i Mia (KaMillion, raperka i autorka muzyki) są bardzo różne, jedna zaczęła studia i rzuciła je dlatego, że chciała robić wielką karierę muzyczną, druga nie miała szans na wyjazd z miasta z powodu wczesnego macierzyństwa. Jedna wciąż chodzi z głową w chmurach, druga stąpa twardo po ziemi skupiając się na zarabianiu pieniędzy i wychowywaniu córki. Mało mają punktów wspólnych, ale domyślam się, że zajawka rapowa będzie tym, co scementuje ich znajomość.

Rap Sh!t serial hbo max recenzja opinie

"Rap Sh!t" (Fot. HBO Max)

Jeśli ktoś zastanawia się, czy będą to "Niepewne" 2.0., to sądzę, że nie. Dziewczyny są z zupełnie innej bajki. Nie są wykształcone jak Molly Carter i jej zamożne koleżanki, przypominają może nieco Issę i jej zamiłowanie do rapowych improwizacji z pierwszego sezonu "Niepewnych". Pamiętacie największy i jedyny hit Issy? "Rap Sh!t" ma własny i też słyszymy go od pierwszego odcinka, domyślam się, że będzie motywem przewodnim serialu, podobnie jak "Broken Pussy" w "Niepewnych".

Rap Sh!t, czyli wychodzenie poza mainstream

Nieustannie odnoszę się do poprzedniego serialu Issy Rae, ale mam wrażenie, że HBO stworzyło przestrzeń do opowiadania o kobiecym doświadczeniu w różnym wymiarze. Nie każda dziewczyna i kobieta miała powody, żeby identyfikować się z przygodami Carrie Bradshaw, a później Hannah Horvath, więc "Niepewne" i "Rap Sh!t" wypełniają tę lukę z powodzeniem.

Przypuszczam, że, podobnie jak "Niepewne", będzie to niszowa produkcja, w której rozsmakują się głównie wielbicielki i wielbiciele rapu, ale przede wszystkim widzki mogące identyfikować się z problemami Shawny i Mii. Nie trzeba od razu mieszkać na Florydzie i marzyć o karierze w branży muzycznej. Wystarczy codziennie budzić się z frustracją przypominającą o tym, jak chcemy, żeby wyglądało nasze życie, a jak ono wygląda w rzeczywistości.

Rap Sh!t – czy warto oglądać serial HBO Max?

Zobaczymy, na ile pomysłów wystarczy, żeby opowiadać przyciągającą do ekranów historię dziewczyn z Florydy. Wszystko pokazały już najpopularniejsze seriale dziewczyńskie ostatniego ćwierćwiecza, więc trzeba naprawdę solidnie pogłówkować, żeby wpaść na koncept, który przykuje nas do fotela.

Rap Sh!t serial hbo max recenzja opinie

"Rap Sh!t" (Fot. HBO Max)

Pamiętacie pierwszy sezon "Atlanty"? Serial okazał się strzałem w dziesiątkę, a opowiadał całkiem podobną historię. Dwóch chłopaków szukało pomysłu na życie, a jedyne, na czym się znali, to rap. Nie wiem, czy "Rap Sh!t" ma szansę na powtórzenie sukcesu "Atlanty", w tym momencie nie jestem taką optymistką, ale kto wie?

"Atlanta" osiąga szczyty kreatywności w 3. sezonie, a jeśli ktoś jeszcze nie oglądał, to ma szansę nadrobić trzy sezony na Disney+. Jeżeli w "Rap Sh!t" przydarzą się takie odcinki jak "Fryzjer" czy "Las" w "Atlancie", to mogę być spokojna o powodzenie tej produkcji. Póki co, polecam spróbować, dwa pierwsze odcinki są dostępne na HBO Max. Jeżeli nie przypadną wam do gustu, to zawsze możecie przełączyć na "Atlantę", gwarantuję, że któraś z tych produkcji was usatysfakcjonuje. Zapowiada się rapowe lato.

Rap Sh!t – nowe odcinki w piątki na HBO Max

REKLAMA