"AHS" (2x01): Zakochany Szekspir w szpitalu grozy

"American Horror Story" (Fot. FX)

"American Horror Story" (Fot. FX)

Początek kontynuacji "American Horror Story" to jedna z najlepszych premier pośród wszystkich pokazanych tej jesieni. Szykuje się straszliwy hit! Spoilery.

Przez zdemolowane pomieszczenia dawnego szpitala psychiatrycznego wędruje para młodych ludzi. Mają specyficzne hobby – zwiedzają miejsca o złej sławie i... uprawiają tam seks. Kiedy znajdują (podejrzanie dobrze zachowany) szpitalny fotel do przywiązywania pacjentów, zaczynają się na nim zabawiać. Widzowie są pewni, że krwawa łaźnia jest blisko – a tymczasem nic się nie dzieje. Parka robi swoje i idzie dalej. Aż w końcu znajduje zamknięte drzwi do tajemniczego pokoju... I do oczekiwanej przez nas maskary oczywiście dochodzi. A wtedy przenosimy się w przeszłość, do lat 60., czasów "świetności" szpitala.

Pierwszy odcinek "American Horror Story: Asylum" to znów pastiszowa kompozycja znanych motywów – i jak zwykle jest to miks niezwykle sprawny i ciekawy. Tym razem – jak już możemy oceniać – twórcy "AHS" nawiązują nie do opowieści o duchach i nawiedzonych domach, lecz do historii o kosmitach i psychopatycznych naukowcach.

Tak jest – kosmitach. Wygląda bowiem na to, że jeden z głównych bohaterów "Asylum", Kit Walker (Evan Peters, który grał Tate'a Langdona w poprzednim sezonie), został w swoim domu zaatakowany przez przybyszów z kosmosu. Scena porwania Kita i jego żony jest zresztą jedną z lepszych w odcinku – przywodzi na myśl złote czasy "Z Archiwum X" (plakaty promocyjne "AHS" znów okazały się mniej enigmatyczne, niż się wydawały – przedstawiały przecież zakonnice o oczach jak u "małych, szarych ludzików").

Na skutek dramatycznych wydarzeń (których dokładny przebieg dopiero poznamy – albo i nie) Kit zostaje uznany za seryjnego mordercę zwanego "Krwawą Twarzą" i osadzony w prowadzonym przez Kościół katolicki szpitalu psychiatrycznym Briarcliff Manor. W szpitalu Kit poznaje zgraję dziwacznych pacjentów (a raczej więźniów) oraz zimną jak głaz szefową instytucji – siostrę Jude (Jessica Lange, druga osoba z obsady poprzedniego "AHS").

Czy jednak siostra Jude faktycznie rządzi szpitalem? Można mieć co do tego wątpliwości. Zakonnica podlega bowiem przystojnemu i ambitnemu księdzu Howardowi (Joseph Fiennes – aktor, który zagrał m.in. tytułową rolę w "Zakochanym Szekspirze"). Howard jest dosyć antypatyczną postacią, ale siostra Jude chciałaby mu służyć nie tylko duchowo (to akurat motyw jak z kiepskiego pornola). Podporządkowana siostra Jude toleruje więc w szpitalu działania demonicznego doktora Ardena (James Cromwell, znany m.in. z "Tajemnic Los Angeles"). Arden robi coś bardzo złego z pacjentami. Co dokładnie – jeszcze nie wiemy. Ale jego nowym wybrańcem jest Kit...

Szpital Briarcliff Manor widzowie poznają wraz z dziennikarką Laną Winters (Sarah Paulson, wystąpiła w trzech odcinkach poprzedniego sezonu "AHS"). Winters przyjechała zrobić krótki reportaż o przyszpitalnej piekarni, ale zaczynają ją interesować nie tylko bułki. Dziennikarka nie wie jednak, że kto trafi do mrocznego budynku Briarcliff Manor, ten już go nie opuszcza.

Widzowie, jak sądzę, także nie opuszczą "Asylum". Nowy sezon "American Horror Story" zapowiada się świetnie. Intryga już teraz wygląda na dużo ciekawszą oraz mniej przewidywalną niż w poprzednim sezonie. W obsadzie pojawili się znani i utalentowani aktorzy, a nad wszystkim unosi się duch paranoi, szaleństwa i grozy.