"Plotkara" (6x10): Ostatni rozdział

Zdjęcia: CW

Zdjęcia: CW

W finale "Plotkary" Dan oddaje ostatni rozdział swojej książki, a my dowiadujemy się, kto jest tytułową blogerką, i otrzymujemy zakończenie wszystkich wątków. Ale czy jest to zakończenie satysfakcjonujące? Spoilery!

"Plotkara" się skończyła - i to nie jest zła wiadomość. A czy zakończyła się tak, jak chcieliśmy? Na ten temat opinie zapewne będą różne. Ja dziś narzekać nie będę, w każdym razie na pewno nie będę narzekać dużo.

Najważniejsze w finale (oprócz dwóch wesel, które nam wcześniej niepotrzebnie zaspoilerowano) było odkrycie, kto jest Plotkarą. Dan, jedyny człowiek z tego towarzystwa, który posiada bluzę z kapturem. Zaskoczeni? Zbulwersowani? Wkurzeni? A może dokładnie tego się spodziewaliście? Zapewne wszystko po trochu. Dan jako Plotkara niewątpliwie na wielu poziomach ma sens. Przede wszystkim blog Plotkary był rewelacyjnie napisany, lekko i bezbłędnie. Pełno w nich było fajnych sarkastycznych sformułowań, których nie wymyśliłaby osoba nieoczytana czy mająca problemy z gramatyką. Tylko Dan mógł tak pisać i dlatego to on musiał być tytułową blogerką.

Dlatego od dawna stawiałam albo na niego (Wy też w komentarzach stawialiście na Dana), albo na kogoś, kogo dobrze nie znamy, a kto też umiał pisać i cały czas krążył w pobliżu głównych bohaterów. Ale dopuszczałam myśl, że złośliwą blogerką może być ktokolwiek inny, bo świat "Gossip Girl" nigdy nie był w 100% logiczny i jak najbardziej możliwe w nim byłoby, że za blogiem stał ktoś, kto nie był początkującym pisarzem.

Nie do końca jednak trafia do mnie wyjaśnienie niektórych zachowań Dana jako Plotkary. Dawno, dawno temu, na początku serialu faktycznie kibicowałam Samotnemu Chłopcu i chciałam, żeby zdobył Serenę i żeby żyli długo i szczęśliwie. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło, utalentowany pan Humphrey pokazał nieraz, że potrafi grać bardziej nawet nieczysto niż jego koledzy z Manhattanu. A przy tym ciągle uważał się za pokrzywdzonego. Nie, nie, nie! Takiego Dana oglądać nie chciałam i z czasem moja początkowa sympatia do niego gdzieś wyparowała.

Dziś nie potrafię pojąć, kiedy mówią mi w finale, że własny brat upokorzył - tak, upokorzył! - Jenny, po tym jak straciła dziewictwo z Chuckiem. I że ona tego chciała! Niby po to, żeby móc opuścić miasto. Naprawdę nie ma innych sposobów? Brr. Lista występków Dana jako Plotkary jest dłuższa, znacznie dłuższa. I choć to prawda, że nie on jeden robił w życiu świństwa, nie do końca układa mi się to w całość. Ciekawa jestem, co będzie, kiedy będziemy oglądać dawne odcinki "Gossip Girl", wiedząc, że głosem Kristen Bell przemawia Dan. Sądzę, iż znajdziemy sporo nieścisłości, sporo sytuacji, które mogłyby być dowodem na to, że to jednak nie Samotny Chłopiec prowadził słynny blog. Nie jestem pewna, czy od początku planowano, że Plotkarą będzie Dan.

Z drugiej strony uważam, że "Plotkara" jako historia chłopaka z "niższej kasty", który chce trafić do elity - elity, do której można trafić tylko przez urodzenie - ma w sobie głębszy wymiar. To fantastyczne, że Dan zaczął istnieć, bo sam się sprytnie wykreował na Samotnego Chłopca - owszem, outsidera, ale jednocześnie kogoś znaczącego. W końcu gdyby nie był znaczący, Plotkara nigdy by o nim nie napisała ("Jesteś nikim, dopóki o tobie nie mówią"). Jeśli rzeczywiście to zaplanowano od początku, chylę czoła. I nawet jeżeli Danowi Humphreyowi daleko do Trumana Capote, samo podjęcie próby takiego nawiązania wydaje mi się pysznym pomysłem. Czy lepszej Plotkary być nie mogło? Nie wiem. Ale akceptuję Dana w tej roli.

Powiem więcej, jego historia wydaje mi się w gruncie rzeczy tragiczna. To inteligentny chłopak, który z jakiegoś powodu dostał obsesji na punkcie tego, czego nie mógł mieć. Udowadnianie sobie i reszcie świata, że jednak może dostać od życia wszystko, tak go pochłonęło, iż zapomniał (a może nigdy nie wiedział, w końcu jego przygoda z blogowaniem zaczęła się w wieku nastoletnim), jak być szczęśliwym. Po co to wszystko? Dla zaspokojenia swojej idiotycznej ambicji? Czy może dla Sereny? A jeżeli dla Sereny, to dlaczego tyle razy ją krzywdził po drodze? Nie jestem przekonana, że ta para powinna odnaleźć na końcu swój happy end. I raczej nie znajdzie - on pewnie za kilkanaście lat skończy jak Rufus, ona zrobi sobie lifting i zacznie przypominać matkę.

Za to chyba nie ma nikogo, kto by nie cieszył się ze szczęścia drugiej pary - Chucka i Blair. Należało im się, po prostu im się to należało. Szkoda, że o ich ślubie dowiedzieliśmy się ze spoilerów, ale nie zmienia to faktu, że Blair wyglądała przepięknie, a ceremonia była po prostu sympatyczna. Oświadczyny Chucka pewnie niejedną fankę doprowadziły do płaczu - i tak miało być! Nie będę się już czepiać, że historia z Bartem była idiotyczna. W prawdziwym życiu znalazłyby się dowody na to, co stało się na dachu wieżowca, i Chuck pewnie poszedłby siedzieć, a nie żył długo i szczęśliwie ze swoją ukochaną. Czarnego charakteru można było pozbyć się w inny sposób. Ale mniejsza o to. Dzięki temu, że wesele zostało przygotowane w pośpiechu, miało ono mnóstwo uroku. A szczęście Chair po prostu cieszy. Nie mam pojęcia, skąd producenci "pięć lat później" wytrzasnęli dziecko podobne do nich obojga, ale to też było bardzo miłe zaskoczenie (szkoda, że też zaspoilerowane wcześniej).

Poza tym w finale "Plotkary" było mnóstwo fajnych momentów. Lily z niewzruszoną twarzą mówiąca, że dobrą wiadomością w sytuacji, gdy Bart nie żyje, jest to, iż można mu zrobić pogrzeb taki jak ten, który wyprawiono, kiedy umarł poprzednim razem. Flashback, pokazujący jak Dan po raz pierwszy znalazł się wśród swoich przyszłych przyjaciół/"przyjaciół". Kristen Bell mówiąca "Hey, Upper East Siders, Gossip Girl here". I urocza Rachel Bilson ("To Plotkara naprawdę istnieje?"), która bardzo chciała zagrać uczennicę szkolną w ekranizacji książki Dana. William podsumowujący Ivy: jesteś kiepskim filmem stacji Lifetime. Reakcje dawnych bohaterów serialu na odkrycie, kto jest Plotkarą. Burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg poznający z zaskoczeniem tożsamość blogerki. Drink dla Doroty! Też byliście zachwyceni tym, z jaką pewnością siebie i wdziękiem Dorota zamówiła sobie drinka?

I pytanie Blair, czy skoro Plotkara została ujawniona, to wreszcie wszyscy mogą dorosnąć i zająć się prawdziwym życiem. Taaaak! Jak sądzicie, ile osób zawołało w tym momencie "taaak" w stronę ekranu? Nie wiem, czy to zamierzona autoironia rzucona przez twórców w związku z tym, co się działo w ostatnich sezonach - ale zabrzmiało to w tym momencie cudownie złośliwie.

"Pięć lat później" było najsłabszą moim zdaniem częścią odcinka. Eric i Jenny prawie się nie odezwali. Nate pozbył się najwyraźniej Sage i został kandydatem na burmistrza (nie chciałabym żyć w mieście, którym rządzi Nate). Lily skończyła z Williamem (naprawdę!?), Georgina z Jackiem Bassem (hm...), Rufus przyprowadził na ślub Lisę Loeb (boskie!). Dan i Serena... no cóż. Może przez te pięć lat faktycznie oboje dorośli i zakochali się w sobie na nowo. A może nie.

Serial o "nastolatkach zachowujących się ja dorośli i dorosłych zachowujących się jak nastolatki" zakończył się. I choć nie będę dobrze wspominać ostatnich sezonów, uważam, że "Gossip Girl" udała się rzecz wspaniała - zostać głosem pokolenia młodzieży, które żyje w dużej mierze w internecie. Oglądanie, jak coś tak banalnego jak blog wpływa na prawdziwe życie grupki mających fioła na punkcie własnej popularności nastolatków, było wielką przyjemnością.

I choć to, co zaserwowano nam w tym sezonie w żadnym stopniu nie dorównywało lekkością dawnej "Plotkarze", finał oceniam jako całkiem udany. Były happy endy, było mnóstwo małych rzeczy, które cieszą, był śmiech i trochę łez, była fajna historia. Mnie to wystarczy, żeby mieć dobre zdanie o tym serialu jako całości.