"AHS" (2x13): Dobrzy ludzie strzelają zamiast mówić

"American Horror Story: Asylum" (Fot. FX)

"American Horror Story: Asylum" (Fot. FX)

Na zakończenie twórcy "American Horror Story: Asylum" zafundowali nam zaskakujący odcinek: nostalgiczny, a wręcz nawet melancholijny.

Czasem kiedy kończy się film, podczas napisów lub już po nich, można obejrzeć dodatkowe sceny. Zwykle to tylko dodatek, często humorystyczny, czasem pokazujący losy bohaterów w przyszłości (ostatnio autorzy seriali polubili takie "sceny po latach" umieszczać w ostatnich odcinkach serialów). W przypadku "AHS: Asylum" takim fragmentem po napisach jest cały finałowy odcinek. I jest to odcinek najlepszy w całym sezonie.

Trudno uznać "Madness Ends" za finał, bo tak naprawdę finał "American Horror Story: Asylum" trwał już od 2 stycznia i 10. odcinka "The Name Game". To wtedy twórcy serialu zaczęli żmudnie rozwiązywać wszystkie wątki – a często je po prostu brutalnie przecinać, tak jak np. w przypadku doktora Ardena (James Cromwell) oraz jego demonicznej zakonnicy Mary Eunice (Lily Rabe).

Z doktorem Thredsonem (Zachary Quinto), czyli pierwszą Krwawą Twarzą, Lana (Sarah Paulson) rozprawiła się już w kolejnym odcinku ("Spilt Milk"). Pod względem zagęszczenia akcji oraz emocji to właśnie "Spilt Milk" mógłby spokojnie być finałem całego sezonu. Po tym, jak Lana zastrzeliła swojego prześladowcę, można się było zastanawiać: po co tę historię ciągnąć dalej?

Wątpliwości nie rozwiewał kolejny odcinek ("Continuum"), w którym, jak zwykle w "AHS: Asylum", wydarzyło się wiele – ale tak naprawdę nie było to nic specjalnie interesującego. Owszem, Alma (Britne Oldford) zabiła Grace (Lizzy Brochere). Tego się jednak mogliśmy spodziewać, gdy dwie kobiety (bynajmniej nie mormonki) dzieliły tego samego mężczyznę. Naprawdę, nie trzeba było kosmitów w tle, aby ktoś kogoś pociął siekierą (oczywiście, to zabawne, że Grace w końcu zginęła od siekiery, ale pomysł niezbyt oryginalny).

Psychodramy z siostrą Jude (Jessica Lange) uwięzionym we własnym szpitalu nie mogłem strawić już wcześniej, dlatego rozwinięcie tego wątku w "Continuum" tylko mnie irytowało. Ciekawa zaś za to była przemiana Lany, która po udanej ucieczce z Azylu i zdobyciu sławy dzielnej reporterki szybko wpadła w manierę "autorytetu moralnego". Rozmawiając z Kitem (Evan Peters) po swoim spotkaniu autorskim była tak irytująca, że marzyłem o tym, aby nowy Krwawa Twarz zaraz się nią zajął. No ale dziedzic psychopaty miał wtedy dopiero kilka latek.

Twórcy pokazywali nam zresztą wędrówkę nowego psychola (Dylan McDermott), ale przyznam, że nie dowierzałem w jego spotkanie z matką. Twórcy, przeskakując ciągle z jednego czasu na drugi, a czasem i na trzeci lub czwarty, bardzo sprytnie trzymali nas w niepewności co do losu poszczególnych postaci.

Przed ostatnim odcinkiem wiedzieliśmy, że Lana w latach 60. uratowała życie, została reporterką i napisała książkę. Ale przecież ciągle obserwowaliśmy jej przygody, mogła zginąć lub znów utknąć w Azylu (lub umrzeć ze starości – przecież w 1964 roku miała już przynajmniej 25 lat). Niepewność była tym większa, że nowy Krwawa Twarz ze współczesności mówił o matce tak, jakby już nie żyła.

Ale okazało się, że w 2013 roku Lana żyje i ma się dobrze (twórcy nie postarali się jednak zbytnio z postarzeniem aktorki, postać wyglądała najwyżej na 60, a nie na 80 lat). Nawiedzona przez ekipę TV słynna dziennikarka spowiada się ze swojego życia. A obserwuje ją stojący obok nowy Krwawa Twarz, który dostał się do ekipy mordując jednego z jej członków.

Brzmi to dramatycznie, ale, jak wspomniałem na wstępie, odcinek jest głównie melancholijny. Widzimy Kita, który wychowuje dwójkę dzieci swoich dawnych kobiet i odnajduje spokój w ramionach nowej żony. Widzimy siostrę Judy, którą Kit w końcu wyciąga z Azylu, i która dożywa swoich dni w domu człowieka tak bardzo przez nią skrzywdzonego. Kit wyjaśnia Lanie, czemu zaopiekował się zakonnicą: Dopiero wybaczenie umożliwia mi zapomnieć o koszmarze Azylu.

Poznajemy też zakończenie dziejów straszliwego szpitala, który zostaje zamknięty po medialnej interwencji Lany. Reporterka rozprawia się też księdzem Timotym Howardem (Joseph Finnes), który w międzyczasie został kardynałem.

Krótko mówiąc – niemal happy end (jakże inny od zakończenia poprzedniego sezonu "American Horror Story"), do tego zrealizowany bardzo sprawnie. Np. część ujęć jest stylizowana na współczesny program TV, a inne na filmy nagrane w latach 70. przez Lanę. I mimo nostalgicznego nastroju, dialogi ani przez chwilę nie popadały w łzawość.

Kiedy poznaliśmy już zakończenie wszystkich pozostałych wątków, pojawiło się pytanie: co z Laną i jej synem? Końcowy fragment tego świetnego odcinka jest prawdziwą wisienką na tym krwawym torcie. Oto bowiem Lana zostaje sama w domu z nową Krwawą Twarzą i... powtarza się scenariusz sprzed lat. To psychopata okazuje się bezbronny wobec zdeterminowanej kobiety.

Terry Pratchett napisał w jednej ze swoich książek o tym, czym dobrzy ludzie tym się różnią od złych. Mianowicie dobrzy ludzie strzelają, zamiast znęcać się nad przeciwnikiem i wygłaszać przemowy. I to prawda – zło trzeba tępić jednym pewnym strzałem. Nie można się przy tym łudzić, że zło zasługuje na jakieś względy. Lana to wiedziała i dlatego przetrwała.