"Castle" (5x13): Ostatnie kuszenie Beckett

Jack Coleman i Stana Katic "Castle: Recoil" (Fot. ABC)

Jack Coleman i Stana Katic "Castle: Recoil" (Fot. ABC)

Od "Recoil" nie można było się oderwać, choć akcja toczyła się wolno. Ten odcinek jest moim kandydatem do najlepszego odcinka "Castle" w 5. sezonie. Spoilery.

Choć dostaliśmy w "Recoil" dobrze podaną zagadkę kryminalną, to nie ona była tu najważniejsza. Osią odcinka była relacja między senatorem Brackenem (Jack Coleman), a detektyw Beckett. Muszę przyznać, że wątek senatora, który jest przecież faktycznym mordercą matki Beckett, rozwija się bardzo interesująco.

Nie zdradzając za wiele, mogę napisać, że Kate musiała ochraniać Brackena i dało to nam możliwość oglądania nie tylko świetnych potyczek słownych między nimi, ale i świetnej gry aktorskiej Stany Katic i Jacka Colemana. Drobne niuanse zamiast wyrazistej ekspresji dobrze oddały charakter relacji między granymi przez nich postaciami.

Kolejnym mocnym punktem był sam stosunek Beckett do śledztwa, które miało doprowadzić do znalezienia osoby planującej zamach na Brackena. Wewnętrzna walka została bardzo dobrze zagrana (choć chwyt, który pomógł podjąć ostateczną decyzję, był mało subtelny, w związku z czym zazgrzytał) i nieźle rozegrana.

Wydaje mi się jednak, że dostaliśmy tu także coś nieco głębszego. Beckett stoczyła wewnętrzny spór o to, czy rzeczywiście może przedłożyć realizację osobistej wendetty ponad pracę. Dotychczas nie musiała stawać przed takim wyborem, gdyż dawało się to łączyć. Tym razem jednak było inaczej i po raz pierwszy zobaczyliśmy, jak Kate schodzi z ścieżki zemsty i wygrywa sama ze sobą.

Możemy mieć pewność, że wątek Brackena będzie się pojawiał nadal w serialu. Wygląda jednak na to, że może być o wiele bardziej interesujący niż się wydawało - jeżeli nie zostanie zepsuty, to będzie w nim więcej odcieni szarości niż czarno-białych kontrastów.

Dzięki swej szarości "Recoil" był jednym z najlepszych odcinków w tym sezonie. A Kate Beckett zyskała dodatkowy wymiar. Czas na Ricka.