Smoki z "Gry o tron" to broń jądrowa Westeros

got01-czolo1

fot. HBO

Oglądając "Grę o tron", zwykle nie myśli się o wynalazkach technicznych. Ale smoki, które tak spektakularnie zastosowała Daenerys w przedostatnim odcinku, bardzo mocno przywodzą na myśl pewien wynalazek ludzkości. Dany ma do dyspozycji odpowiednik "naszej" broni jądrowej. Uwaga na spoilery.

Władza to jeden z głównych tematów "Gry o tron". Niemal każdy z głównych bohaterów zmaga się z dylematami i problemami, które niesie za sobą jej sprawowanie. Ned Stark i jego syn Robb zamiast czystego makiawelizmu budują potęgę swojego rodu za pomocą honorowego działania. Stark przypłacił to zresztą głową, a w najnowszym odcinku trzeciego sezonu honor kosztował Robba pół jego armii. Tywin Lannister rozgrywa swoją rodzinę jak pionki na szachownicy - w imię interesu rodowego. Margaery Tyrell (Natalie Dormer) za pomocą mieszanki populizmu i dobrego PR-u zdobyła serca mieszkańców Królewskiej Przystani

Nieco innego rodzaju dylematy związane z władzą są udziałem Daenerys (Emilia Clarke). W odcinku "Walk of Punshiment" Dany rozmawia ze swoimi najbliższymi doradcami (Barristan Selmy i Jorah Mormont) o armii niewolników w Astapor. W pewnym momencie Mormont - zwolennik ich wykorzystania - przywołuje brata Daenerys, Rhaegara. Był on wspaniałym, honorowym człowiekiem, uwielbianym przez jego ludzi. Ale Mormont sugeruje, że te cechy charakteru przyczyniły się do jego śmierci. O ile Barristanowi nie podoba się użycie Nieskalanych z przyczyn moralnych, to Mormont nie ma wątpliwości - będą skutecznym narzędziem wojennym. Dany wykorzystała jego realistyczne myślenie, ale zapewne inaczej niż się spodziewał. Mormont sugeruje, że w sytuacji, w której jest, wszystkie posunięcia są dozwolone i uzasadnione.

Użycie przez nią smoków w Astaporze można porównać do zastosowania broni jądrowej. Smoki to swego rodzaju superbroń - nie ma przed nią żadnej ochrony i nie ma na nią żadnej skutecznej odpowiedzi. Ktokolwiek ją posiada, zastosuje ją bezzwłocznie, by zdobyć przewagę. Dany uznała, że dla realizacji swoich celów "naciśnięcie atomowego guzika" będzie jedynym słusznym działaniem. Co więcej, ta broń nie tylko zapewni jej możliwość podbicia dalszych terytoriów, ale także stanie się narzędziem czynienia dobra. Bo jej pierwszym celem nie były armie Lannisterów czy innych rodów Siedmiu Królestw, ale odrażający jej zdaniem łowcy niewolników. To, co zrobiła, było pogwałceniem zasad i złamaniem umowy zawartej z handlarzami niewolników, ale jednocześnie przybliżało ją do ostatecznego celu, czyli władzy. Wyciągnęła wnioski z losów brata.

W czasie II wojny światowej podobne cele przyświecały USA przy bombardowaniu atomowym Japonii. To miało być humanitarne wyjście, w trudnej sytuacji oszczędzające życie amerykańskich żołnierzy, a także cywili - alternatywą dla bombardowań była bowiem tradycyjna inwazja. Na tym podobieństwa sytuacji historycznej z tą opisywaną przez Martina się kończą. Dany ma wyłączność na swoją superbroń. USA szybko straciły monopol atomowy, a broń jądrowa stała się narzędziem odstraszania. Groźba jej użycia była wystarczająca, by gwarantować pokój między supermocarstwami. W Westeros sprawy mają się inaczej. Nie ma symetrii ani doktryny gwarantowanego wzajemnego zniszczenia. Armie Wielkich Rodów dysponują tylko bronią konwencjonalną. Dziki ogień pokazany w drugim sezonie serialu to tylko nędzna namiastka prawdziwej broni ostatecznej, jaką są smoki. Ostatnia z rodu Targaryen ma zaś absolutną przewagę jeśli o nie chodzi. To sprawia, że w przyszłości nie powinna mieć żadnych oporów przed ich dalszym użyciem.

Inaczej niż w przypadku broni jądrowej, system świata Westeros nie gwarantuje, że osoba posiadająca superbroń i tylko grożąca jej zastosowaniem ma jakiekolwiek szanse na zdobycie czy utrzymanie władzy. Dany byłaby naiwna, gdyby uwierzyła, że sam fakt posiadania przez nią militarnej przewagi - czyli trzech smoków - sprawi, że jej przeciwnicy się poddadzą. Co ważniejsze, nie ma mowy o doktrynie gwarantowanego wzajemnego zniszczenia, gdy smoki posiada tylko jedna strona. Gdyby USA utrzymały swój monopol atomowy, historia świata po II wojnie potoczyłaby się zapewne inaczej. Oczywiście superbroń nie wystarcza - Dany potrzebuje także armii konwencjonalnej do klasycznego podboju terytorialnego. Stąd też wydarzenia w Astaporze. Nie ma mowy o pokojowym przyłączeniu terytoriów, które, jak uważa, jej się należą.

George R.R. Martin wielokrotnie przyznawał, że jest wielkim fanem Tolkiena i "Władcy Pierścieni". To bardzo ciekawe, że krążące porównania smoków do broni jądrowej są w jakimś sensie echem niektórych interpretacji dzieł brytyjskiego pisarza. Jedyny Pierścień to zdaniem niektórych słabo zakamuflowana metafora bomby atomowej. Tolkien wielkrotnie odżegnywał się od tego porównania (pamiętajmy też, że zaczął pisać trylogię "Władcy Pierścieni" w 1937 roku).

W przypadku Martina, który jest współczesnym twórcą, od takich porównań jeszcze trudniej uciec. Zwłaszcza że dylematy związane z bronią jądrową i jej wpływem na globalną politykę są kluczowe dla XX wieku. Ponieważ "Pieśń Lodu i Ognia" mówi także o władzy politycznej jako takiej - a przede wszystkim zderzeniu makiawelizmu i realizmu z idealizmem - to tym bardziej analogie z bronią nuklearną są na miejscu.