"The Americans" (1x13): Pierwszorzędny finał

"The Americans" (Fot. FX)

"The Americans" (Fot. FX)

Finał "The Americans" po prostu wbił mnie w fotel i sprawił, że myśl o długim czekaniu na kolejny sezon jest nieznośna. Spoilery.

Pomysł Joe Weisberga, by pokazywać pracę szpiegów równolegle z ich zajęciami domowymi był strzałem w dziesiątkę. Rodzinne i uczuciowe spory nie zdominowały, jak można było się obawiać, serialu, tylko przydały mu świeżości. Dzięki nim amerykański (i nie tylko) widz mógł łatwiej identyfikować się z Elisabeth (Keri Russell) i Phillipem (Matthew Rhys).

Nie tylko z nimi zresztą można się było identyfikować. Dzięki temu finał 1. sezonu wbił w fotel i sprawił, że chwilami zagryzałem wargi z niepokojem oczekując ciągu dalszego (nie mówiąc o tym, że w momentach przewidzianych na przerwy reklamowe robiłem sobie przerwy na oddech). Show ukradła (znów!) Margo Martindale, która w roli Claudii była więcej niż fenomenalna, a wygłaszana przez nią spokojnym tonem kwestia "To unieruchomi cię na dwadzieścia minut, czyli na dziesięć więcej, niż ci zostało" wbiła mi się w pamięć i będzie długo za mną chodzić.

Zresztą, to nie była jedyna świetna scena z Margo Martindale w tym odcinku. Odcinku, który pokazał też ładnie różnice między Rosjanami i Amerykanami, zderzając amerykańską improwizację w ramach planu z rosyjskim improwizowaniem z fantazją ("A co pomyślą Amerykanie...?" "A czort z nimi!"). Udowadniając przy tym, że oba sposoby są równie skuteczne.

Rewelacyjnie wypadła, tym razem wreszcie bezpośrednia, rozgrywka między Stanem Beemanem (Noah Emmerich) a Jenningsami. Możemy się tylko domyślać, czemu Phillip go nie rozjechał, oraz zadawać sobie pytanie, czy Stan domyśli się kiedyś, że Nina (Annet Mahendru) zdążyła powiadomić Rezydenturę o jego planach.

Wszystkie wątki bardzo ładnie się wyjaśniły, by natychmiast zaplątać się na nowo, gotując się do dalszego ciągu. I jest jakiś wyraźny smaczek w tym, że facet, który postrzelił Elisabeth opiekuje się teraz jej dziećmi.

W "The Colonel" widać też było, że Weisberg był przygotowany na to, że nie będzie miał szansy na 2. sezon. Gdyby zmienił kilka akcentów, to zaoferowałby nam emocjonujący finał, w którym jedynym wygranym byłby widz. Ponieważ jednak powstanie kolejny sezon "The Americans" dostaliśmy coś, co sprawia, że oczekiwanie na dalszy ciąg będzie się dłużyć.

I na pewno będzie brakować Margo Martindale, jeżeli jej postać rzeczywiście dostanie przeniesienie. Mówiłem już, że ukradła show? Ach, no tak...

Warto przy tym zauważyć, że w przypadku "The Americans" nie ma mowy o arcydziele czy serialu superambitnym. To po prostu zgrabna, dopracowana seria, która niczego nie udaje. I dlatego tak świetnie się "The Americans" ogląda.