Kity tygodnia: "HIMYM", "The Following", "Kości"

1 2 3

"How I Met Your Mother" (8x22 - "The Bro Mitzvah")

"How I Met Your Mother" (Fot. CBS)

"How I Met Your Mother" (Fot. CBS)


Nikodem Pankowiak: Wieczór kawalerski Barneya Stinsona powinien być dokładnie taki, jak całe jego kawalerskie życie - legendarny. Niestety, ale wszystko było tu przewidywalne do bólu, a co najważniejsze mało zabawne. Nie pomogły nawet gościnne występy, a było ich całkiem sporo i teoretycznie mogły wnieść wiele do odcinka. Źle patrzyło się na Teda i Marshalla z ich głupkowatymi minami, a już szczególnie w scenie z uciętą ręką, gdzie obu panów miałem ochotę zwyczajnie zastrzelić.

Moim zdaniem w "The Bro Mitzwah" nie zadziałało absolutnie nic. Ktoś może powiedzieć, że zostaliśmy na koniec zaskoczeni i w ogóle... Nieprawda, zaskoczenia nie było wcale, ostatni raz widzieliśmy je wtedy, gdy Barney oświadczał się Robin. Od tego czasu minęło zaledwie 10 odcinków, a czuję się jakby było to całe wieki temu.

Paweł Rybicki: Znęcanie się nad "HIMYM" to już nawet nie kopanie leżącego, a szturchanie trupa. Trudno jednak pomijać milczeniem wyczyny twórców tego, niegdyś całkiem zabawnego, a nadal bardzo popularnego serialu. Najnowszemu odcinkowi można zarzucić wiele, ale najbardziej zirytował mnie fakt wciągnięcia Lily do wieczoru kawalerskiego Barneya. Była dziewczyna striptizerka - to by jeszcze uszło, w końcu ma profesją, jaką ma (inna sprawa, że potencjał tego wątku został zupełnie zmarnowany). Obecność Lily była zresztą niepotrzebna nawet biorąc pod uwagę, że wieczór kawalerski był tylko jednym wielkim przekrętem.

Inna sprawa, że grupa przyjaciół z serialu staje się patologicznie dziecinna. Naprawdę, nie mogli Barneyowi dać się spokojnie pobawić? Nawet taki "zwykły" wieczór kawalerski byłby dobrym tematem na odcinek - oczywiście, gdyby twórcy "HIMYM" mieli choć trochę talentu.

1 2 3