"Mad Men" (6x09): Czerwona gwiazda

"Mad Men" (Zdjęcia: AMC)

"Mad Men" (Zdjęcia: AMC)

W odcinku "The Better Half" nie zabrakło dramatów i zaskoczeń, początków i końców - ale internet mówi od wczoraj tylko o jednym. O koszulce Megan z czerwoną gwiazdą, która może oznaczać... Spoilery!

W ostatnich tygodniach zrezygnowałam z zajmowania się każdym odcinkiem "Mad Men" z osobna - po części z braku czasu, po części dlatego, że ten sezon przez większość czasu (może pomijając świetne "The Doorway") specjalnie mnie nie zachwycał, szczególnie w porównaniu z sezonem piątym. Zwłaszcza wątek Dona i jego katolickiej kochanki, choć niewątpliwie potrzebny w Wielkim Planie Weinera, spokojnie można było skrócić. Widzieliśmy już wcześniej wiele razy, jak Don wchodzi nie do tego łóżka co trzeba, widzieliśmy też seksualne gierki w jego wykonaniu, wiedzieliśmy dobrze, jakim potrafi być hipokrytą. To nic nowego. Pewnego rodzaju nowością był Don zamieniający się w pieska warującego pod drzwiami kobiety, która uznała, że był on pomyłką. Ale też nie na tyle, bym chciała analizować tę scenę w recenzji.

Zerkałam oczywiście w międzyczasie na recenzje pisane przez Amerykanów, i one też utwierdzały mnie w przekonaniu, że niczego nie przegapiam - w "Mad Men" w 6. sezonie ani nic ciekawego się nie dzieje, ani nie ma żadnych ukrytych metafor, które mogłyby mi umknąć. Ot, seria średnich odcinków. Amerykanie bardzo chwalili odcinek "For Immediate Release" (ten, w którym Don i Ted zdecydowali się połączyć swoje firmy, by zdobyć Chevroleta) - rzeczywiście, oglądało się go świetnie, ale też pod żadnym względem nie był przełomowy. "Mad Men" na nowy poziom miał szansę wznieść "naćpany odcinek", "The Crash", jednak i tu wszystko gdzieś się rozmyło w przyjemnej, ale i łatwej do zapomnienia dziwności.

Zakończmy jednak już narzekania na temat tego, co było, i zajmijmy się tym, co jest.

"Każda osoba składa się z dwóch połówek...

...i obie chcą tego samego, ale próbują to zdobyć w inny sposób" - powiedział reżyser do Megan Calvet, nie potrafiącej sobie poradzić z zagraniem dwóch bliźniaczek, pokojówki Corinne i jej blondwłosego alter ego, Colette.

Wokół tych dwóch połówek - czy któraś z nich faktycznie jest lepsza, jak w tytule? - krążymy przez cały odcinek. Lepszy w oczach Peggy Ted i gorszy Don okazują się dwiema stronami tej samej osoby. Don przed seksem i Don po seksie z byłą żoną jest tym samym człowiekiem, nawet jeśli przez chwilę można wziąć do za kogo innego. Betty jednak nie da się już nabrać. Abe uważa, że jest lepszą połową w związku z Peggy. Bo nie jest taki małostkowy i widzi wielkie idee, a nie jakieś bzdury w rodzaju cegły wpadającej przez okno do sypialni.

Peggy i Abe/Ted

Peggy w ogóle nie powodzi się najlepiej. Jeszcze kilka odcinków/miesięcy temu wydawało się, że jej związek z Abe'em ma szansę przetrwać. Wydawało się, że skoro umieją się nawzajem słuchać, to mogą razem góry przenosić. Sielanka skończyła się wraz z kupnem mieszkania w nie do końca bezpiecznej okolicy. Jak ich związek się zakończył, wszyscy widzieliśmy. Nie wiem, czy zamiarem Weinera było, byśmy parskali śmiechem, kiedy Peggy przy pomocy domowej roboty harpuna zakończyła mękę polegającą na życiu w ciemnej norze z człowiekiem, który ewidentnie do niej nie pasował, ale scena była tak przekomiczna, że nie udało mi się opanować wesołości. Z rozbawieniem patrzyłam też na to, co działo się w karetce.

Abe na koniec rzucił kilka pretensjonalnych uwag na temat tego, jak wystraszoną osobą jest Peggy, i znikł z pola widzenia. Zapewne już na zawsze. Swoją drogą, koniec końców miała rację matka Peggy, która w zeszłym sezonie przestrzegała, że ten chłopak wykorzysta ją, by "potrenować" przed małżeństwem. Nie mam wątpliwości, że anarchista, który dostaje porządną pensję od takiej gazety jak "The New York Times", z czasem musi zacząć dostrzegać, co człowiekowi dają pieniądze. Za pięć lat pewnie będzie miał małżonkę, dziecko w drodze i Ameryka nie będzie mu się już kojarzyła z państwem policyjnym. Szkoda Peggy.

Peggy szkoda tym bardziej, że nie wykazała się wyczuciem, kiedy znalazła się między młotem a kowadłem - Donem i Tedem. Zapatrzona w Teda, po tym jak Don niezbyt elegancko ją potraktował, uważała, że znalazła ideał. Ideał tymczasem jednego dnia wyznał jej miłość, by następnego dnia - kiedy ona pobiegła wypłakać mu się w rękaw i przy okazji powiedzieć, że jest wolna - potraktować ją sucho i uprzejmie, jak koleżankę z pracy. I została nasza Peggy sama na korytarzu, patrząc na drzwi zamykające się za jednym i drugim ze swoich szefów.

Jako wielka fanka rozmów Peggy i Dona o życiu szczerze żałuję, że ona już nie potrafi przychodzić do niego z tą cudowną ufnością co kiedyś. Kurcze, przecież akurat jej by nigdy naprawdę nie skrzywdził. I w przecieństwie do Teda potrafiłby sprawić, żeby poczuła się lepiej. "Nie daj mu się nabrać" - mówił Don o Tedzie na początku odcinka. I koniec końców okazał się mieć rację. Ideał jest taką samą świnią jak wszyscy.

Don i Megan/Betty

Draper jednak nawet gdyby bardzo chciał, nie ma czasu niańczyć swojej dawnej uczennicy. Ma tysiąc własnych problemów - była małżonka, obecna małżonka, kochanka... Nie zazdroszczę Megan. Naprawdę nie zazdroszczę Megan. Mąż nie chce jeść tego, co ugotowała, nie chce z nią być, nie chce jej słuchać. "Masz rację. Nie było mnie tutaj" - mówi, kiedy wraca po wielogodzinnej nieobecności do żony, a ta wreszcie mówi, co jej leży na sercu. Zwróćcie jednak uwagę, że nie ma tu obietnicy, że następnym razem będzie przy niej. Nie, jemu już nawet nie chce się kłamać. Megan po prostu kompletnie go już nie obchodzi. Jak kiedyś zauważyła dr Faye, on lubi tylko początki.

Większą czułością niż obecną żonę Draper darzy Betty, z którą zawsze będą go łączyć dzieci i która nigdy tak po prostu nie zniknie z jego życia. Zauważyliście, jak idealnie oni wciąż wyglądają razem? Kiedy spotykają się na stacji benzynowej, wyglądają jak kiedyś. Małżeństwo perfekcyjne. I perfekcyjna rodzina. Prawie jak kiedyś. Swoją drogą, było coś dziwnego, nie do końca uchwytnego, ale też świetnego w rozmowie z Bobbym o tym, czemu na obozie nie ma Bobby'ego Pierwszego. "Z powodu Bobby'ego Kennedy'ego?". "Nie, pojechał do domu". Hm... Bobby Kennedy też jest w domu. W jakimś sensie.

Moment zapomnienia, jaki stał się udziałem byłych państwa Draper, szczególnie mnie nie zaskoczył ani mną nie wstrząsnął. "Czy tak by było, gdybyśmy zostali razem?" - pyta Don byłą żonę po seksie. Nie, wiadomo, że nie. "Myślę o tym, jaki jesteś inny - przed i po. Lubię, kiedy tak na mnie patrzysz. Ale potem zawsze oglądam, jak to się rozpada" - odpowiada Betty, która nie zamierza znów zakochiwać się w Donie i daje wyraźnie do zrozumienia, że to jednorazowy skok w bok. A następnie mówi, iż szkoda jej Megan, bo ta biedna dziewczyna jeszcze nie wie, że kochanie Dona to najgorszy sposób na dotarcie do niego. Oj, prawda.

Betty i Don/polityka

Betty jest inna niż przez ostatnie kilkanaście odcinków. Szczupła, wiadomo. I pewna siebie. Czy szczęśliwa? Nie, dalej uważam, że Betty nie jest i nigdy nie będzie szczęśliwa. Ale w jakimś sensie dojrzała (można się spierać, czy wskoczenie do łóżka z byłym mężem i jedzenie potem śniadania z obecnym mężem to oznaka dojrzałości, ale w świecie "Mad Men" lepsze jest to niż ciągła huśtawka emocjonalna) i pogodziła się z losem. Przestała spodziewać się cudów i zaczęła brać, co życie daje. To w dużej mierze smutne, ale z drugiej strony wolę ją taką niż zmarnowaną, grubą i ciągle sfrustrowaną.

Świetna, prześwietna była scena na imprezie, kiedy do niej podszedł jakiś kolega Henry'ego i zaczął ją bezpardonowo nagabywać. Kiedy go zapytała, czy potrafi uwierzyć, że urodziła trójkę dzieci, w jej głosie było wszystko, za co ją kiedyś lubiliśmy: kokieteria, pewność siebie i seksapil. A potem ta gorąca scena w taksówce... Pani Francis będzie doskonałą małżonką polityka.

Joan i wszyscy inni

Wszystkie inne wątki toczyły się nieco na marginesie. Wrócił Duck, ale na razie z jego powrotu nic nie wynikło. Joan pocieszyła Pete'a i nasłała na niego Boba (swoją drogą, wciąż nie potrafię rozgryść tego Boba. Może on po prostu jest miły? Jak sądzicie?). Roger chciał zostać tatą albo chociaż najlepszym dziadkiem na świecie, ale mu nie wyszło. Za to usłyszał, że lepszym wzorem dla jego syna jest Greg, ojciec, który nie jest prawdziwy i właściwie w ogóle go nie ma. Zobaczył też Boba w krótkich spodenkach w mieszkaniu rudej, co dla niego musiało być jeszcze ciekawszym widokiem niż dla nas. Dobrze, że potrafił szybko znaleźć coś ironicznego do powiedzenia. Tymczasem Arlene znów próbowała szczęścia z Megan, ale w końcu musiała po prostu wyjść i ich stosunki wróciły do status quo ante bellum. Chyba.

Na razie trudno jest mi oceniać powyższe wydarzenia i powiedzieć, które było bardzo ważne, a które mniej ważne. Wiem tylko, że były i że pewnie prędzej czy później coś z nich wyniknie. Na razie cieszmy się widokiem Boba w krótkich gatkach.

Megan i koszulka Sharon Tate

Odcinek "The Better Half" umiarkowanie, ale jednak mi się podobał. Ale prawdę mówiąc do napisania o nim skłoniła mnie przede wszystkim dyskusja, która wczoraj rozpoczęła się w internecie. Okazało się, że Megan w scenie, w której Don oznajmia jej, iż nie było go tu i nie obiecuje żadnych zmian, miała na sobie identyczną koszulkę co Sharon Tate - zamordowana w 1969 roku przez grupę Charlesa Mansona żona Romana Polańskiego, początkująca aktorka, tak jak Megan. Sharon była w 9. miesiącu ciąży, kiedy zginęła.

Koszulka rzeczywiście wyróżniała się - choć zanim dowiedziałam się, kto taką samą nosił w roku 1967, sądziłam, że raczej może być odniesieniem do polityki. Co jednak nie ma żadnego sensu: Megan nie ma nic wspólnego z polityką, a marksistów nie znosi, bo jeden ją wychował. Teoria konspiracyjna pojawiła się, kiedy córka fotografa, który robił zdjęcie Sharon, zapytała na Twitterze twórczynię kostiumów dla "Mad Men", czy ten T-shirt to przypadek. W odpowiedzi przeczytała, że nie ma tu mowy o przypadku. Fani na Reddicie szybko dodali dwa do dwóch.

Z czasem teoria zaczęła nabierać kształtów. Po pierwsze, Megan nie tylko ma koszulkę Sharon. Jest ubrana identycznie - też jest tylko w tej koszulce i majtkach. Po drugie, jest młodą aktorką, podobnie jak Sharon. I też była w ciąży. Po trzecie, na plakacie promującym sezon wyraźnie widać, że coś się stało - jest policja i zapewne ma to związek z Donem. Draperów jest dwóch, jeden, odziany w ciemny garnitur, ciągnie za rękę kobietę. Drugi idzie ku czemuś, co wygląda jak miejsce przestępstwa.

Poza tym od początku sezonu widać, że Nowy Jork nie jest bezpiecznym miejscem. Ilekroć państwo Draper wychodzą na balkon, wyją syreny. W najnowszym odcinku Megan dziwiła się, że Arlene szła sama przez park wieczorem. W poprzednim do mieszkania Draperów weszła obca kobieta i ich okradła. Abe został dźgnięty na ulicy, a potem w mieszkaniu jego i Peggy wylądowała cegła. Sally czytała ostatnio "Rosemary's Baby". W zapowiedzi kolejnego odcinka Ginsberg mówi o workach z ciałami. Jest niebezpiecznie, a na dodatek w "The Doorway" była bardzo silna sugestia, że w tym sezonie Don zmierzy się ze śmiercią. Jeśli interesują Was te spekulacje, BuzzFeed zebrał chyba najwięcej powodów, dla których Megan może zginąć. A jakby tego było mało - Megan to pani Łazarz (przypomnijcie sobie odcinek "Lady Lazarus" z 5. sezonu) z wiersza Sylvii Plath.

Mniej lub bardziej jasnych sugestii, że druga żona Dona Drapera może skończyć marnie, było więc przynajmniej kilka. Zaś fani "Mad Men" na tyle dobrze znają sposób myślenia Matthew Weinera, że wiedzą, iż każdy drobiazg może oznaczać jakieś wielkie wydarzenie kilka odcinków później (w zeszłym roku tak było z samobójstwem - długo byłam przekonana, że popełni je właśnie Megan, z powodu wiersza Sylvii Plath. Ostatecznie powiesił się Lane Pryce). Na dodatek Megan stała się ostatnio postacią kompletnie nieinteresującą i w zasadzie niepotrzebną. Swoje zadanie spełniła, teraz czas ją pożegnać. Myślę, że Weiner zdaje z tego sprawę.

Innymi słowy - tak, jestem bliska zgodzenia się z amerykańskimi fanami serialu. "Mad Men" prawdopodobnie przygotowuje się do zabicia początkującej aktorki Megan Calvet, i to jeszcze w tym sezonie. Czy faktycznie tak będzie, okaże się już niedługo, tymczasem siedźmy i oglądajmy, jak Weiner nakazał. Krytykowanie poszczególnych odcinków nie ma sensu. Zobaczmy, do czego prowadzi ten sezon.