Z nosem przy ekranie #9: Krzesła, smoki, różdżki

"Teen Titans Go!" (Fot. Cartoon Network)

"Teen Titans Go!" (Fot. Cartoon Network)

Kolejny weekend i znowu święto. Jeszcze kilka takich, a przyjdzie się zupełnie odzwyczaić od porządnych, normalnych, deszczowych sobót. Spoilery.

Trochę szkoda, w końcu sobotnia ulewa jest najlepszą rzeczą, jaka może się zdarzyć. W jej trakcie niecne promienie słoneczne nie utrudniają oglądania, a wszelkie ewentualne błyski i grzmoty cudownie umilają np. zaznajamianie się z odcinkami "Doktora Who" dziejącymi się w epoce wiktoriańskiej. Czasem jedynie owe wspaniałe chwile mogą zostać zakłócone przez psioczącego na złą pogodę, zirytowanego przechodnia. Zresztą za każdym razem tego samego. Jakby choć raz nie mógł zabrać parasola.

Jednak nie o tym miało być dzisiaj, przecież pomimo pogody na zewnątrz odbywa się solidne świętowanie. W Krakowie z okazji Dnia Dziecka zorganizowano przyspieszony kurs obsługi różdżek i zajęcia z podstawowych zaklęć, co bardziej ambitne jednostki próbuje się wystrzelić w kosmos, a nad samym miastem latają sobie smoki. Miejmy tylko nadzieję, że żaden małolat, wzorem jednego z bohaterów ubiegłotygodniowego odcinka, nie przywiązał się do latającego krzesła, w okolicy tymczasowej szkoły magii nie pojawiły się rozpalone w czynie społecznym stosy, a bujająca w obłokach zwierzyna nikogo nocą nie zeżre.

A tymczasem...

...dziwne rzeczy dzieją się ostatnio w telewizji. W "The Glades" zafundowano nam opowiastkę o duchach, Goodwinowie wciąż uczestniczą w szalonej grze, a Leoś Da Vinci (Tom Riley), już nie tylko buduje własne zabawki, ale i znalazł drogę do najlepszego sklepu z gadżetami w przyjaznym dla wszystkich Watykanie i zdołał przetestować w akcji pewną włócznię.

Podejrzanie wypadają również bohaterowie kreskówek. W "Teen Titans Go!" ekipa młodych superbohaterów radzi sobie z prozą życia w nieco alternatywnym wydaniu, w zakończonym w marcu 1. sezonie "Dragons: Riders of Berk" gadano głównie o edukacji smoków i ludzi, a wśród żegnających się z widzami bohaterów "Young Justice" królował smutek i żałoba. Do tego jeszcze ostatnie wcielenie "Wojowniczych Żółwi Ninja" przez całą serię ma zasadniczo przechlapane...

Świat chyba stanął na głowie.

Za to ostatnio...

...zachwycam się detalami wplecionymi w "The Goodwin Games". Podoba mi się dom pełen pamiątek, pieczołowicie przyszykowane kasety wideo, przy tworzeniu których Benjaminowi Goodwinowi (Beau Bridges) udało się przewidzieć reakcje swoich dzieci na kolejne postanowienia oraz uroczo zmodyfikowana wiekowa fotobudka w barze.

Nic jednak nie przebija specjalnie przygotowanej wersji Trivial Pursuit. Tę starannie wykonaną grę planszową po brzegi zapełniono wspomnieniami i wydarzeniami z przeszłości, przy okazji pokazując, jak powinien wyglądać idealny rodzinny prezent. Szkoda tylko, że w drugim odcinku Henry (Scott Foley), Chloe (Becki Newton) i Jimmy (T. J. Miller) nie rozegrali kolejnej partii.

Partyjka Trivial Pursuit w "The Goodwin Games" (Fot. FOX)

Partyjka Trivial Pursuit w "The Goodwin Games" (Fot. FOX)


(Nie)cierpliwie czekam...

...na 2. sezon "Perception", produkcję przywołującą na myśl pierwsze lata współczesnej wersji mody na seriale z genialnym głównym bohaterem pomagającym nieco ograniczonym policjantom i agentom federalnym. Mimo że 1. serię obejrzałem z powodu nostalgii i tęsknoty np. za "Numb3rs", to i tak ciekawi mnie, co jeszcze zobaczy schizofreniczny neuropsychiatra dr Daniel Pierce (Eric McCormack), w którą stronę rozwiną się jego relacje z Natalie/Caroline (Kelly Rowan) i Kate Moretti (Rachael Leigh Cook) oraz jak wypadnie nowy nabytek, czyli Scott Wolf.

Wiele uroku straciło...

...oszukiwanie się, że da się jeszcze uciec przed plagą zwaną inaczej reality TV. Prześladują mnie ostatnio zarówno konkursowe reality shows, jak i programy, w których opowiada się o ogromnych zmianach w czyimś życiu.

Za każdym razem, gdy przypadkiem wpadnę na "Extreme Weight Loss" (znane kiedyś jako: "Extreme Makeover: Weight Loss Edition") albo na kolejny odcinek "Top Shot", zwyczajnie głupieję. W efekcie, zamiast zająć się czymś sensownym, siedzę, lampię się w ekran i staram się wyłapać nawet najmniejsze ślady sensowych historii. Frustrujące marnowanie czasu.

Z drugiej strony dobrze, że przestał mnie już nękać "Top Chef" w rozmaitych mutacjach. Strach było cokolwiek gotować.

W telewizji zaserwowano...

...nam dużo dobrej muzyki. A skoro "zaserwowano", to oczywiście mowa o "Hannibalu". W ostatnich kilku odcinkach zabrzmiały fragmenty dzieł Verdiego, Chopina, Vivaldiego, Mendelssohna, Händla, Beethovena, Mozarta i Bacha, czasem świetnie wplecione w poszczególne sceny. Przykładowo w pierwszych minutach "Fromage" młody uczeń gra kawałek Menueta G-dur (BWV Anh. 114) przez długi czas przypisywanego wspomnianemu powyżej Bachowi. Przypomina to trochę "Solistę" Marka Salzmana: jest pałętający się po różnych scenach Mozart, zagrany na wiolonczeli Bach, do tego nauczyciel i uczeń. Wszystko się zgadza...– może poza stopniem podlania psychotycznym sosem.

Tak na marginesie, niech nikogo nie dziwi powtarzanie nazwiska Bach (fajne nazwisko) i przypisywanie mu czegoś. Już od premiery "Holistycznej agencji detektywistycznej Dirka Gently’ego" wiadomo, że niejaki Johann Sebastian B. nigdy nie istniał.

http://youtu.be/sw8pPRpaMgY
Do przyszłego tygodnia!

REKLAMA