"Veep" (2x10): Nowy poziom roz(g)rywki

"Veep" (Fot. HBO)

"Veep" (Fot. HBO)

Drugi sezon "Veepa" zakończył się mocnym akcentem. Wszyscy fani Seliny i jej ekipy powinni czuć się usatysfakcjonowani. Spoilery!

Selina Meyer wystartuje w wyborach prezydenckich - ta perspektywa sprawia, że następny sezon może być jeszcze lepszy niż ten. Zaskakujący zwrot akcji jest wynikiem politycznego skandalu, który był jednym z głównych wątków drugiego sezonu. "Veep" to komedia, ale pokazuje politykę w wyjątkowo trafny sposób. I to nie tylko dlatego, że wszyscy przedstawieni w serialu bohaterowie tak ostro klną.

Wymyślne przekleństwa są bardzo charakterystyczne dla tej produkcji. Klną wszyscy, zwłaszcza szef personelu Białego Domu Ben (Kevin Dunn). Jego postać, podobnie jak strateg prezydent Kent (Gary Cole), była celnym strzałem twórców serialu. Wątek główny - kryzys polityczny w Białym Domu - został poprowadzony zręcznie i dość realnie.

"Veep" w tym sezonie był lepszy, bardziej zabawny i przyjemniejszy do oglądania pod każdym względem. Czuć w tym serialu energię, mniej jest depresyjnych klimatów. Dobrze pokazano też inne mechanizmy polityki - na przykład to, jak tworzą się memy czy jak łatwo stracić kontrolę nad przekazem. I wszystko to dzięki mistrzowskim dialogom, które zapadają w pamięć.

Dobrym pomysłem są też odcinki "wyjazdowe" - jak najlepszy w tym sezonie odcinek "Helsinki", w którym Selina odwiedziła stolicę Finlandii, albo niezapomniana chwila, gdy Selina odwiedziła grilla w Karolinie Północnej. Zniknęły też - typowe dla pierwszego sezonu - nudne szczegóły legislacyjne, które bywały momentami niezrozumiałe nawet dla znawców amerykańskie polityki. To sprawiło, że serial jest teraz dużo łatwiejszy w odbiorze.

Armando Iannucci wie, jak wykorzystać bohaterów, których stworzył, a nowe postacie dobrze uzupełniają starą ekipę. Można oczywiście narzekać na niektóre rzeczy - np. wątek Dana jest nieco przewidywalny i mało interesujący - ale nie zmienia to dobrego obrazu całości. To zaskakujące, ale ten serial w drugim sezonie praktycznie nie miał słabych odcinków.

Niezłym pomysłem okazało się też postawienie na większą rolę męża Seliny, a także dziewczyny Gary'ego. Wszystkie postacie dobrze się uzupełniają. Szkoda jednak, że zapowiadany nacisk na politykę międzynarodową obejmował w zasadzie tylko jedną wizytę zagraniczną. Ale i tak sposób, w jaki ją pokazano wynagradzał to, że w całym sezonie była tylko jedna.

Selina nadal jest interesującą postacią. Jej kłopoty rodzinne - świetny odcinek "First Responde" - dodają całej postaci głębi. Pozwalają także lepiej ją zrozumieć. Frustracja wynikająca z jej sytuacji - wiceprezydent w realnym świecie nie ma dużej pozycji, tak jak i w serialu - jest pokazana lepiej niż pierwszym sezonie. To także kolejna rzecz dobrze ujęta przez twórców serialu. Jest oczywiście przejaskrawiona na potrzeby komediowe, ale główną rolą wiceprezydenta jest - jak to ktoś ładnie ujął - pojawianie się na pogrzebach.

Frustracja Seliny, wpadki jej sztabu, skomplikowane życie osobiste wiceprezydent, dobrze pokazane media i nowe środowisko polityczne stworzone przez internet - to wszystko sprawia, że "Veep" w tym sezonie był znakomitym uzupełnieniem serialowej diety. Szkoda, że było tylko 10 odcinków. Ale z drugiej strony perspektywa pokazania kampanii prezydenckiej sprawia, że następny sezon może być jeszcze ciekawszy.