Z nosem przy ekranie #14: Twarze nasze nieruchome

"King & Maxwell" (fot. TNT)

"King & Maxwell" (fot. TNT)

Wielkie święto po drugiej stronie oceanu, a w telewizjach wszelakich deprymująca wręcz pustka. Do tego jeszcze to irytujące słońce, zbyt krótkie burze i wszechobecna duchota. Co za dziwaczny tydzień. Spoilery.

Z drugiej strony szkoda życia na narzekania. Są sprawy ważniejsze niż zwyczajny nadmiar świąt wszelakich. Jasne, miłośników telewizji takie tygodnie potrafią kompletnie wyprowadzić z równowagi, w końcu krzywd wynikających z natłoku zepsutych planów nikt im nie wynagrodzi. Jednak nie ma co chować urazy, po prostu tak to już bywa na tej dziwnej niebieskawej kuli, co ją zaludniamy. Gdy w jednym jej punkcie ludziska świętują i odpoczywają, w innym nagle nie ma czego oglądać albo, co gorsze, o czym pisać.

Swoja drogą życie w czasach gdy ziemia wydawała się płaska, musiało być całkiem przyjemne. Żadne święta w jednym rogu tej dziwnej krainy, przypominającej solidny kawał blatu lub stołu, nie zakłócały życia w pozostałych. Szkoda tylko, że telewizory nie były wtedy obecne w każdym gospodarstwie domowym. Gdyby tak rozwiązać ten niewielki problem, można by przekształcić przeszłość w cudowne miejsce pielgrzymek i wycieczek dla wszystkich pragnących odrobiny spokoju przed ekranem.

Oczywiście tylko w przypadku, gdy podróże w czasoprzestrzeni ponownie staną się modne.

A tymczasem...

...lato, amerykańskie święto i palący niedobór produkcji bieżących spowodowały, że zacząłem dokładnie się przyglądać poszczególnym aktorom. W efekcie nie mogę wymazać z pamięci dwóch twarzy należących odpowiednio do Catherine Bell, widzianej ostatnio w "King & Maxwell" oraz Scotta Wolfa z "Perception".

Nie zamierzam jednak smęcić o pułapkach poprawiania urody czy o zgubnych efektach walki z upływem czasu. Nie będzie też szyderstw czy wypisywania swobodnie dobranych, umoralniających bzdur. Chodzi po prostu o rzeczy drobne, jak np. naturalny uśmiech, a tych dwoje raczej nieprędko się do kogoś szczerze uśmiechnie.

Świat telewizji stracił dwa niezwykłe uśmiechy i nawet do końca nie wiem kiedy. Szkoda, że wciąż się majstruje przy czymś tak fascynującym, jak twarz aktora.

Za to ostatnio...

…telewizyjni bogowie nie byli zbyt łaskawi dla wspaniałej Fangtasii oraz cudownie zwyczajnego The Dirty Robbera. W "True Blood" Eric (Alexander Skarsgård), Pam (Kristin Bauer van Straten) i Tara (Rutina Wesley) podobno na dobre pożegnali się ze swoim domem, natomiast w "Rizzoli & Isles" tę drugą knajpę zamieniono w bliżej nieokreślone wegetariańskie coś, serwujące największy zamach na burgerową przyzwoitość, jaki tylko można sobie wyobrazić.

Pomyśleć, że kryzys dotarł także do tych cudownych przybytków, w których zawsze można było wypić, zrelaksować się i zjeść coś smacznego...– lub nawet kogoś.

Żmudnie nadrabiam...

..."Doktora Who". Wciąż brnę dalej, a końca zwyczajnie nie widać. Na szczęście wreszcie zakończyłem przygodę z 1. sezonem "Torchwood" (Abaddon, serio?) oraz udało mi się spokojnie przejść do 3. sezonu przygód Doktora.

I niestety nam mieszane uczucia po zobaczeniu tej serii. Dość specyficzne traktowanie Marthy Jones (Freema Agyeman) bywało irytujące, niektóre odcinki zawędrowały w bardzo nieznośne rejony, a Tennant często po prostu męczył. Dziwnie doświadczenie, bardzo dziwne.

Wiele uroku straciło...

…oszukiwanie się, że obecny sezon "The Glades" może być udany. Ostatni epizod, "Glade-iators!", zasilił liczne grono nudnych telewizyjnych opowiastek o podwójnym życiu z wrotkami w tle, a dodatkowo scenarzyści postanowili zabrać się za koszykówkę i przestraszyć widzów widokiem nieco już wiekowego Ricka Foksa krótkich spodenkach. A taki fajny był to kiedyś serial.

Rick Fox w "The Glades" (fot. A&E Network)

Rick Fox w "The Glades" (fot. A&E Network)


W telewizji zabrzmiało...

..."Medicine" grupy Daughter. Utwór wykorzystano w ostatnim odcinku "Saving Hope", "Little Piggies", czyli w epizodzie, którego najciekawszym fragmentem był widok kilku wszystkożernych ssaków, żeby nie powiedzieć zwyczajnych świń, na stołach operacyjnych.

Jednak jest za co dziękować twórcom tego serialu. O ile z doktorów Reidów uznaję tylko Spencera (Matthew Gray Gubler) z "Criminal Minds", a przywidzenia weterana telewizyjnych śpiączek i wybudzania się z nich, czyli Michaela Shanksa, kompletnie mnie nie ruszają, to doceniam, że chociaż w tym serialu znalazło się trochę czasu na wplecenie w jedną ze scen całkiem sensownego numeru.

Do zobaczenia!