"The Newsroom" (2x01): Nowy początek

"The "Newsroom" (Fot. HBO)

"The "Newsroom" (Fot. HBO)

"The Newsroom" powrócił. Czy kolejny rozdział historii serwowanej przez Aarona Sorkina jest lepszy od poprzedniego? Tak, chociaż nadal jest to serial, który znamy i kochamy/nienawidzimy.

Aaron Sorkin był krytykowany za pierwszy sezon "The Newsroom" - opowieści o fikcyjnym programie informacyjnym i jego ekipie, która toczy się na tle prawdziwych wydarzeń z najnowszej historii USA. Krytykowane było wszystko, od scenariusza przez irytujące postacie po nadmierne moralizatorstwo. Rzeczywiście sezon pierwszy był przede wszystkim wykładem Sorkina o tym, Jak Ma Wyglądać Prawdziwe Dziennikarstwo.

Na szczęście sezon drugi na razie jest o wiele lepszy pod tym względem, chociaż nadal jest to "The Newsroom". W skrócie, Sorkin poprawił (tak się przynajmniej zapowiada) niektóre najbardziej rażące elementy serialu, zachowując przy tym swój niepowtarzalny styl. "The Newsroom" to produkcja polaryzująca opinie - można ją uwielbiać albo nie znosić, ale trudno przejść wokół niej obojętnie.

Sezon drugi zaczyna się na kilka dni przed wyborami prezydenckimi w USA. Will McAvoy (Jeff Daniels), charyzmatyczny prowadzący programu informacyjnego "News Night", próbuje wytłumaczyć prawnikom zatrudnionym przez fikcyjną stację ACN, dlaczego w jego programie pojawił się nieprawdziwy materiał o użyciu przez USA broni chemicznej.

Użycie retrospekcji to bardzo typowy zabieg. Scena początkowa natychmiast kojarzy się z niemal identyczną sytuacją w "The Social Network" Sorkina. Ale tu mamy pierwsze odstępstwo od schematu z sezonu pierwszego - żadna stacja telewizyjna w USA nie wyemitowała w tym okresie podobnego materiału z takimi zarzutami. Operacja "Genoa" to pierwsze odejście od sztywnego trzymania się przez Sorkina wydarzeń z przeszłości. I szansa na opowiedzenie nowej historii - tego, jak bohaterowie radzą sobie z działaniem zgodnie z ideałami, o których tak często mówią, w prawdziwych życiowych sytuacjach.

Oczywiście Sorkin nie jest do końca oryginalny. W 1998 roku stacja CNN wyemitowała materiał o użyciu przez wojska USA gazu bojowego w trakcie tajnej operacji w Laosie (operacja "Tailwind"). Informacja okazała się nieprawdziwa, co zniszczyło kariery kilku dziennikarzy. Ale w ostatnich latach w USA nie było fałszywej historii o tematyce wojskowej o podobnej skali. Tu Sorkin odbiega od realiów, przez co jego serial (wreszcie) nie przypomina skomplikowanej kroniki filmowej z dołączoną warstwą komentarza politycznego.

W pierwszym sezonie postacie służyły Sorkinowi często tylko jako narzędzie do wygłaszania własnych wykładów o moralności, dziennikarstwie, mediach, polityce i tak dalej. To sprawiało, że w wielu momentach serialu nie dało się oglądać, przypominał tekst publicystyczny rozbity na dialogi wygłaszane przez różne postacie.

W tym sezonie tego nie ma. Zamiast tego załoga "News Night" po prostu stara się wykonywać swoje obowiązki i swoją misję najlepiej jak potrafią. Nowy wątek - fikcyjna historia operacji "Genoa" - jest oczywiście przeplatana prawdziwymi. Mamy początki ruchu Occupy Wall Street, jak i dyskusję o dronach czy też rozkręcającą się kampanię wyborczą w USA. Debata o dronach wyprzeda pojawienie się tematu w "prawdziwych" mediach w USA o kilkanaście miesięcy, ale przynajmniej Sorkin komentuje aktualne wydarzenia, a nie sprawy sprzed lat.

Całość jest jednak dużo sprawniej opowiedziana. Zniknęły przydługawe dialogi, wszystko jest dużo bardziej dynamiczne. To już nie jest moralitet, a całkiem "normalny" serial. "The Newsroom" jest teraz bardziej opowieścią o dziennikarzach, a mniej o idealnym informacyjnym programie telewizyjnym i o społeczno-politycznej roli mediów. I bardzo dobrze.

Dialogi w serialu nadal bywają znakomite, czego dobrym przykładem jest dyskusja między Sloan Sabbith (Olivia Munn) a dyrektorem Skinnerem (Sam Waterston) o tym, kto jest nerdem i jakie ma to konsekwencje. Sabbith wyrasta zresztą na najsympatyczniejszą postać kobiecą w całym serialu.

"The Newsroom" nadal bywa męczący, głównie za sprawą wątków obyczajowych. Ale fakt, że Sorkin zrezygnował z natrętnego moralizowania i zastosował zasadę "show, not tell", dobrze wróży temu sezonowi.