"Pluribus" – jak Karolina Wydra zdobyła rolę w hicie Apple TV? Gwiazda zdradza trudne kulisy castingu
Karol Urbański
4 stycznia 2026, 15:01
Angaż Karoliny Wydry w "Pluribusie" zaskakuje z wielu powodów. Jednym z nich jest to, że w momencie castingu polsko-amerykańska aktorka nie pracowała i nie miała nawet… własnego agenta. Rzućcie okiem na kulisy.
Angaż Karoliny Wydry w "Pluribusie" zaskakuje z wielu powodów. Jednym z nich jest to, że w momencie castingu polsko-amerykańska aktorka nie pracowała i nie miała nawet… własnego agenta. Rzućcie okiem na kulisy.
Karolina Wydra, czyli ekranowa Zosia z serialu "Pluribus", jest jednym z najbardziej chwalonych nazwisk z hitu Apple TV. W rozmowie z "Wysokimi Obcasami" gwiazda opowiedziała o trudnych kulisach, zanim udało się jej dostać rolę.
Pluribus – jak Karolina Wydra dostała rolę w serialu?
Propozycja wzięcia udziału w "Pluribusie" dotarła do Wydry w wyjątkowo trudnym momencie jej kariery. Ta znajdowała się bowiem na rozdrożu – między życiem prywatnym pełnym poważnych decyzji o rodzicielstwie a tym zawodowym, w którym wówczas nie działo się wiele. Mało tego, decyzja, by poświęcić się temu pierwszemu znacząco wpłynęła na karierę Wydry. Albo tak przynajmniej mogło się wtedy wydawać.
— Nie chciałam [rzucać aktorstwa], ale kiedy wybuchła pandemia, miałam 39 lat, nic się nie działo, a ja zastanawiałam się, czy chcę być mamą, czy nie. Jakiej chcę przyszłości. Potem umarła też moja babcia, której marzeniem było, żebym miała dziecko. I pamiętam, że w tamtym momencie postanowiłam, że jednak chcę być matką.
Było dla mnie bardzo ważne, żeby być rodzicem, który jest w domu i opiekuje się dziećmi, bo gdy ja byłam mała, w czasach komuny w Polsce, moi rodzice bardzo dużo wyjeżdżali za granicę, żebyśmy mieli lepsze życie. I powiem ci zupełnie szczerze, że gdy powiedziałam, że chcę mieć dzieci, to i mój agent, i mój menedżer po prostu mnie zostawili

Okazuje się, że propozycja, by wziąć udział w castingu do "Pluribusa" zaskakująco sama przyszła do aktorki. Wydra przyznaje, że nad ofertą nie musiała zastanawiać się zbyt długo. Ogromnie cenione w branży nazwisko Vince Gilligan ("Breaking Bad", "Better Call Saul") zrobiło na niej ogromne wrażenie.
— Dzisiaj mam dwóch synów. Trzy czy cztery lata później czułam już, że to był czas, żeby wrócić do aktorstwa, ale nie miałam zielonego pojęcia, jak to zrobić bez agenta czy menedżera. Pewnego dnia dostałam e-maila od kobiety, z którą nigdy nie pracowałam, byłam jednak w bazie jej agencji reklamowej. Powiedziała, że dostała dla mnie zaproszenie na przesłuchanie od castingowców, i zapytała, czy chciałabym na to iść. Spytałam: "Ale co to jest?", a ona mówi: "A nie ma pojęcia" (śmiech).
Kiedy się dowiedziała, okazało się, że pyta o mnie Vince Gilligan. To było zawsze moim marzeniem, żeby zagrać w jakiejkolwiek jego produkcji, więc miałam nagle taki moment, że zaczęłam się zastanawiać: "Boże, czy ja mam tam iść, czy nie?". Bo gdybym poszła i nie dostała roli, to może to byłby już koniec, moje marzenie by się nigdy nie spełniło. Ale drugi głos w głowie mówił mi: "No, spróbuj, nigdy nie wiadomo, co się stanie". No i tak się to wszystko zaczęło.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o serialu i samym zakończeniu, to koniecznie sprawdźcie nasze wyjaśnienie finału 1. sezonu "Pluribusa". W międzyczasie rzućcie też okiem na nasz ranking: Pluribus – podobne seriale.