Netflix znalazł paskudną metodę na nieuważnych widzów. Finał "Stranger Things" to dobry przykład
Jacek Werner
19 stycznia 2026, 10:46
Era łatwo przyswajalnego kontentu w pełnym rozkwicie. Matt Damon wyjawił, jak w Netfliksie podchodzi się do filmowego rzemiosła – i jak dba się o to, by fabułę chwytali ci, którzy oglądają jednym okiem.
Era łatwo przyswajalnego kontentu w pełnym rozkwicie. Matt Damon wyjawił, jak w Netfliksie podchodzi się do filmowego rzemiosła – i jak dba się o to, by fabułę chwytali ci, którzy oglądają jednym okiem.
W erze rolek, szortów i soundbite'ów koncentracja widzów maleje. Ciągle beznamiętnie szukamy, ale rzadko znajdujemy – a w ogóle to jednocześnie robimy jeszcze coś zupełnie innego. I jeśli myślicie, że Netflix próbuje w odpowiedzi ambitnie zawalczyć o waszą uwagę, to będziecie rozczarowani.
Netflix – jak powstają seriale i filmy w dobie streamingu?
I was frustrowało pewnie, że w 5. sezonie "Stranger Things" bohaterowie ciągle referują sobie przebieg fabuły i łopatologicznie wykładają wszystko, co widz powinien rozumieć samodzielnie. Niestety, toporne dialogi to bynajmniej nie tylko owoc pracy braci Dufferów, a bardziej filozofii Netfliksa, który próbuje "zadbać" o widzów zajętych – dajmy na to – scrollowaniem Instagrama.
O zakulisowych metodach streamera bez ogródek opowiedział w nowym wywiadzie Matt Damon, którego od niedawna możecie oglądać w streamingowym filmie "Łup". Podczas wywiadu w podcaście "Joe Rogan Experience" gwiazdor tłumaczył, że "konsumowanie" treści na domowym ekranie mocno różni się od sposobu, w jaki w film angażujemy się na sali kinowej – a Netflix bynajmniej nie zamierza próbować zachęcić was do wyostrzenia uwagi.

Zamiast tego streamer dba o to, byście usłyszeli, co dzieje się w filmie – nawet gdy jednocześnie próbujecie doprasować kołnierzyk koszuli albo scrollujecie przepisy na niskokaloryczną lazanię. Z jednej strony nic złego, z drugiej – widzieliśmy, czym poskutkowało to choćby w finale hitu o dzieciakach z Hawkins, w którym postacie non stop kierują się wprost do widza.
— Przykładowo: Netflix. Klasyczną formułą na film akcji, której uczyliśmy się my, były trzy duże sceny akcji: jedna w pierwszym akcie, jedna w drugim, jedna w trzecim – tę wielką, z eksplozjami, na które wydaje się najwięcej pieniędzy, zachowywało się na trzeci akcie. Na taki finał. A [Netflix] mówi tak: "Możemy zrobić wielką scenę akcji w ciągu pięciu pierwszych minut? Chcemy, by ludzie byli wkręceni. Nie byłoby też źle, jakbyście wyjaśnili fabułę ze trzy czy cztery razy, bo oglądając, ludzie siedzą w telefonach".
Damon, który pozostaje orędownikiem premier kinowych, dodał, że obawia się tego, że strategiczne podejście Netfliksa trwale zmieni sposób, w jaki opowiada się ekranowe historie. Na pocieszenie – w wywód aktora wtrącił się współrozmówca, Ben Affleck, który w filmie "Łup" pojawia się u boku Damona. Gwiazdor zwrócił uwagę na doskonale przyjęty serial "Dojrzewanie", w którym nie dało się spostrzec żadnych streamingowych uproszczeń. "Mam nadzieję, że to nie tylko wyjątek" – odpowiedział Damon.
Swoją drogą, czy wiecie, że bracia Dufferowie znaleźli się w ogniu krzyżowym po finale "Stranger Things"? Część fanów stwierdziła, że przy pracy nad ostatnim odcinkiem pomagali sobie ChatemGPT. A skoro mowa o projektach Netfliksa, przejrzyjcie, na które seriale musimy poczekać aż do 2027 roku.