Top 10 najlepszych seriali stycznia. "Branża", "The Pitt", "Rycerz Siedmiu Królestw" i inne hity miesiąca
Redakcja
8 lutego 2026, 10:31
Które seriale ze stycznia warto nadrobić? Podsumowujemy pierwszy miesiąc 2026 roku – oto najlepsze seriale, na czele z "Branżą", "The Pitt" i "Rycerzem Siedmiu Królestw".
Które seriale ze stycznia warto nadrobić? Podsumowujemy pierwszy miesiąc 2026 roku – oto najlepsze seriale, na czele z "Branżą", "The Pitt" i "Rycerzem Siedmiu Królestw".
10. Percy Jackson i bogowie olimpijscy (spadek z 9. miejsca)

Finałowe odcinki 2. sezonu serialu "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" nie obniżyły wysokiego poziomu zaprezentowanego przez młodzieżową serię w poprzednim miesiącu. Zaczynając od trzymającego w napięciu wyścigu naszych bohaterów po złote runo i ich starcia z przebiegłym cyklopem Polifemem, a kończąc na wielkiej bitwie ze zwolennikami Kronosa w Obozie Herosów, historia była wypełniona niespodziankami i akcją, której szybkie tempo i spora dawka emocji nie pozwalały się nudzić ani przez moment. I tak aż do kulminacji, która… zapowiada jeszcze więcej atrakcji w kolejnym sezonie. Można się tylko cieszyć, że na kontynuację nie będziemy musieli długo czekać i życzyć sobie, żeby twórcy pozostali w dobrej formie. [MP]
9. Ponies (nowość na liście)

W styczniu w Polsce wiedzieliśmy dopiero początek przygód "Ponies" – dwóch nowych agentek amerykańskiego wywiadu, których największą zaletą jest to, że nikt nie podejrzewałby ich o szpiegostwo. Bea (Emilia Clarke) i Twila (Haley Lu Richardson) po tajemniczej śmierci mężów uczą się fachu w Moskwie schyłku lat 70., często bez możliwości treningu, od razu w terenie. I chociaż zachodnia wizja ZSRR jest, cóż, zachodnia, a fabuła dopiero się rozkręca, to już pierwsze odcinki pokazują, że ta nietypowa przyjaźń dwóch bardzo różnych kobiet niesie serial. A chociaż Moskwę z oczywistych względów gra tu Budapeszt, to łatwo przychodzi zanurzenie się w tej lekkiej szpiegowskiej historii, która szczęśliwie nie próbuje być niczym więcej niż niezobowiązującą rozrywką w styl retro. [KC]
8. Skok (nowość na liście)

"Skok", sześcioodcinkowy miniserial Prime Video z Sophie Turner ("Gra o tron"), to spore zaskoczenie, zwłaszcza jeśli nie spodziewaliście się po tym serialu niczego. Krótka, przewrotna, trzymająca od początku do końca historia o napadzie na instytucję finansową w Londynie to inteligentna gra w kotka i myszkę – pomiędzy tutejszymi bohaterami, ale i z widzem. To też lekki komentarz społeczny, trochę w stylu początków "Domu z papieru". Nic wielkiego, ale pełen twistów scenariusz oraz rola Turner i jej skomplikowana bohaterka, której kibicuje się, nieważne jak bardzo przekracza różne granice, wystarczą, żeby ponieść całą historię. "Skok" to rozrywka w dobrym stylu. [MW]
7. Klangor (powrót na listę)

"Klangor" stał się antologią, powiązania z 1. sezonem są więc w tegorocznej odsłonie nie aż tak intensywne, jak oczekiwaliby fani Arkadiusza Jakubika. Zachęcamy jednak, by dać szansę nowej historii, bo losy Heleny (Małgorzata Gorol), która próbuje odnowić relacje z dorosłą córką (Mary Pawłowska), ale ta znika w tajemniczych okolicznościach, bronią się jako osobny scenariusz. Świnoujście pozostaje tu wyjątkowo mroczne, zło czai się nie tylko w więzieniu, a do tego dochodzą liczne wątki rodzinnej przemocy, od której kobietom tak trudno uciec. Co więcej, jest "Klangor" przykładem serialu wielowątkowego, zmuszającego do śledzenia powiązań między przeszłością i teraźniejszością oraz między poszczególnymi postaciami. To nie kolejny kryminał, który może lecieć w tle, podczas gdy my siedzimy z głową w smartfonie. [KC]
6. Terapia bez trzymanki (powrót na listę)

Czy "Terapia bez trzymanki" utrzyma trend z poprzedniego sezonu i w 3. serii będzie jeszcze lepsza niż wcześniej? Po premierowej odsłonie nie mamy powodów sądzić inaczej. Mimo że serial po powrocie został tak wypakowany wątkami, że godzinny odcinek ledwie pomieścił je wszystkie, i tak żaden nie wydawał się zbędny. Na pierwszy plan wybiły się dwa – Alice (Lukita Maxwell) i jej obaw przed wyfrunięciem z rodzinnego gniazda oraz Paula (Harrison Ford) i jego błyskawicznego ślubu. Twórcy znów udowodnili, że w mieszaniu powagi z jej brakiem nie mają sobie równych, a choć okazji do śmiechu było jak zawsze więcej, odcinek kończyliśmy na zupełnie innej nucie, także za sprawą wielkiego Michaela J. Foxa. Takie emocje już na starcie? To co będzie dalej? [MP]
5. Wonder Man (nowość na liście)

Serial Marvela z oryginalnym pomysłem na siebie i zdrowym dystansem wobec superbohaterskiego świata? To nie cud, to "Wonder Man"! Na pozór drugorzędna komiksowa produkcja z trzeciorzędnym bohaterem w roli głównej okazała się czymś zupełnie innym, niż nas MCU przyzwyczaiło i wyszło jej to zdecydowanie na dobre. Historia marzącego o hollywoodzkiej karierze Simona Williamsa (Yahya Abdul-Mateen II) i jego niecodziennego aktorskiego mentora Trevora Slattery'ego (Ben Kingsley) odrzuciła w kąt gatunkowe schematy, zamiast nich skupiając się na kumpelskiej komedii i potraktowanej z przymrużeniem oka branży rozrywkowej. W efekcie dostaliśmy serial nie tylko udany, ale też posiadający wyrazisty charakter, o który w marvelowskim uniwersum ostatnio coraz trudniej. [MP]
4. The Death of Bunny Munro (nowość na liście)

Ekranizacja lepsza niż powieść nie trafia się często, tymczasem "The Death of Bunny Munro" bierze z pierwowzoru autorstwa Nick Cave'a to, co najlepsze, a to, co mniej udane, tonuje. W efekcie dostajemy mroczną, bardzo klimatyczną opowieść o żałosnym erotomanie (w tej roli Matt Smith), który po samobójczej śmierci żony nie potrafi już utrzymać pozorów życia w świecie, w którym to on jest kimś. A świadkiem powolnego, tragikomicznego upadku ojca staje się syn (debiutujący z rozmachem Rafael Mathé). To o jego duszę toczy się gra: będzie kontynuował przemocową i (auto)destrukcyjną sztafetę pokoleń czy wyrwie się z tego zaklętego kręgu? Stylowe, z doskonałą muzyką, niejednoznaczne. Dobrze by było, gdyby dzieje Bunny'ego Munro poznało więcej widzów. [KC]
3. Rycerz Siedmiu Królestw (nowość na liście)

Dokładnie takiego spin-offu "Gry o tron" potrzebowaliśmy. Nie kolejnej rozbuchanej opowieści o wielkich rodach, smokach i politycznych intrygach, lecz lekkiej, przyziemnej i bezpretensjonalnej (i krótkiej!) opowiastki z rodzaju tych, które zwykle w ogóle nie znajdują drogi na ekran. Cieszymy się, że akurat "Rycerz Siedmiu Królestw" znalazł, bo historia niezbyt lotnego wędrownego rycerza Duncana Wysokiego (Peter Claffey) i jego niegrzeszącego podobnymi rozmiarami, za to znacznie bardziej rozgarniętego giermka Jaja (Dexter Sol Ansell) kupiła nas od pierwszych odcinków. Historia prosta, momentami nieokrzesana jak jej główny bohater, ale też podobnie szczera, pełna dobrych intencji i wcale nie takich skromnych ambicji. Dobrze wiedzieć, że w Westeros jest miejsce na takie rzeczy. [MP]
2. The Pitt (powrót na listę)

Widzieliśmy w styczniu dopiero niewiele ponad ćwierć 2. sezonu "The Pitt", a wiadomo, że ten serial najintensywniejsze przeżycia zostawia raczej na dalsze odcinki. Jednak już wstęp do kolejnego trudnego dyżuru wystarczył na wysoką pozycję. Przeskok czasowy pozwolił na pewne zmiany – zniknięcia, awanse, ukończone odwyki – ale na szczęście to nadal ta sama przepełniona pittsburska izba przyjęć. A że przyszedł 4 lipca, fajerwerków nie brakuje. Dobrze jest się znów zanurzyć w intensywny świat dr. Robby'ego (Noah Wyle) i spółki, nawet jeśli niektóre obrażenia i zabiegi nie zachęcają do jedzenia podczas seansu. A świąteczny dzień, sprzyjający urazom, oraz walka klasycznego podejścia z promowaną przez dr Al-Hashimi (Sepideh Moafi) technologią na pewno zafundują nam w kolejnych miesiącach jeszcze niejedną atrakcję. [KC]
1. Branża (powrót na listę)

W styczniu były seriale i była "Branża", kino autorskie w odcinkach, co tydzień przynoszące coraz to inne atrakcje. Od wprowadzenia widzów w nową rzeczywistość w "PayPal of Bukkake", przez współczesną "Opowieść wigilijną" w "The Commander and the Grey Lady", po wizytę w Austrii i narodziny SternTao w "Habseligkeiten", miesiąc w "Branży" był pełen niespodzianek, których za nic nie da się wymienić w paru akapitach. Da się jednak napisać, że serial Mickeya Downa i Konrada Kaya w każdym odcinku wynajduje się na nowo, mieszając gatunki i konwencje, a przy tym spinając zgrabnie całość historią w stylu najlepszych thrillerów finansowych i sprytnie wpisując znajome postacie w świat, nie będący już ani trochę tym, który znamy z pierwszych sezonów.
Jeśli sezon 3 was zachwycił, to ten jest jeszcze lepszy. Mroczniejszy, głębszy, ostrzejszy, ambitniejszy pod każdym względem. Podczas gdy Harper (Myha'la) i Yasmin (Marisa Abela) dobiegają trzydziestki, dalej szukając miejsca w okolicach szczytu londyńskiego łańcucha pokarmowego i kontynuując swoją koszmarnie toksyczną relację, wokół nich toczą się gry w świecie finansów i polityki. Ten sezon to i znakomity powrót Kita Haringtona w roli arystokraty Henry'ego Mucka, i świetne debiuty, z Maxem Minghellą ("Opowieść podręcznej") jako socjopatycznym Gatsbym na miarę XXI wieku na czele.
"Branża" w 4. sezonie jest już całkiem dorosła, cyniczna jak nigdy dotąd i okrutniejsza niż "Sukcesja" w swoich najmocniejszych momentach. A przy tym wdzięcznie bawi się popkulturą, stając się intertekstualną perełką na nasze czasy. Takiej energii, takiej adrenaliny, takiego stylu, tak nonszalanckiej błyskotliwości, literackich dialogów i mrocznego jak diabli humoru nie ma teraz żaden inny serial. Oglądajcie. [MW]