"Plotkara": Najbardziej irytujące postacie

Bohaterowie "Plotkary" na zdjęciu promocyjnym

Bohaterowie "Plotkary" na zdjęciu promocyjnym

Rozpieszczeni nowojorczycy obmawiani przez najpopularniejszą plotkarę Manhattanu już za dwa tygodnie znowu w CW.

Premierowy odcinek 5. sezonu "Plotkary" już 25 września i czekam na niego z podekscytowaniem, choć nie potrafię znaleźć racjonalnej przyczyny dla mego stanu emocjonalnego.

"Gossip Girl" zaczęłam oglądać, kiedy zobaczyłam w obsadzie Kirsten Bell (odtwórczynię mojej ulubionej detektywki - Weroniki Mars). Kiedy zorientowałam się, że Kirsten jedynie użycza głosu tytułowej plotkarze, było już za późno – zrekrutowałam się do świty Blair. Od tamtej pory, aż nazbyt chętnie, śledzę poczynania młodej nowojorskiej elity.

I wciąż zastanawiam się - dlaczego? Może to nowojorskie ulice, może utajniona chęć życia jak lukrowany pączek w maśle, może przede wszystkim błyszczące szpilki i najmodniejsze sukienki – wszystko to jest jak najbardziej zrozumiałe.

Nie rozumiem natomiast, dlaczego tak chętnie oglądam serial, w którym przewija się plejada najbardziej irytujących postaci świata.

Przede wszystkim Serena – rozpuszczona nastolatka z jaskółczym gniewem w sercu. Ostatnio dojrzała i stała się jeszcze bardziej irytująca kobietą. O ile nietrudno wybaczyć błędy młodości i głupotę dziewczęciu z problemami rodzinnymi, to jednak od blondwłosej damy chciałoby się wymagać więcej. Wiecznie utrapiona, świadomie pakuje się w kolejne kłopoty, jak gdyby cierpiała na brak pamięci długotrwałej. Do tego, jej wszyscy rycerze pędzący na ratunek mimo braku wzajemności z jej strony. Może przemawia przeze mnie zazdrość, ale naprawdę zgrzytam zębami widząc ją na ekranie.

Chuck – ostatnio Chuck jest jakby mniej irytujący, ale na początku "I’m Chuck Bass" w ustach tego rozpieszczonego, nie znającego konsekwencji, chłopczydła z irytującą fryzurą przyprawiały mnie o mimowolny grymas. Przeszedł przemianę, ale wydaje się być trochę powierzchowna, nadal nie potrafi powstrzymać się od niecnych czynów wpędzających go w kłopoty.

Nate – czy tylko mnie tak bardzo irytuje ładna buzia tego chłopca? Niby niesforny, niegrzeczny, zbuntowany, ale tak naprawdę do bólu poukładany, przewidywalny i przez to nudny. Nic dziwnego mnie, że Blair po długoletnim związku z nim rzuciła się w ramiona Chucka, który pełen wad, jest o tyleż bardziej interesujący od Nate’ a.

Rufus – botoksowy wieczny chłopiec, który zaprzedał wszelkie swe ideały dla wygodnego życia u boku Lily mamy. Wydaje się zrozumiałe, że musiał się dostosować do wymóg celebryckiego stylu życia, ale fakt, że tak chętnie wskoczył w nowe buty, nienajlepiej świadczy o szczerości jego wcześniejszego stylu życia.

Lily – mama Sereny nie posiada zupełnie mimiki twarzy. Choć, jeśli się zastanowię, to właściwie mimika nie jest jej potrzebna, bo Lily nie wpada w złość, nie przeżywa ekscytacji i nawet największe dramaty znosi z łagodną, pełną wyrozumiałości miną.

Z niecierpliwością czekam na tych nieznośnych nowojorczyków (w międzyczasie podglądając maile Eryka na stronie CW). A kto Wam najbardziej działa na nerwy?

xo xo