Najbardziej londyński serial wcale nie powstaje w Londynie. Kulisy "Branży" to prawdziwy masterclass
Marta Wawrzyn
23 lutego 2026, 16:01
Ekipa tego serialu HBO mogłaby prowadzić masterclass z tworzenia jakościowej telewizji za niewielkie pieniądze. Serialowa była na planie 4. sezonu "Branży", produkcji osadzonej w bezlitosnym światku londyńskich finansów.
Ekipa tego serialu HBO mogłaby prowadzić masterclass z tworzenia jakościowej telewizji za niewielkie pieniądze. Serialowa była na planie 4. sezonu "Branży", produkcji osadzonej w bezlitosnym światku londyńskich finansów.
"Branża" miała nietypową drogę na szczyt. O dwóch pierwszych sezonach niewiele się mówiło, oglądalność była znikoma, a oceny krytyków mieszane, aż nagle w trakcie 3. sezonu serial zaczął wyrastać na jeden z największych hitów HBO. Sukces nie zmienił jednak zasad panujących za kulisami produkcji, którą prowadzi duet showrunnerów Mickey Down i Konrad Kay. Obaj mają z tytułową branżą tyle wspólnego, że po studiach humanistycznych na Oksfordzie poszli do finansów, tylko po to żeby je szybko porzucić, a następnie napisać serial oparty na własnych wzlotach i, głównie, upadkach.
Historia o młodych wilczkach walczących bezpardonowo o swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym to przykład tego, jak zrobić coś z niczego. Jako debiutanci twórcy musieli zmagać się z mnóstwem ograniczeń i notorycznym brakiem zasobów. Efekt? "Branża" zawsze powstawała w obłędnie szybkim tempie, w dość skromnych warunkach, przy – cytując samego Kaya – "stosunkowo niewielkim budżecie w porównaniu do większości innych seriali HBO". I nie inaczej było także w przypadku mającej największy rozmach 4. serii finansowej dramy, której kręcenie Serialowa miała okazję podglądać na żywo.
Branża sezon 4 – tak powstaje serial HBO. Kulisy produkcji
Plan zdjęciowy "Branży", jednego z najbardziej londyńskich seriali, jakie można sobie wyobrazić, wcale nie mieści się w Londynie. Hit HBO od początku produkowany jest w Bad Wolf Studios w Cardiff, stolicy Walii – po sąsiedzku "Doktora Who". Znaczna część zdjęć powstaje w studiu, gdzie budowane są wnętrza biur, hoteli i innych atrakcyjnych miejscówek, w których żyje londyńska finansjera. Kiedy znaleźliśmy się na planie 4. sezonu, Pierpoint już nie istniał. "Gwiazdy" nowej serii to m.in. biuro Tendera, fintechu kierowanego przez nową postać, charyzmatycznego Whitneya Halberstrama (Max Minghella), i ekskluzywny hotel, w którym mieści się prowizoryczne biuro SternTao.
Tego ostatniego nie mieliśmy już szansy zobaczyć – na dzień przed zakończeniem zdjęć do 4. sezonu, kiedy to znaleźliśmy się na planie, był już "przebrany" za zupełnie inny, paryski hotel, w którym kręcono kluczowe sceny z finału z Yasmin (Marisa Abela) w roli głównej. Tempo produkcji jest zabójcze, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że 4. sezon "Branży" to praktycznie reboot serialu i wszystko było tworzone i budowane od zera.
Zdjęcia do 4. sezonu wystartowały 24 marca 2025 roku, zakończyły się 1 sierpnia – co daje trochę ponad dwa tygodnie na odcinek. Ekipa odpowiedzialna za scenografię z Simonem Rogersem na czele rozpoczęła pracę w święta Bożego Narodzenia.
— Wszystko potoczyło się dość szybko. Zacząłem pracę w okolicach świąt Bożego Narodzenia, tworząc szkice scenografii, żebyśmy mogli zacząć ją budować dość szybko. Myślę, że trwało to jakieś dwa miesiące. Tak, dziesięć tygodni – opowiadał nam Rogers na planie w Cardiff.

Jak wyjaśniał scenograf, wszystko zaczyna się od otrzymania scenariusza i pierwszych prób przełożenia go na obrazy. Inspiracją jest wszystko, od kultowych filmów po zdjęcia z Google, potem zaczyna się praca z oprogramowaniem 3D, wszystko trafia do "bardzo ogólnego podręcznika tonalnego, który prezentuję, w tym przypadku, Mickeyowi i Konradowi. A jeśli im się spodoba, to po prostu traktuje się to jak swego rodzaju biblię".
Serialowe biuro Tendera, które zbudowano w studiu w Cardiff, było wzorowane na prawdziwych biurach w londyńskim Canary Wharf, "więc spędziłem kilka popołudni spacerując po Canary Wharf, szukając inspiracji" – tłumaczył nam Rogers. SternTao to kolejny plan w tym samym studiu – udający londyński hotel. "Trochę przemalowania i trochę poprawek" – i na jego miejscu w magiczny sposób powstał paryski apartament hotelowy, który będzie występował w finale. Cała reszta to praca na lokacjach.
— Każdy dzień to inna lokacja, więc rotacja planów zdjęciowych jest naprawdę bardzo duża. Sporo kręciliśmy w plenerze. Mieliśmy zasadniczo dwa, trzy główne plany zdjęciowe, gdzie wchodziliśmy i wychodziliśmy. Ale poza tym byliśmy w trasie. Restauracje, redakcje gazet. (…) Kręciliśmy w wielu restauracjach w Cardiff, więc zaczęliśmy po prostu przekształcać w restauracje przestrzenie, które nimi nie były.
Ale można je też zmieniać w zależności od sezonu, oświetlać i urządzać inaczej, więc nigdy nie boję się wracać do tego samego miejsca, które mogliśmy mieć wcześniej. Często ustawiamy kamerę w innym kierunku lub zmieniamy kolor ścian i urządzamy je inaczej. (…) Można przemalować każde pomieszczenie. Kolor ścian jest kluczowy dla oświetlenia. W restauracjach używamy dość często zasłon, tkanin, bo przychodzimy do tych miejsc kręcić przez jeden dzień, a potem, następnego dnia, to znów jest restauracja, więc musi to być szybkie.

Redakcje, które oglądamy w 4. sezonie "Branży", również mają konkretne inspiracje – są nimi biura dzienników "The Guardian" i "The Observer". Z tym drugim Rogers zaznajomił się już wcześniej, podczas pracy nad filmem "Brudna gra" z Keirą Knightley z 2019 roku. "Był tam znajomy rodziny, chyba dziennikarz, który narysował mi plan piętra, który był po prostu na serwetce" – opowiadał nam scenograf, dodając, że inspiracjami były też filmy, m.in. "Spotlight", "Wszyscy ludzie prezydenta" i inne dzieła Alana J. Pakuli, a nawet klip "The Shoes: Time to Dance" z Jakiem Gyllenhaalem.
Branża sezon 4 – gdzie kręcono serial? Oto miejscówki
Podczas gdy na planie budowano nowe scenografie, w lutym 2025 do akcji ruszyła ekipa Tima Faulknera, location managera, która rozpoczęła poszukiwania miejscówek. W 4. sezonie "Branża" nie tylko całkowicie zmienia biurową scenerię, ale i ma większy rozmach. Bohaterowie podróżują do Afryki, Austrii, Stanów Zjednoczonych, a w finale jeszcze do Francji. W rzeczywistości ekipa poza Walię wyjechała tylko raz – żeby nakręcić w Durbanie w RPA sceny, które w serialu dzieją się w Ghanie. Ale oczywiście bez wnętrz, te są w Cardiff. Jak przyznał Faulkner, Afryka była wyzwaniem dla "Branży".
— Byliśmy tylko w Afryce. To jedyne miejsce, w którym byliśmy za granicą. Wszystko inne zostało nakręcone w Cardiff, więc cały scouting, który przeprowadziłem, odbywał się w Cardiff. (…) W [Durbanie] nakręciliśmy zdjęcia budynków od zewnątrz, a potem trochę wnętrz tutaj, ale oczywiście muszą one pasować do elewacji, więc znaleźliśmy miejsca, które mogłyby wyglądać, jakby były w Afryce. (…)
Akcja dzieje się w Ghanie, ale kręciliśmy w Durbanie. Dużo filmowaliśmy na ulicach, żeby poczuć klimat, uchwycić plenery i pokazać, że jest to Ghana. A potem oni przechodzą przez drzwi i pojawiają się w biurze tutaj, w Cardiff. Ale nigdy nie będziecie w stanie tego rozpoznać. (…) Musieliśmy znaleźć biuro z wielkimi, błyszczącymi taflami szkła dookoła. Mieliśmy też znacznie więcej światła niż zwykle, żeby wpuścić światło słoneczne. Nie żeby w Cardiff nie było cały czas pięknie i słonecznie.

Jeśli porównacie 4. sezon "Branży" z poprzednimi, zauważycie, że więcej dzieje się poza biurami. Ekipa serialu częściej kręciła w plenerze i to właśnie wtedy Walijczycy mogą rozpoznać znajome miejsca. Kiedy Eric (Ken Leung) idzie przez park w końcówce 6. odcinka, nietrudno zauważyć, że jest to miejscówka w Cardiff, a nie Londynie. Podobnie jest ze scenę Whitneya i Henry'ego (Kit Harington) o poranku nad brzegiem rzeki.
"Wiedeński" zamek, do którego Yasmin i spółka udają się w 3. odcinku, też jest świetnie znany Walijczykom. To Castell Coch w Tongwynlais, na przedmieściach Cardiff. Jak stwierdził Faulkner, to miejsce wygląda jak "zamek księżniczki z bajki". Ma to związek z jego historią i tym, jak w XIX wieku odbudowano oryginalny, średniowieczny zamek.
— To atrakcja turystyczna zbudowana na obrzeżach Cardiff. Wygląda bardzo germańsko. Ma wieżyczki i, jak już wspomniałem, wygląda jak zamek Disneya. I zastanawiasz się, dlaczego ktokolwiek miałby tam pojechać. Ale wybraliśmy to miejsce jako jedną z lokalizacji, która miała znajdować się w Austrii, ponieważ miało bardzo dramatyczny charakter. To była więc ciekawa miejscówka – mówił Faulkner.
Większym wyzwaniem niż znalezienie fałszywego austriackiego zamku dla ekipy "Branży" często jest codzienność, czyli szukanie "wiktoriańskich domów" i innych miejsc, które wyglądają, jakby znajdowały się w Londynie. Do walijskich miejscówek czasem dochodzą angielskie – z sąsiedniego Bristolu, do którego można wygodnie dojechać długim mostem. Tamtejsza katedra udawała Westminster w "Branży".
— Chcemy, żeby lokacje wydawały się bardzo realistyczne i żeby wyglądały naprawdę ładnie na ekranie. Bo znaleźć lokację, która pasuje do scenariusza, jak dom, to jedno, ale trzeba też sprawić, żeby dobrze wyglądała na ekranie. Chcemy, żeby dobrze wyglądała na ekranie i pasowała do postaci. (…) Są budynki w Cardiff, zwłaszcza ratusz i niektóre budynki uniwersyteckie, które zostały zbudowane przez londyńskiego architekta. I nie są tak stare jak londyńskie, ale są niemal z tego samego portlandzkiego kamienia, który jest charakterystyczny dla wszystkich londyńskich budynków. Ten sam klimat. Więc często oszukujemy.

Scenariusz "Branży" bywa bardzo szczegółowy, tj. trzeba "nie tylko znaleźć miejsce, które pasuje do postaci, ale musi ono mieć określony układ geograficzny, aby pasowało do akcji". Przykład? Scena z końcówki 5. odcinka, w której Sweetpea (Miriam Petche) idzie pod prysznic. "Musiało więc to być widać z sypialni, a to, ile domów i łazienek obejrzeliśmy tylko dla tego jednego widoku, było niesamowite" – opowiadał Faulkner.
Zadaniem jego i Simona Rogersa jest też sprawienie, żeby wszystko było spójne – tak, aby wnętrze, często zbudowane w studiu albo nakręcone w zupełnie innej lokacji, nie "gryzło się" z tym, co jest na zewnątrz, kiedy postać wychodzi z budynku. Począwszy od samych drzwi, przez które ma przejść. "Pamiętam, że na początku [kariery] wkładałem mnóstwo energii i czasu w dopasowanie wnętrza planu zdjęciowego do tego, co jest na zewnątrz, co często jest bardzo ograniczające" – przyznał Rogers, dodając, że z czasem też nauczył się doceniać "surowe i minimalistyczne przestrzenie", takie jak różne biura.
Z wyszukiwaniem miejscówek do "Branży" wiążą się też najróżniejsze historie związane z "pukaniem do drzwi". Zdarza się, że z powodu zdjęć do "Branży" trzeba zamknąć ulicę. "Zabieramy możliwość parkowania i myślę, że to jest rzecz, która najbardziej denerwuje ludzi wszędzie na świecie" – stwierdził Tim Faulkner. Czasem żeby nakręcić konkretną scenę, potrzeba zgody mieszkańców kilkudziesięciu mieszkań czy wręcz całej ulicy.
— Mieliśmy bardzo skomplikowaną scenę kaskaderską, która rozgrywała się w bloku [prawdopodobnie chodzi o końcówkę 4. odcinka z Rishim i jego skokiem]. A kiedy pracuje się w bloku, mamy 30 mieszkań i trzeba zebrać wszystkich tych ludzi. To praca PR-owa, dużo pukania do drzwi i poznawania ludzi. A w tej konkretnej lokalizacji chcieliśmy kręcić w nocy. Musieliśmy więc zacząć o 22:00, a potem kręcić przez całą noc. Do tego była to była bardzo długa scena, więc musieliśmy ją nakręcić w ciągu dwóch nocy. Więc 30 mieszkań musiało zgodzić się na przyjęcie 60, 70 osób pod swoimi drzwiami – tłumaczył nam location manager "Branży".

Pytamy, co się dzieje, kiedy jedna osoba się nie zgadza. "Więcej negocjacji" – mówi Faulkner. A co właściwie ma do zaoferowania "Branża" mieszkańcom Cardiff? "Szansę, żeby być w 'Branży'. Niewielkie wynagrodzenie" – słyszymy. I choć pieniądze nie są bez znaczenia, koniec końców ten pierwszy argument zaczyna przybierać na znaczeniu.
— Mniej więcej 50/50 we wszystkich miejscach, w których byłem – około połowa ludzi kojarzy [serial]. Mieliśmy dom, w którym spędziliśmy kilka dni. To był piękny dom, w Bristolu. I właścicielka… bo ja czasami zastanawiam się, dlaczego ludzie, którzy mają takie piękne domy, wynajmują je firmom filmowym, bo prawdopodobnie nie potrzebują pieniędzy, ale czasami robią to za podziękowanie czy coś w tym stylu. A ta konkretna pani powiedziała: "'Branża' to mój ulubiony serial".
Powiedziała, że bardzo chętnie pozwoli nam korzystać z domu, ponieważ jej córka chciała wejść do branży filmowej i wszyscy razem oglądali "Branżę". To było dobre. Ale tak, ogólnie powiedziałbym, że około 50% ludzi słyszało o "Branży". Więc nie wszyscy oglądają, ale mam nadzieję, że teraz więcej osób – zakończył Tim Faulkner.
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z nowymi odcinkami hitu HBO, tutaj znajdziecie naszą opinię: Branża sezon 4 – recenzja. A ile jeszcze odcinków przed nami? Sprawdźcie pełną rozpiskę: Branża sezon 4 – kiedy odcinki.