"Ołowiane dzieci" znów skrytykowane. Krzywdzące nieścisłości w serialu wytknął wnuk ważnej postaci
Jacek Werner
18 lutego 2026, 14:46
Ile wspólnego z prawdą mają "Ołowiane dzieci"? Choć od pierwszych chwil serialu wiemy, że projekt Jakuba Korolczuka i Macieja Pieprzycy tylko inspiruje się faktami, historyczne wątki budzą kontrowersje.
Ile wspólnego z prawdą mają "Ołowiane dzieci"? Choć od pierwszych chwil serialu wiemy, że projekt Jakuba Korolczuka i Macieja Pieprzycy tylko inspiruje się faktami, historyczne wątki budzą kontrowersje.
Wiele dzieje się wokół serialu "Ołowiane dzieci" – i bynajmniej nie tylko na plus rodzimego serialu. Choć doczekał się uznania w zagranicznych mediach – i zawędrował wysoko w globalnym top 10 Netfliksa – coraz więcej osób wytyka mu nieścisłości. Rzućmy okiem, co mówi się o postaci Agaty Kuleszy, czyli profesorce Berger.
Ołowiane dzieci – kolejne nieścisłości w serialu
W trosce o los chorych na ołowicę dzieci z Szopienic serialowa lekarka Jolanta Wadowska-Król (Joanna Kulig) zwraca się o pomoc do profesorki Berger, szefowej Kliniki Pediatrii Śląskiej w Zabrzu, która – mimo początkowej niechęci – sięga po kontakty wśród lokalnych władz. Jak było w rzeczywistości? Tę kwestię wytłumaczyła m.in. Magdalena Majcher, autorka książki o śląskiej lekarce i walce z epidemią.
Na swoim Facebooku pisarka wyjaśniła, że Berger nie istniała naprawdę. W rzeczywistości Wadowska-Król współpracowała z profesorką Bożeną Hager-Małecką, która w latach 70. zajmowała w zabrzańskiej placówce zdrowotnej to samo stanowisko. Obie kobiety – prawdziwą i fikcyjną – różni jednak nie tylko nazwisko, ale i stopień zaangażowania w sprawę zachorowań.
Serial miał mocno namieszać w faktach – zauważa Majcher, wskazując na prawdziwą rolę szefowej kliniki w leczeniu zachorowań.
— Postać profesor Krystyny Berger jest postacią fikcyjną, ale trudno nie dostrzec oczywistych nawiązań do profesor Bożeny Hager-Małeckiej, która kierowała zabrzańską kliniką pediatrii. W mojej ocenie profesor Hager-Małecka została najbardziej skrzywdzona przez twórców serialu, ponieważ pominięto jej udział w zdiagnozowaniu tak zwanego "pacjenta zero" i umniejszono jej roli w leczeniu dzieci i koordynacji działań.
To właśnie profesor Hager-Małecka jako pierwsza rozpoznała ołowicę u pacjenta doktor Wadowskiej-Król. Chłopiec leżał w klinice w Zabrzu, a że profesor akurat wróciła z sympozjum ze Szwajcarii, na którym omawiano przypadek dziecka zatrutego ołowiem, coś ją tknęło i zleciła oznaczenie poziomu ołowiu we krwi pacjenta. Kiedy otrzymała wyniki, pognała do przychodni i spotkała się z doktor Wadowską-Król. Poprosiła o wykonanie kilkunastu badań, aby przekonać się, czy to pojedynczy przypadek, czy większy problem. I tutaj już pierwsze skrzypce zagrała Wadowska-Król, na własną rękę badając prawie pięć tysięcy dzieci.
W serialu to Doktórka rozpoznaje ołowicę, chodząc po różnych szpitalach i sprawdzając wyniki badań dzieci. W końcu doznaje olśnienia i uznaje, że ma do czynienia z ołowicą. W rzeczywistości sukces możliwy był dzięki pracy zespołowej Jolanty Wadowskiej-Król, pielęgniarki Wiesławy Wilczek (świetnie przedstawionej w serialu), Bożeny Hager-Małeckiej oraz Zofii Kajzerowej, której w ogóle w serialu nie ma (…).
Z serialu Netfliksa nie wynika, że to właśnie Hager-Małecka – aka Berger – zainicjowała kluczową część walki ołowicą. Wręcz przeciwnie – to serialowa Wadowska-Król musi przekonać ją, by zdecydowała się na interwencję.
Rozbieżność z prawdziwą historią zwróciła uwagę nie tylko ekspertów, a również osób z osobistym zaangażowaniem w przebieg śląskiej. W mediach społecznościowych głos zabrał wnuk profesorki Hager-Małeckiej, Stanisław Torbus. Obszerny wpis dedykowany pamięci swojej babci – i sprostowaniu nieścisłości w "Ołowianych dzieciach" otworzył gorzkimi słowami: "Największą krzywdą, jaką można zrobić drugiemu człowiekowi, jest wymazanie go z pamięci".
— To profesor Bożena Hager-Małecka zdiagnozowała ołowicę na podstawie badań dzieci, które wysyłała do jej kliniki dr Wadowska-Król, dzięki temu mogły wspólnie podjąć leczenie swoich małych pacjentów. (…) Bardzo bolesne było dla mnie oglądanie historii stworzonej przez Macieja Pieprzycę. Jest to opowieść strasznie krzywdząca i niesprawiedliwa. Czym się kierował reżyser? Nie mam pojęcia, ale jeśli dziś pozwolimy upraszczać i pomijać prawdziwych bohaterów, jutro pamięć o nich może zniknąć całkowicie – czytamy we wpisie Torbusa. Pełna treść poniżej.
Na tym nie koniec kontrowersji wokół serialu. Pisarka Magdalena Majcher wyjaśniła też, jak do rzeczywistości mają się najbardziej sensacyjne chwile "Ołowiane dzieci". Czy Jolanta Wadowska-Król była aresztowana przez SB? Czy naprawdę bohaterka "Ołowianych dzieci" była wtedy w ciąży?
A jak rzeczywiste inspiracje wpisują się w ogólne wrażenia z nowego serialu Netfliksa? Opinię Serialowej odnajdziecie w tym miejscu: Ołowiane dzieci – recenzja serialu.