"Chętni na seks" zapraszają do trójkąta – recenzja nietypowego serialu HBO w gwiazdorskiej obsadzie
Mateusz Piesowicz
2 marca 2026, 08:46
Pokręcony, zabawny, seksowny i… empatyczny? "Chętni na seks" to serial, który na pewno was zaskoczy, ale niekoniecznie w taki sposób, o jakim myślicie.
Pokręcony, zabawny, seksowny i… empatyczny? "Chętni na seks" to serial, który na pewno was zaskoczy, ale niekoniecznie w taki sposób, o jakim myślicie.
"Czuły dotyk, otwarte serce. Dba o zdrowie. Okolice St. Louis". Sami powiedzcie, czy jako rozczarowani małżeńskim pożyciem mieszkańcy amerykańskiego Midwestu nie bylibyście zainteresowani takim anonsem w apce towarzyskiej? W przypadku bohaterów serialu "Chętni na seks" odpowiedź wydaje się oczywista, ale w rzeczywistości sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana.
Chętni na seks – o czym jest miniserial HBO?
Produkcja HBO, której oryginalny tytuł, "DTF St. Louis", jest jednocześnie nazwą wspomnianej aplikacji, to najnowsze dzieło Stevena Conrada, twórcy wprawdzie niszowego, ale charakterystycznego. Ci z was, którzy oglądali "Patriotę" czy "Perpetual Grace, LTD", wiedzą, o czym mówię. Pozostali mają natomiast świetną okazję się przekonać, bo "Chętni na seks" są pod wieloma względami równie oryginalni, co poprzednie seriale Conrada.

Na pierwszy rzut oka historia wygląda jednak dość standardowo, kręcąc się wokół miłosnego trójkąta i zagadkowej śmierci w podmiejskim Missouri. Wszystko zaczyna się w 2018 roku, gdy Clark (Jason Bateman, "Ozark"), prezenter pogody z lokalnej stacji w St. Louis, poznaje i zaprzyjaźnia się z tłumaczem języka migowego Floydem (David Harbour, "Stranger Things"). Między mężczyznami rodzi się bliska więź, która prowadzi do nieoczekiwanie mrocznych konsekwencji.
Jakich dokładnie, zostało już co prawda ujawnione w zapowiedzi, ale jeśli nie chcecie wiedzieć, to pozostawiam je w tajemnicy. Na teraz wystarczy wam informacja, że relacja pary bohaterów szybko staje się na tyle zażyła, że z życia zawodowego przenosi się też na prywatne, gdzie Clark poznaje żonę Floyda Carol (Linda Cardellini, "Już nie żyjesz") i już się pewnie domyślacie, co dalej.
Zwłaszcza że panowie zaczynają też dzielić się szczegółami swojego życia intymnego. Albo raczej jego braku, bo tak się składa, że obydwaj przeżywają podobne problemy, choć z innych, czasem osobliwych powodów (uwzględniających np. aseksualne stroje sędziowskie). I tu właśnie pojawia się tytułowa aplikacja randkowa.

Zadanie CNS, czyli "Chętnych Na Seks" (oryginalne DTF oznaczające down to f*ck jest bardziej dosadne, ale znaczenie to samo), jest proste. Skojarzyć ze sobą osoby z okolicy szukające pozamałżeńskich wrażeń. Oczywiście bez wiedzy drugiej połówki i nikomu niepotrzebnych zobowiązań. Floyd początkowo jest pełen wątpliwości, ale za namową i z pomocą Clarka tworzy profil, bo to przecież jeszcze nic złego, prawda? A potem sprawy przybierają intrygujący obrót.
Chętni na seks to nie tylko zdrady, romanse i morderstwo
Na przestrzeni siedmiu odcinków (widziałem przedpremierowo cztery z nich) zobaczycie, co właściwie się stało, zanurzając się po uszy w historii, którą można określić jako bez mała sensacyjną. Tajemnicze morderstwo? Seksualny podtekst? Zamieszany lokalny celebryta? Jest tu absolutnie wszystko, co czyni sprawę łakomym kąskiem dla tabloidów, ale myliłby się ten, kto sądzi, że serial pójdzie w stu procentach w tym kierunku.
Owszem, "Chętni na seks" czerpią garściami z gatunkowych wzorców, bardzo sprawnie prowadząc kryminalną intrygę, którą obudowuje się wątkami obyczajowymi. Ale to nie wszystko. Steven Conrad jest jako reżyser i scenarzysta zainteresowany odkryciem prawdy, ale jeszcze bardziej ciekawią go wszyscy uczestnicy tego zamieszania i ich znacznie bardziej złożone, niż mogłoby się początkowo wydawać, relacje.

Choć ukształtowana na wzór klasycznego whodunnit, fabuła jest zatem tylko w pewnym stopniu skupiona na sprawie zabójstwa prowadzonej przez parę lokalnych śledczych. Doświadczony detektyw Homer z St. Louis (Richard Jenkins, "Potwory: Historia Jeffreya Dahmera") i pracująca na zastępstwie w podmiejskim wydziale kryminalnym Jodie Plumb (Joy Sunday, "Wednesday") są naszymi przewodnikami po meandrach tej historii, ale sami z czasem zaczynają dostrzegać, że kryje się za nią coś więcej, niż prosty schemat składający się z romansu, zdrady i zemsty.
Chętni na seks zaglądają do sypialni i uczuć bohaterów
Widzowie mogą się oczywiście tego samego domyślać od początku serialu, ale na dojście do sedna trzeba trochę poczekać. Nie jest to zresztą nic nowego dla Conrada, którego seriale wymagają pewnej dozy cierpliwości, dopiero po jakimś czasie ujawniając, czym tak właściwie są. "Chętni na seks", jego do tej pory najbardziej mainstreamowy projekt, i tak są pod tym względem stosunkowo mało wymagający, zapewniając sporo zabawy już na starcie.
O ile jednak początkowo dostajemy wciągającą, ale dość oklepaną opowieść o problemach kryjących się za pozornie idealnymi fasadami domów z amerykańskich przedmieść, o tyle dopiero odkrycie kolejnych warstw historii wznosi całość na wyższy poziom. I nie mam wcale na myśli pikantnych szczegółów erotycznych schadzek, choć tych twórca nam nie oszczędza (ale spokojnie, mimo że to HBO, nagość jest umiarkowana i zawsze stosowana w jakimś celu).

Ciekawsze od nich okazują się zwykle momenty całkowicie pozbawione nieobyczajności i niemające nic wspólnego z rozpustą. Czy to wspólna sesja terapeutyczna, czy przejażdżka na poziomych rowerach, czy szczera rozmowa w skateparku, czy urodzinowa kolacja. Gdy serial przedstawia swoje postaci przez pryzmat inny od seksualnego, dowiadujemy się o nich najwięcej i zazwyczaj rzeczy, o które wcześniej byśmy ich nie podejrzewali.
Właśnie dzięki sięgnięciu ponad tanią sensację, twórca do spółki z aktorami zdołali uczłowieczyć każdego bohatera z osobna. Obdarzając ich pewnymi, nie zawsze wyłącznie pozytywnymi cechami charakteru, dali nam wgląd w układ, którego uczestnicy tym bardziej wymykają się prostym klasyfikacjom i łatwym wnioskom, im dłużej i lepiej ich poznajemy. Ale to właśnie wyposażenie Clarka, Floyda i Carol w niekiedy sprzeczne, lecz bardzo ludzkie cechy i emocje, poskutkowało stworzeniem kompleksowych i nietuzinkowych osobowości.
Chętni na seks – czy warto oglądać serial HBO?
W odcinkach, które już widziałem, zdecydowanie najbardziej na takim podejściu zyskuje Floyd, pod którego wielkim wąsem okazuje się kryć jeszcze większe serce. Uczynienie z niego postaci, z którą widzom najłatwiej rezonować, sprawdza się znakomicie także dzięki Davidowi Harbourowi potwierdzającemu, że został stworzony do ról kontrastujących masywną fizyczność z łagodnym wnętrzem bohatera. Ale też trudno powiedzieć, żeby inni wypadli gorzej, choć pole do popisu mieli mniejsze.
Na tym jednak również polega siła "Chętnych na seks", że budując wyraziste charaktery, twórca oparł się pokusie karykaturalnego przedstawienia. Nie byłoby o to trudno, bo scenariusz momentami ociera się o groteskę, ale nigdy nie idzie o krok za daleko w stronę stereotypowej satyry na szukających wrażeń dorosłych w średnim wieku. To byłoby zbyt proste i nie tak frapujące jak serial, który dostaliśmy.

Ten natomiast, choć mógłby uniknąć np. sztucznego wydłużania metrażu, udanie miesza gatunkowe tropy z odlotowymi pomysłami, krok po kroku wciągając w bardzo specyficzną intrygę. Miejscami gorącą, kiedy indziej absurdalną, często bardzo zabawną, a do tego zawsze szczerą w podejściu do bohaterów, których osobiste perspektywy przedstawiane są ze zrozumieniem i bez wartościowania.
O to zadbać musi sam widz, a choć szybkie wnioski na temat poszczególnych boków miłosnego trójkąta kuszą, to sami się przekonacie, że wiele z nich jest pochopna. Z końcowymi ocenami radzę się więc wstrzymać, mając w pamięci słowa jednego z bohaterów, że z daleka wszyscy wyglądają normalnie. "Chętni na seks" to akurat serial, który pozwala przyjrzeć się ludziom z bliska i gwarantuję, że przynajmniej kilka razy zdziwi was to, co można wtedy dostrzec.