"Rooster" to komediodramat z gwiazdą "The Office", który oczaruje was jak "Ted Lasso" – recenzja serialu
Jacek Werner
9 marca 2026, 08:31
Na HBO i HBO Max startuje komedia twórcy "Scrubs", "Teda Lasso" i "Terapii bez trzymanki". "Rooster" wymienia szpital, murawę i kozetkę terapeuty z tamtych hitów Apple TV na uniwersytecki kampus. Czy urzeka tak samo?
Na HBO i HBO Max startuje komedia twórcy "Scrubs", "Teda Lasso" i "Terapii bez trzymanki". "Rooster" wymienia szpital, murawę i kozetkę terapeuty z tamtych hitów Apple TV na uniwersytecki kampus. Czy urzeka tak samo?
Wiele mówi się o Ryanie Murphym i jego niewyczerpanym taśmociągu nowych seriali, ale zerknijcie, jak wiele treści wydostaje się z fabryki Billa Lawrence'a. W Polsce niebawem premiera długo wyczekiwanego reboota "Scrubs" – w tym roku mamy też kolejne sezony "Terapii bez trzymanki" i "Teda Lasso", a w dłuższej perspektywie jest jeszcze 2. sezon "Małpiego biznesu". Jak na tym tle wypada całkiem niepozornie zapowiadany "Rooster"? Widziałem przedpremierowo sześć z 10 odcinków – i wiem już, że znalazłem nową ulubioną "cozy dramę".
Rooster – o czym jest serial HBO ze Steve'em Carellem?
"Plażowe czytadła, w których dobrzy uprawiają na końcu seks, a źli dostają kulkę w łeb" – mówi o swoich bestsellerach Greg Russo, czarująco niezręczny pisarz zagrany przez Steve'a Carella ("The Office"), do audytorium uczniów Ludlow Hill, college'u na Wschodnim Wybrzeżu. Natychmiast wiadomo, że nasz bohater ni w ząb tu nie pasuje – on sam jest tego zresztą świadomy najmocniej. Niespecjalnie odróżnia dzieła Czechowa i Puszkina, nie jest pewien, jak zapisać na tablicy wyraz "conscious", a do literackiego sukcesu (tego komercyjnego) dyplom w ogóle nie był mu potrzebny.
Starczyła zręczność w doborze popularnych motywów i wymierzaniu sensacyjnych zwrotów akcji. No i atrakcyjny bohater. Tu na scenę wkracza właśnie tytułowy Rooster – hipermęski protagonista książek z tytułami pokroju "Miami Amour". To oczywiście nie przypadek, że z okładki bohater zerka na czytelników z twarzą przypominającą samego Grega. A to dlatego, że pisarz, pogubiony w życiu po rozwodzie, ulepił go ze wszystkich cech, których, jak sądzi, jemu samemu brakuje.

Prędko okazuje się też, że Greg przyjął zaproszenie na gościnny wykład, by pod tym pretekstem złożyć wizytę Kate (Charly Clive, "The Lazarus Project"), swojej córce i zarazem tutejszej wykładowczyni historii sztuki. Jej nieszczęśliwymi perypetiami żyje ostatnio całe uniwersyteckie miasteczko – do wszystkich dotarły bowiem szepty o tym, że jej małżonek, wielce cenny dla uczelni rusycysta, porzucił Kate dla jednej z doktorantek. Greg wkracza w zupełnie sobie obcy uczelniany światek w ramach rodzicielskiej misji ratunkowej, ale prędko przekonuje się, że nowe środowisko może i jemu samemu bardzo pomóc – w przekonaniu o własnej wartości, w przepracowaniu złamanego przez byłą małżonkę serca.
Rooster – czarujący komediodramat z gwiazdą The Office
Sednem "Roostera" jest właśnie dynamika Grega i Kate, którą twórcy wzorowali na relacjach ze swoimi, dorosłymi już dziećmi – i wokół tej dwójki początkowo kręcą się wszystkie serialowe perypetie. Carell urzeka natychmiast jako troskliwy, acz nieporadny tata, który jak tylko potrafi, usiłuje emanować ojcowskim autorytetem. Kultowy aktor z "The Office" bawi z defaultu, ale w "Roosterze" jego charakterystyczny rytm nareszcie – po latach ról o przewadze elementów dramatycznych albo mniej udanych projektów komediowych – spotyka się z błyskotliwym scenariuszem.
Charly Clive wtóruje mu zresztą bez jednego potknięcia, zabawnie i z sercem portretując dorosłą kobietę, która z jednej strony obawia się, że przedłużona wizyta ojca nastąpi na jej samodzielność, a z drugiej – potrzebuje rodzicielskiego wsparcia, gdy jej życie, podobnie jak kiedyś Grega, rozsypuje się na kawałeczki.

Na rodzince Russo nie kończą się pomysły "Roostera". Serial HBO wprowadza całą konstelację specyficznych charakterów, które z miejsca polubimy i obdarzymy empatią – nawet gdy jedna czy dwie początkowo zajmują w narracji miejsce antagonistów. Jest tu choćby ekscentryczny rektor (John C. McGinley, "Scrubs"), żyjący według surowego rozkładu saunowania/morsowania i boleśnie wypalony rolą głowy uczelni i wpisaną weń biurokracją. Jest Archie (Phil Dunster, "Ted Lasso), eks głównej bohaterki: zakochany w Tołstoju i samym sobie, ale i przybity wagą własnych decyzji.
Dalej poznajemy i jego obecną partnerkę, ambitną ponad własne możliwości Sunny (Lauren Tsai, "Legion"), i obszerne grono akademickie, i studentów, których Greg z czasem natchnie niczym – nie przymierzając – wąsaty trener AFC Richmond. Precyzyjnie rozplanowane wydaje się nawet głębokie tło serialu: z udanym epizodycznym dowcipem raz po raz przemykają tu estradowi komicy pokroju Ricka Glassmana, Rory'ego Scovella czy Robby Hoffman. Serducho, z jakim scenarzyści kreślą barwny mikrokosmos uczelni, olśniło najwyraźniej samego Carella, który w jednym z wywiadów opisał pierwszy z tekstów do serialu jako jeden z najlepszych, jakie czytał. Wielkie słowa, być może nieco na wyrost, ale serial rzeczywiście potrafi w ten sposób oczarować. Zwłaszcza jeśli przymkniemy oko na fakt, że okazjonalnie eskapistyczna bańka, w której toczą się poszczególne dramaty, napręża się ciut za mocno.
Rooster – czy warto oglądać serial HBO?
Jaki Bill Lawrence jest, każdy zresztą wie – i do spółki ze współtwórcą Mattem Tarsesem ("Małpi biznes") autor "Teda Lasso" robi dokładnie to, czego można było po nim oczekiwać. Dostajemy więc w "Roosterze" przytulny dramat, który z przekonaniem mówi nam, że: 1) nigdy nie jest za późno na drugą (i trzecią, i czwartą) szansę, by odzyskać kontrolę nad własnym życiem; 2) nie ma takiej egzystencjalnej rany, której nie ukoiłaby filiżanka gorącej czekolady (z mieszadełkiem o smaku mięty) – o ile postaramy się, by mieć ją z kim podzielić.

Brzmi znajomo? Być może – ale "Roosterowi" tematyczne zazębienia z poprzednimi dziełami "lawrencewersum" nie odbierają własnego wyrazu. Jeśli polubiliście i tamte seriale, a z początkiem marca potrzebujecie nowego serialowego pick-me-up (kto z nas nie potrzebuje?) nie mam wątpliwości, że już premierowe pół godziny "Roostera" zachęci was, by na Ludlow Hill zapisać się na pełny semestr.