"One Piece" wraca z 2. sezonem i jeszcze większą dawką szaleństwa – recenzja serialu Netfliksa
Karol Urbański
10 marca 2026, 09:01
Po prawie trzech latach przerwy na Netfliksa wraca "One Piece" wraz z 2. sezonem. Sprawdzamy, jak wypada nowa odsłona adaptacji kultowej mangi i anime autorstwa Eiichirō Ody.
Po prawie trzech latach przerwy na Netfliksa wraca "One Piece" wraz z 2. sezonem. Sprawdzamy, jak wypada nowa odsłona adaptacji kultowej mangi i anime autorstwa Eiichirō Ody.
Gdy "One Piece" przymierzało się do debiutu na Netfliksie, projekt był jedną wielką niewiadomą – i to taką, którą na start naznaczono niefortunnymi przełożeniami anime/mangi na aktorskie warunki hollywoodzkie (patrz: "Notatnik śmierci" czy "Cowboy Bebop"). Niemal trzy lata po premierze kultowego japońskiego tytułu w formie live action – i tysiącach pozytywnych komentarzy zarówno ze strony fanów, jak i mangowych laików – oczekiwania są już kompletnie inne. Ci, którym absurdalna wariacja przypadła do gustu, z wytęsknieniem czekają na więcej.
One Piece sezon 2 – o czym opowiada nowa seria?
Po przedpremierowym seansie wszystkich ośmiu odcinków 2. sezonu "One Piece" mogę z przekonaniem stwierdzić, że jak najbardziej opłacało się czekać. Choć sam należę do "mangowych laików", produkcja Netfliksa kierowana przez Matta Owensa i Joe Tracza (drugi z nich zastąpił na stanowisku showrunnera Stevena Maedę) sprawia mi nieukrywaną frajdę. Tym razem było nie inaczej, aczkolwiek nie obyło się bez kilku mniej lub bardziej poważnych niedociągnięć.

W przeciwieństwie do debiutanckiej odsłony na początku 2. sezonu Załogę Słomkowego Kapelusza mamy już w całości, wobec czego kierunek nowej podróży jest doskonale znany od pierwszych minut. "Kurs na Grand Line" – jak głosi podtytuł nowej serii "One Piece" – wytyczy ślad bohaterom dowodzonym przez Luffy'ego (Iñaki Godoy), gdyż to właśnie tam ukryty został tytułowy skarb Gold Rogera. Droga będzie jednak wyjątkowo kręta i okraszona licznymi fikuśnymi osobnikami.
Scena otwierająca 2. sezon "One Piece" jasno sygnalizuje, kto w tym oceanicznym układzie sił namiesza wśród słomkowych kapeluszy najbardziej. Na przestrzeni nowych ośmiu odcinków regularnie powracającym zagrożeniem będzie Baroque Works – tajna organizacja przestępcza złożona z kuriozalnie utalentowanych agentów, którzy naprzykrzą się Luffy'emu i jego piratom na więcej niż kilka sposobów. Na dokładkę możecie też spodziewać się kilku starych znajomych, którzy będą chcieli przypomnieć o sobie widzom.
One Piece sezon 2 – nowe miejscówki i masa postaci
Większość z nich stanie przed Luffym, Nami (Emily Rudd), Uspoppem (Jacob Gibson), Sanjim (Taz Skylar) i Roronoą Zoro (Mackenyu) już w pierwszym odcinku, który – pod względem skali wydarzeń – bardziej niż serial przypomina film pełnometrażowy. Epickie rozmiary (zmieszczone co prawda w ok. godzinie czasu ekranowego) zapowiadają sezon pełen fabularnych szaleństw i narracyjnych wybryków, ale sprawny showrunner wie, że nie da się ciągnąć serialu w nieustannym gazie.

Bezpieczniej jest zwolnić, zżyć się z załogą i pozwiedzać z nią odległe zakątki Grand Line, by w finale raz jeszcze zrzucić na widzów bombę o spektakularnych wymiarach spod znaku widowiskowego kina akcji. Tak mniej więcej przedstawia się narracyjna strategia 2. sezonu "One Piece", która z odcinka na odcinek zabiera nas na coraz bardziej wymyślne wyspy (zdradzę, że trafimy m.in. do swego rodzaju Parku Jurajskiego, utopijnego miasteczka rodem z westernu czy wnętrza… ogromnego wieloryba).
Zwolnienie akcji względem ociekającego adrenaliną prologu i epilogu bynajmniej nie oznacza, że w 2. sezonie "One Piece" nie dzieje się nic. Każda z miejscówek i poznawanych tam osobliwości (nie zabraknie m.in. olbrzymów, szaleńczych królów i rozmaitych człekokształtnych stworów) odznacza się swoim charakterem, historią i licznymi (jak zawsze brawurowo nakręconymi) pojedynkami słomkowych kapeluszy z tymi, którzy akurat stanęli im na drodze. Do tego dochodzi też nowa ścieżka dźwiękowa, która pozostaje w uszach po napisach końcowych.
Skala 2. sezonu "One Piece" wobec poprzedniej odsłony hitu Netfliksa jest nieporównywalna. Wszystko jest tu "bardziej", wszystkiego jest więcej, no i tempo jest też oczywiście szybsze. Na pierwszy rzut oka to podejście jak najbardziej słuszne (i w znacznej mierze zdające egzamin na udany sequel), niemniej "po ostatnim gwizdku" ma się poczucie, że nie coś tutaj nie gra. Wszystko przez to, że nowa seria padła ofiarą własnych rozmiarów.
One Piece – jak wypada 2. sezon hitu Netfliksa?
Nie każdy z wątków wprowadzonych na początku odsłony doczekuje się kulminacji; nie wszyscy członkowie Załogi Słomkowego Kapelusza okazują się bohaterami wystarczająco wdzięcznymi na ciekawe rozwinięcia; wreszcie sama końcówka – na wzór pamiętnego 2. sezonu "Rodu smoka" – wydaje się być boleśnie urwana i pozbawiająca widzów zwieńczenia, na które czekaliśmy od szerszego zawiązania akcji. W finale dowiadujemy się, że otrzymamy je dopiero w sezonie 3, ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że przydałyby się nam jeszcze ze dwa odcinki.

Część naszej uroczej drużyny przeżywa barwne "poboczne" wątki osobiste (najciekawiej pod tym względem wypadają bodaj Usopp i Zoro), które można by ująć wspólnym mianownikiem poszukiwania tożsamości. Pozostali jednak – jak choćby Sanji czy Luffy – są ewidentnie pominięci i większość ekranowego czasu wypełniają chwytliwymi one-linerami i scenami kopanymi. Szczególnie rozczarowuje nasz kapitan, który powoli zamienia się krzykliwego i pozbawionego refleksji coacha pozytywnego nastawienia. W 2. sezonie Luffy nie przeżywa żadnej wyraźnej zmiany, a wydarzenia na swój sposób dzieją się obok niego.
Pozytywnymi uzupełnieniami fabuły są natomiast nowi – mniej lub bardziej tymczasowi – towarzysze załogi, wśród których bryluje wyczekiwany przez fanów Tony Tony Chopper (głosu tej przesłodkiej cyfrowej mieszance człowieka i renifera udziela Mikaela Hoover z "Supermana"). Świetnie prezentujący się na ekranie bohater (czasem również powołany do życia za sprawą praktycznych efektów specjalnych) najpewniej niebawem stanie się dla szerszego grona odbiorców tym, czym stał się Groot dla uniwersum Marvela. I tego mu zresztą życzę.
Bo widzicie, przy wszystkich tych mankamentach i okazjonalnym bałaganie narracyjnym, 2. sezon "One Piece" to wciąż kupa frajdy. Oglądanie tego serialu jest jak to uczucie, kiedy za dzieciaka dostawało się Kinder Niespodziankę – najpierw rozkoszujesz się słodyczą, a potem czekasz, jakie cudo będzie w środku jajka. Showrunnerzy "One Piece" mają jajek pod dostatkiem i w nowej serii wykluli ich naprawdę sporo. Skłamałbym, gdybym nie czekał na to, co będzie w kolejnych.