"Scarpetta" to mroczny kryminał z Nicole Kidman. Sprawdzamy, czy warto oglądać – recenzja serialu
Karol Urbański
13 marca 2026, 08:31
Na Prime Video zawitała nowa bohaterka walcząca o waszą uwagę. Sprawdźcie, czy warto oglądać serial kryminalny "Scarpetta" z Nicole Kidman w roli głównej.
Na Prime Video zawitała nowa bohaterka walcząca o waszą uwagę. Sprawdźcie, czy warto oglądać serial kryminalny "Scarpetta" z Nicole Kidman w roli głównej.
Prime Video konsekwentnie poszerza swą bibliotekę kolejnymi nazwiskami zdobiącymi grzbiety książek, które zwykliśmy kupować na lotniskach i dworcach kolejowych. Do grupy literackich weteranów spod znaku Reachera, Boscha czy Jacka Ryana tym razem dołączyła niejaka Kay Scarpetta. W 1990 roku do życia powołała ją bestsellerowa autorka Patricia Cornwell, a za jej ekranowy debiut odpowiedzialna jest doświadczona showrunnerka, Liz Sarnoff (w jej CV znajdziemy takie tytuły jak "Deadwood", "Lost" czy "Barry").
Scarpetta – o czym jest serial kryminalny z Nicole Kidman?
Od środy możecie obejrzeć wszystkie osiem odcinków debiutanckiej odsłony serialowej "Scarpetty", a my sprawdziliśmy, jakie miejsce w tym swoistym katalogu "Dad TV" (a może tym razem powinniśmy sklasyfikować trend jako "Mom TV") zajmuje adaptacja wsparta głośnymi nazwiskami. Streamingowo-telewizyjna tendencja do produkowania tego rodzaju uroczo niezobowiązujących tytułów ma w przypadku niniejszego serialu duże zastosowanie, ale trudno nie zauważyć, że twórcom i twórczyniom zależało, by wyjść poza schemat. Czy na pewno się udało?

"Scarpetta" to klasyczny kryminał z elementami policyjnego procedurala, który łączy główną sprawę śledczą z prywatnymi wątkami protagonisty. Tym kimś w nowym serialu Prime Video jest błyskotliwa lekarka sądowa (Nicole Kidman, "Wielkie kłamstewka", "Dziewięcioro nieznajomych"), która po latach w Bostonie zawodowo wraca do Wirginii. To właśnie tam ćwierć wieku temu miała miejsce makabryczna sprawa seryjnego mordercy, dzięki której nazwisko Scarpetty było na ustach wszystkich śledczych i dziennikarzy na Wschodnim Wybrzeżu.
Tymczasem współcześnie okazuje się, że działalność Scarpetty i partnerującego jej detektywa Pete'a Marino (Bobby Cannavale, "Vinyl") mogła wrzucić za kratki niewłaściwego człowieka. Wszystko dlatego, że w Virginii odnalezione zostaje ciało kobiety – rytualne jak gdyby morderstwo do złudzenia przypomina śledztwo sprzed lat, a im dalej w las, tym na jaw wychodzi coraz więcej pomyłek, złych decyzji i niedopatrzeń, które popełniono w przeszłości. Seryjny morderca na wolności podważa autorytet Scarpetty. Domek z kart zaczyna się rozpadać.
Scarpetta – Nicole Kidman, zagadka kryminalna i co jeszcze?
Od pierwszych minut "Scarpetta" zgrabnie kreuje wszelkie analogie między "wtedy" a "dziś", korzystając przy tym z imponującego języka filmowego i estetycznych zabiegów wizualnych. Obsadzeni na stanowiskach reżyserskich David Gordon Green (rebooty "Halloween" i "Egzorcysty") i Charlotte Brändström ("Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy") odnajdują się w tych rolach bardzo dobrze i to w znacznej mierze dzięki nim serial ogląda się całkiem przyjemnie.

Gorzej jest natomiast, gdy atrakcyjna otoczka wizualna ściera się z nijakim scenariuszem, który już w 1. odcinku atakuje nas całą masą wątków (zarówno tych kryminalnych, jak i rodzinnych). W efekcie otrzymujemy dość spory bałagan dramaturgiczny, którego z łatwością można by się pozbyć, odkładając drugą część fabuły "na potem". Sarnoff zależało jednak na tym, by możliwie najszybciej wyłożyć wszystkie karty na stół.
Nie minie zatem wiele czasu, nim dowiemy się, dlaczego Dorothy, siostra Scarpetty (Jamie Lee Curtis, "The Bear") i jej mąż (wspomniany wcześniej Cannavale jako Pete Marino) będą mieszkać z nią pod jednym dachem, jaki stosunek ma do nich wybranek głównej bohaterki, czyli grany przez Simona Bakera ("Mentalista") agent FBI Benton Wesley, a także z jaką traumą mierzy się córka Dorothy, Lucy (Ariana DeBose, "West Side Story").
Nadmiar wątków bynajmniej nie pomaga serialowi w kilku pierwszych odcinkach, tym bardziej że rozgrywana na drugim planie historia śmierci żony Lucy przypomina nieudolną próbę remake'u jednego z najlepszych odcinków "Black Mirror" (patrz: 1. odcinek 2. sezonu pt. "Zaraz wracam"). Manewrując na granicy spoilerów zdradzę, że potem robi się jeszcze dziwniej, kiedy to osobliwy przykład sztucznej inteligencji… pomaga w śledztwie.
Scarpetta – czy warto oglądać serial z Nicole Kidman?
Pomijając wszelkie mniej lub bardziej wiarygodne dramaty rodzinne – które w domyśle filmowców miały zapewne odciąć "Scarpettę" grubą krechą od prostej klasyfikacji "Dad/Mom TV" – serial sprawdza się zupełnie nieźle w ramach… niezobowiązującego kryminału. Wielowątkowe śledztwo, nad którym bez wiedzy żony pracuje w FBI Benton, nie pozwala na łatwe odpowiedzi i sprawnie wodzi widza za nos. Z kolei osobliwa profesja Scarpetty zapewnia tytułowi odrobinę gatunkowego gore, a co za tym idzie oryginalności.
Zbliżając się do końca tego wywodu, chciałbym wyrazić rozczarowanie boleśnie tendencyjnym castingiem – czy tylko ja uważam, że Nicole Kidman od paru lat gra ciągle tę samą rolę w kilku różnych wariantach, podczas gdy Jamie Lee Curtis wyspecjalizowała się ostatnio wyłącznie w kreacjach znerwicowanych kobiet? Przy tym projekcie nie zobaczycie uznanych aktorek w "czymś nowym". To taka nudna powtórka z rozrywki, koło której przechodzi się obojętnie.

Castingowe wady mieszają się jednak z zaletami, gdyż trzeba przyznać, że w rolach młodszych wersji głównych bohaterów obsadzono aktorów i aktorki, którzy nie tylko ogromnie przypominają swoich starszych kolegów po fachu, ale odznaczają się też większą charyzmą i chęcią do aktorskich niuansów. Dajmy na to świetną Rosy McEwen ("Alienista") w tytułowej roli czy Huntera Parrisha ("Trawka"), którego ogląda się ciekawiej niż zmęczonego Simona Bakera.
To tak na koniec: wielbicieli zagadek powinien chyba zadowolić fakt, iż sprawca całego zamieszania 1. sezonu zdradza swą tożsamość dopiero w ostatnich 10 minutach ostatniego odcinka. Widz uważniej przyglądający się wszelkim kryminalnym detalom i wskazówkom może odkryć jego personalia przed finałem, ale ja muszę klasycznie przyznać, że "się nie spodziewałem".
Czy ostateczny reveal ma sens? Raczej tak. Czy lepszych seriali kryminalnych mamy na pęczki? Oczywiście, że tak. Tych gorszych też jednak nie brakuje, co stawia "Scarpettę" gdzieś pośrodku zestawienia streamingowych propozycji kryminalnych, na które można przeznaczyć swój cenny czas. Sami zdecyduje, czy warto – ja tylko dodam, że to bynajmniej nie koniec tego tytułu. Prime Video na dzień dobry zamówiło bowiem dwa sezony.