"Kobiety niedoskonałe" to "Wielkie kłamstewka" bis. Sprawdzamy, czy warto oglądać – recenzja serialu
Marta Wawrzyn
18 marca 2026, 08:31
Klonowanie "Wielkich kłamstewek" ma się dobrze i oto Apple TV dołożyło do zestawu swoją wersję. "Kobiety niedoskonałe" również mają gwiazdorską obsadę i scenariusz oparty na powieści – ale czy posiadają coś jeszcze do zaoferowania? Recenzujemy nowy miniserial.
Klonowanie "Wielkich kłamstewek" ma się dobrze i oto Apple TV dołożyło do zestawu swoją wersję. "Kobiety niedoskonałe" również mają gwiazdorską obsadę i scenariusz oparty na powieści – ale czy posiadają coś jeszcze do zaoferowania? Recenzujemy nowy miniserial.
Na Apple TV startują dziś "Kobiety niedoskonałe", serialowy thriller psychologiczny showrunnerki Annie Weisman ("Physical") na podstawie książki Araminty Hall, a my widzieliśmy już całość i spieszymy zdradzić, czy to faktycznie nowe "Wielkie kłamstewka" czy kolejna tania podróbka udająca produkcję premium.
Kobiety niedoskonałe – o czym jest serial Apple TV?
Odpowiedzi pewnie już się domyślacie, ale zacznijmy od krótkiego streszczenia. Podobnie jak hit HBO, "Kobiety niedoskonałe" rozpoczynają się od przesłuchania w środku nocy i informacji, że kogoś zamordowano. Odpowiedź na pytanie, kim jest ofiara, zostaje szybko podana – to jedna z trójki przyjaciółek z kalifornijskiej Pasadeny, w które wcielają się Elisabeth Moss ("Opowieść podręcznej"), Kerry Washington ("Skandal") i Kate Mara ("House of Cards"). Wiecie, tych bogatych kobiet, które na pozór wiodą bajeczne życia, podczas gdy zamkniętymi drzwiami… Znacie to. Standard.

Tym razem bohaterki tak bardzo od siebie się różnią – i nie mają dzieci w tej samej szkole – że aż trudno uwierzyć, iż faktycznie mogłyby być sobie bliskie. Wyjaśnienie, że przebojowa szefowa organizacji non-profit Eleanor (Washington), zestresowana matka trójki dzieci Mary (Moss) i pochodząca z nizin społecznych żona ze Stepford Nancy (Mara), spotkały się na imprezie na studiach i od tej pory są nierozłączne, będzie musiało wam wystarczyć. Nie jest to najbardziej wiarygodna rzecz na świecie, ale umówmy się, daleko jej do top 10 największych głupot w "Kobietach niedoskonałych".
Podobnie jak "Wielkie kłamstewka" i wszystkie seriale w tym stylu, nowość Apple TV opiera się na kobiecej energii, zagadce kryminalnej i licznych twistach po drodze, jak również odrobinie satyry. Klasycznym motywem w tego typu produkcjach są również absolutnie okropni mężowie, i tu też dokładnie tak to wygląda – Joel Kinnaman ("For All Mankind") gra pozbawionego właściwości, uprzywilejowanego Roberta, dzięki któremu Nancy wbiła się do socjety, z kolei Corey Stoll ("House of Cards") wciela się w Howarda, sfrustrowanego artystę/pracownika naukowego, z którym związała swoje życie Mary. W znakomitej obsadzie znaleźli się jeszcze m.in. Leslie Odom Jr. ("Hamilton"), Wilson Bethel ("Doktor Hart") czy Sheryl Lee Ralph ("Misja Podstawówka"). Większość ról z drugiego planu jest doskonale banalna i opiera się na jednej nucie.
Kobiety niedoskonałe to Wielkie kłamstewka raz jeszcze
Co przyciągnęło takie nazwiska do tego tytułu, nie potrafię powiedzieć, ale na pewno nie był to scenariusz. Ten bowiem roi się od bzdur i bzdurek, wywołujących w najlepszym razie napady przewracania oczami, a w najgorszym pytania o to, czy twórczynie (reżyserką jest Lesli Linka Glatter, mająca na swoim koncie m.in. odcinki "Mad Men") aby na pewno mają świadomość, jak bezbrzeżnie głupią, a przy tym szkodliwą rzecz wypuszczają w świat. Gdyby bowiem "Kobiety niedoskonałe" chciały być tylko uroczym guilty pleasure, pewnie dałoby się przejść do porządku dziennego nad pewnymi ich wadami. Problem w tym, że aspirują do miana czegoś więcej.

Podobnie jak "Wielkie kłamstewka" (i znów, w zasadzie wszystkie seriale tego typu), "Kobiety niedoskonałe" to opowieść, w której kobiety przeciwstawiane są mężczyznom, a ci pod każdym względem zawodzą. Nie dość że absolutnie wszyscy męscy bohaterowie grzeszą brakiem charakteru i jakichkolwiek właściwości, to jeszcze w ogromnej większości wykazują przemocowe tendencje, nad którymi serial nie pochyla się wystarczająco w każdym przypadku. Bo widzicie, tu chodzi o to, żeby był fun. O "nieprzewidywalne" twisty, cliffhangery, które mają nas trzymać przez tydzień na krawędzi fotela, o dobre tempo, błyszczącą oprawę. A jednocześnie serial uparcie chce być czymś więcej. I okazuje się, że nie da się zjeść ciasteczka i mieć ciasteczka.
Nie da się w pełni na poważnie opowiadać jednej z tych tandetnych historii, jak z najpodlejszego true crime, i udawać, że jest się produkcją premium. Nie da się rozpoczynać dyskusji o mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet, i chwilę potem puszczać oczka do widzów, że te kobiety i tak będą im włazić do łóżek, najwyraźniej dla czystej frajdy. To nie może jednocześnie być i nie być na poważnie. I zapewne być nie powinno. "Kobiety niedoskonałe" mają swoje przebłyski, kiedy prezentując perfekcyjny światek, gdzie za bielutkimi płotami czai się zło i roi się od mrocznych tajemnic, zamieniają się w satyrę na amerykańskie przedmieścia w stylu "Gotowych na wszystko". Ale nawet w tych przebłyskach jak tlenu brakuje choć odrobiny samoświadomości.
Kobiety niedoskonałe – czy warto oglądać serial?
Serial Apple TV to koniec końców totalna strata czasu, przede wszystkim dlatego, że próbuje oszukać widza – zarówno tego, który przyszedł tutaj po czysty fun, jak i tego, który chce czegoś więcej. Obaj dostają erzac, nieświeżą imitację historii, które oglądaliśmy już dziesiątki razy w lepszym wydaniu, od "Wielkich kłamstewek", przez "Ostre przedmioty" i "Małe ogniska", aż po "Lepszą siostrę" czy "Miłość i śmierć". "Kobiety niedoskonałe", oscylując gdzieś pomiędzy tandetną przewidywalnością "babskich produkcji" Lifetime a aspiracjami, by zmieść w tym sezonie wszystkie nagrody Emmy, są tworem kuriozalnym. A przy tym banalnym, wtórnym i bezbrzeżnie nudnym.

Jeśli widzieliście choć kilka tytułów z bardzo długiej listy seriali podobnych do "Wielkich kłamstewek", nic was tutaj tak naprawdę nie zaskoczy, choć nie raz, nie dwa uniesiecie brew na widok wyjątkowo durnych zachowań bohaterek i obrażających inteligencję widza rozstrzygnięć. Jeśli lubicie produkcje Harlana Cobena, przed wami ich marna imitacja. Jeśli podobają wam się komedie dziejące się na przedmieściach, to cóż, "Kobiety niedoskonałe" to też komedia, tyle że nieświadoma własnej komediowości.
Do tego wszystkiego całość jest niemiłosiernie rozciągnięta, choć wyobrażam sobie, że oglądanie jej po odcinku co tydzień będzie prostszym zadaniem niż przebijanie się przez całość naraz. Inna sprawa, że nie wiem, czy po tygodniu będziecie coś pamiętać z fabuły. Może to i lepiej, bo celem twórczyń raczej nie było to, żebyśmy roztrząsali, jak problematyczne bywa ich dzieło, sprowadzające toksyczne relacje, przemocowe zachowania wobec kobiet i wreszcie samo morderstwo do rangi fajnego twistu. A wisienkę na torcie stanowi budząca zdumienie, idiotyczna ostatnia scena serialu.
Jeśli "Kobiety niedoskonałe" po dzisiejszych trzech odcinkach dadzą radę was wciągnąć w zabawę w niezliczone zwroty akcji, przyjmijcie wyrazy współczucia. Przez wami pełna wybojów jazda, a jej finisz zamiast satysfakcji przynosi pytania nie tylko o to, po co powstają kolejne, coraz słabsze klony tej samej historii, ale też o społeczną szkodliwość tych nieprawdopodobnych głupot, które właśnie wcisnął nam streamingowy algorytm.