"Under Salt Marsh" to brytyjski kryminał z gwiazdą "Yellowstone". Sprawdzamy, czy warto – recenzja
Kamila Czaja
2 kwietnia 2026, 08:31
"Under Salt Marsh" to po prostu tradycyjny brytyjski kryminał. Udręczeni śledczy o znanych twarzach – tu akurat Kelly Reilly i Rafe'a Spalla – cała plejada podejrzanych, piękne walijskie widoczki. Czy to dziś wystarcza na hit?
"Under Salt Marsh" to po prostu tradycyjny brytyjski kryminał. Udręczeni śledczy o znanych twarzach – tu akurat Kelly Reilly i Rafe'a Spalla – cała plejada podejrzanych, piękne walijskie widoczki. Czy to dziś wystarcza na hit?
Zanim przejdę do szczegółów, zacznę od tego, czemu moja opinia o "Under Salt Marsh" może się wydać nadmiernie entuzjastyczna. Nie mamy bowiem do czynienia z jakąkolwiek przełomowością, oferowaną przez sześcioodcinkową miniserię stacji Sky Atlantic (w Polsce z dwumiesięcznym opóźnieniem w SkyShowtime). Wręcz przeciwnie: moje pozytywne odczucia wynikają z tego, że ten brytyjski kryminał daje dokładnie to, czego należało się po nim spodziewać – i robi to porządnie. To mało? Myślę, że dziś to niestety całkiem sporo.
Under Salt Marsh – o czym jest kryminalny miniserial
W erze banalnych, nieodróżnialnych od siebie thrillerów udających prestiżową telewizję, w czasie obecności wielkich gwiazd na małym ekranie, z której to obecności często niewiele dla jakości produkcji wynika, w okresie wielkich obietnic niezapomnianych wrażeń przy każdej premierze, obietnic z reguły niespełnionych, sprawiło mi sporo przyjemności obejrzenie dobrego brytyjskiego kryminału, który jeszcze parę lat temu pewnie potraktowałabym wzruszeniem ramion jako kolejną kopię 1. sezonu "Broadchurch". Dziś zastanawiam się, kiedy ostatnio widziałam naprawdę porządną kopię 1. sezonu "Broadchurch" zapewniającą mi seans jakkolwiek angażujący.

Nie będę się więc absolutnie upierać, że "Under Salt Marsh" Claire Oakley ("Winni") to coś, o czym powinniśmy pamiętać przy komponowaniu zestawień najlepszych seriali roku. Co więcej, mam obawy, że – zwiastowany kolejną falą komediowych powrotów oraz popularnością choćby "The Pitt" – zwrot ku klasycznej telewizji jako odtrutki na nowy masowy "content" na dłuższą metę może okazać się zgubny, nawet jeśli teraz często daje frajdę. Zresztą przy niektórych sitcomach już teraz zjawisko budzi moje wątpliwości. W tym konkretnym przypadku jednak przyjmuję z wdzięcznością coś, co mogłoby się wydawać nisko ustawioną poprzeczką: niegłupią kryminalną fabułę osadzoną w małej społeczności i wzbogaconą imponującymi plenerami.
Under Salt Marsh – nowa rola gwiazdy Yellowstone
Północna Walia, fikcyjna wioska Morfa Halen. Jackie Ellis (Kelly Reilly, "Yellowstone") znajduje ciało swojego ucznia, co natychmiast przypomina wszystkim o śledztwie sprzed trzech lat, gdy zaginęła kilkuletnia siostrzenica Jackie. Wtedy główna bohaterka serialu była jeszcze policjantką, a nauczycielką została, bo tamta sprawa uniemożliwiła jej policyjną pracę. A że śmierć chłopca wyjaśniać ma detektyw Eric Bull (Rafe Spall, "Dym"), dawny zawodowy partner Jackie, próba rozwikłania nowej tajemnicy nieraz zakłócona zostanie tym, jak poprzednia nierozwiązana sprawa wpłynęła na życie obojga, czyniąc z nich, tradycyjnych dla takich kryminałów, znękanych śledczych.

Jackie i Eric, każde na swój sposób, odreagowują bowiem tamte zdarzenia. Przeszłość niszczy ich życie rodzinne i uczuciowe, wpływa na osąd bieżących wydarzeń, czasem prowokuje do niezbyt rozsądnych ruchów, zawodowych i prywatnych. Podczas oglądania "Under Salt Marsh" nieraz ma się ochotę wygarnąć bohaterom, że robią głupio, że zaprzeczają rzeczywistości – ale jest to wpisane w serial, założony jako żmudna droga do wyjścia z impasu i traumy poprzez odkrycie prawdy o nowej zbrodni.
Under Salt Marsh – tradycyjny brytyjski kryminał
Podejrzanych mamy oczywiście mnóstwo, a wszyscy są jakoś prawdopodobni. Serial buduje charakterystyczną dla gatunku atmosferę, w której każdy może okazać się poszukiwanym sprawcą – nawet osoby najbliższe. Wprawdzie sześć odcinków to niewiele, ale udaje się tu zarysować ekosystem, w którym wszyscy się znają i pozornie wszystko o sobie nawzajem wiedzą, ale wystarczy lekko poskrobać powierzchnię, by odkryć masę sekretów skrywanych przez mieszkańców tej położonej na bagnach wioski. Na plus działa zróżnicowanie postaci. Są tu stare farmerskie rody i rodzeństwo prowadzące ważny dla miejscowych pub, ale poznamy też najemnych pracowników z Rumunii czy stosunkowego nowego w Morfie ekologa (Dino Fetscher, "Fundacja"), bezskutecznie przekonującego o nieuchronnym zalaniu wioski.

A że w członków małej społeczności wcielają się świetni aktorzy, z Jonathanem Pryce'em ("The Crown") i Harrym Lawteyem ("Branża") na czele, to naprawdę można się ich indywidualnymi historiami przejąć prawie tak, jak losami głównych bohaterów – albo i bardziej, bo mnie akurat aktorski "uduchowiony" styl Reilly, przypominający ostatnie role Nicole Kidman, nie do końca przekonał (za to zaimponował mi Spall w poważnej, miejscami brutalnej roli – tak innej niż jego postać w "Trying").
Sama kryminalna zagadka okazuje się sensowna, obudowana oczywiście mylnymi tropami, ale prowadzona niespiesznie. Widziałam, że dla wielu widzów to problem, serialowi iluś komentujących zarzuca wolne tempo. Dla mnie to zaleta, przypominająca, że telewizja oparta na tajemnicy nie musi pędzić na złamanie karku od zwrotu akcji do zwrotu akcji, żeby działać. Wystarczy postawić na klimat nieuchwytnego zagrożenia, wzmacniany to dodatkowo perspektywą, że Morfa wkrótce zostanie odcięta od świat sztormem. Lokalizacja serialowej wioski, pozwalając na fenomenalne zdjęcia miejsc otoczonych wodą, piękną i groźną równocześnie, to duży atut produkcji.
Under Salt Marsh – czy warto oglądać serial z Kelly Reilly
Jasne, przyznaję, że że nie wszystkie historie mają tu ten sam ciężar, a część zachowań Jackie i Erica naprawdę irytuje, każąc myśleć, że jedyną rozsądną osobą, która ma odpowiedzialne podejście do policyjnych procedur, jest tam, zepchnięta na drugi plan, nowa partnerka Bulla (Naomi Yang, "Wolfe").

Czasem miałam też poczucie, że o ile większość seriali nadmiernie się dziś rozwleka, o tyle "Under Salt Marsh" przydałby się chociaż odcinek więcej, żeby zaskakujący romans Jackie oraz jej konflikt z rodziną wypadły bardziej przekonująco. Niepotrzebnie za to pojawia się nieznośnie oklepany motyw sennych koszmarów. Oglądając, miałam też z tyłu głowy, bardziej uzasadnione niż narzekania na tempo, zarzuty o to, że wykorzystano wprawdzie piękne walijskie plenery i dorzucono trochę kwestii w lokalnym języku, ale obsadzono serial głównie Anglikami, w niewielkim stopniu dając role aktorom faktycznie walijskim.
Mimo pewnych mankamentów "Under Salt Marsh" zdecydowanie poleciłabym osobom tęskniącym nie tylko za początkami "Broadchurch", ale też za innymi pięknie ulokowanymi i mrocznymi serialami jak "Hinterland" (również walijski), widzom wiernym seriom typu "Shetland" oraz kolejnym produkcjom spod znaku "dwoje śledczych i ponura zbrodnia". Nowa propozycja Sky to, owszem, następny kryminalny serial o tym, że w pewnych okolicznościach każdy jest zdolny do zbrodni, o zmowach milczenia, o niszczących wszystko wątpliwościach wobec bliskich, o odkupieniu, o uporze małej społeczności, ale i o jej poczuciu bycia wspólnotą. Serial przy tym niegłupi, klimatyczny i porządnie zrobiony. Tylko tyle i aż tyle.