W top 10 Netfliksa rządzi nowy serial o katastrofie. Brazylijski "Czarnobyl" już pokonał największe hity
Jacek Werner
23 marca 2026, 13:46
Następny radioaktywny kryzys rządzi w streamingu. Jego tytuł to… "Radioaktywny kryzys" – widzowie porównują go do "Czarnobyla", a popularność przypomina o niedawnym sukcesie "Ołowianych dzieci".
Następny radioaktywny kryzys rządzi w streamingu. Jego tytuł to… "Radioaktywny kryzys" – widzowie porównują go do "Czarnobyla", a popularność przypomina o niedawnym sukcesie "Ołowianych dzieci".
Netflix i katastrofa ekologiczna? Wybuchowe połączenie poskutkowało kolejnym streamingowym hitem. Mimo znikomej promocji brazylijski dramat "Radioaktywny kryzys" podbił top 10 serialu, wygrywając m.in. z "Outlanderem" i "Virgin River" – również w naszym kraju. Czy warto go oglądać?
Netflix – Radioaktywny kryzys w top 10 seriali platformy
W 1987 roku – tylko nieco ponad rok po katastrofie w Czarnobylu – świat stanął w obliczu kolejnej radiologicznej katastrofy. Tym razem doszło do niej w mieście Goiânia w środkowej Brazylii. Na skutek niewłaściwego zabezpieczenia szpitalnej aparatury zawierającej radioaktywny izotop cezu, substancja wydostała się poza placówkę – i przeniknęła do pobliskiej dzielnicy. Skażeniu uległy setki ludzi, cztery zmarły – przebadano dziesiątki tysięcy.
To właśnie temu upiornemu incydentowi przygląda się trendujący na Netfliksie serial "Radioaktywny kryzys", którego twórcą jest Gustavo Lipsztein ("Noc bez końca", "Santo"). Doprawiona fikcją interpretacja zdarzeń z lat 80. koncentruje się na fizykach i lekarzach walczących z katastrofą. Za kamerą stanęli Fernando Coimbra ("Narcos") i Iberê Carvalho.
"Radioaktywny kryzys" jest na dzień dzisiejszy głównym hitem rodzimego Netfliksa – w top 10 seriali platformy wyprzedziła już dodaną niedawno "Miłość i śmierć" czy debiutującego co tydzień "Outlandera". A czy serial rzeczywiście warto oglądać – tylko dlatego, że tak chętnie rzucili się na niego widzowie streamingu?
Nieliczne recenzje tytułu wskazują, że owszem – choć nie oczekujcie, że "Radioaktywny kryzys" wciągnie was tak, jak choćby przywołany wcześniej "Czarnobyl". M.in. Decider zauważa, że serial z przekonaniem kreśli konsekwencje zaniedbań, które w 1987 roku poskutkowały katastrofą, ale nie podpiera rzeczywistych zdarzeń intrygującymi postaciami. Rozmaite wątki – czytamy w tamtejszej recenzji – to co najwyżej szkice ciekawszych historii, które przygrywają tylko głównym zamysłom serii i jej pięciu odcinkom.