Za kulisami "Roostera" jak na planie tego kultowego filmu? Ten element zaczerpnęli od legendy kina
Jacek Werner
30 marca 2026, 14:31
Czarujące produkcje nie zawsze otaczają równie czarujące kulisy powstania – na szczęście nie w przypadku seriali Billa Lawrence'a. Gwiazdor "Roostera" mówi nam, co jest tak cenne w pracy u twórcy "Scrubs".
Czarujące produkcje nie zawsze otaczają równie czarujące kulisy powstania – na szczęście nie w przypadku seriali Billa Lawrence'a. Gwiazdor "Roostera" mówi nam, co jest tak cenne w pracy u twórcy "Scrubs".
Serial "Rooster" to jedna z najprzytulniejszych propozycji w streamingu – a efekt, który komedia wywołuje w widzach, niezbyt różni się od wrażeń u samej obsady. Podczas rozmowy z Serialową aktor John C. McGinley, czyli ekranowy rektor Walt, wyjaśnił, czemu tak dobrze pracuje się na planie twórcy hitu, Billa Lawrence'a.
Rooster – Bill Lawrence nie toleruje toksyków na planie
Przy okazji premiery "Roostera" Serialowa miała okazję pomówić z Johnem C. McGinleyem. Aktor – znany m.in. z roli dr. Coxa w "Scrubs" – zdradził czemu tak ceni współpracę z Lawrence'em. Okazuje się, że twórca serialu nie toleruje na planie żadnych toksycznych zachowań. Etykę panującą przy jego produkcjach sumuje reguła "no asshole policy" ("nie dla dupków"), którą Lawrence "pożyczył" od… reżysera "Absolwenta", "Kto się boi Virginii Woolf?" i "Bliżej".
— Wielki amerykański filmowiec, Mike Nichols, miał taką regułę na swoich planach. "No asshole policy". Bill ubóstwia Mike'a Nicholsa. Zawsze zabiegał, by na jego planach też panowała ta zasada. Wybacz proszę dosadność, ale to właśnie słowa Mike'a Nicholsa. Oznaczają tyle, że należy wnosić na plan życzliwość – traktować ludzi tak, jak samemu chce się być traktowanym.
W efekcie plany zdjęciowe Billa to doskonałe miejsca, by rozkwitać. (…) A Bill to najmniej konfliktowa osoba na planecie – nie udaje twardziela, ale mówi ci prawdę: wszyscy spędzimy w swoim towarzystwie przez wiele, wiele godzin i warto być miłym. Jak na placu zabaw – w domyśle ma być życzliwie.

McGinley dodał, że to właśnie atmosfera sprawia, że raz za razem przyjmuje kolejne projekty Lawrence'a – obok "Scrubs" i najnowszego reboota lekarskiej komedii, dwójka ma we wspólnym dorobku również sitcom "Cougar Town" czy "Między piętrami". Przy "Roosterze" powód natychmiastowego dołączenia do projektu był jednak jeszcze jeden – i był nim… Steve Carell, czyli główna gwiazda serialu.
— Numer jeden w obsadzie to talent pokoleniowy – ktoś tak zwinny, bystry umysłowo i obecny w każdej chwili, że podbija poziom każdego wokół siebie. Tą osobą jest oczywiście Steve Carell. Jeśli masz szczęście znaleźć się w scenie ze Steve'em, staniesz się lepszy w tym, co robisz. To naprawdę niezwykłe móc powiedzieć coś takiego o innym aktorze – nie krył zachwytu McGinley.
Komplementy pod adresem Carella już wcześniej wystosowali współtwórcy serialu (Lawrence odpowiada za serię razem z Mattem Tarsesem). Obaj przyznali, że Greg Russo to miks dobroduszności samego aktora z pewnym bestsellerowym pisarzem.
A wracając do serialowego rektora Walta, wiedzcie, że część ekscentrycznych cech bohatera zainspirował… sam McGinley. Chodzi m.in. o ten przezabawny element "Roostera", który trafił na ekran, bo lata temu aktor zaszedł za skórę showrunnerowi.
W serialu widzimy, jak bohater Carella, Greg Russo, udaje się na spotkanie autorskie zorganizowane na elitarnej uczelni. Wkrótce zostaje wciągnięty w uniwersytecki świat – wszystko przez to, że zaczyna pomagać swojej córce (Charly Clive) po tym, jak jej małżonek (Phil Dunster), jeden z profesorów, zdradza ją z doktorantką. Szybko okazuje się, że nasz bohater ma własne problemy, a relacja z córką jest co najmniej skomplikowana.
Nasze wrażenia z serialu HBO znajdziecie tutaj: Rooster – recenzja serialu.