"Harry Hole" to ekranizacja, na jaką czekali fani kryminałów Jo Nesbø – recenzja serialu Netfliksa
Mateusz Piesowicz
26 marca 2026, 08:01
Netfliksowy "Harry Hole" przenosi na mały ekran postać, której nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi skandynawskich kryminałów. Czy będzie z tego hit na miarę powieści?
Netfliksowy "Harry Hole" przenosi na mały ekran postać, której nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi skandynawskich kryminałów. Czy będzie z tego hit na miarę powieści?
Biorąc pod uwagę ogromną popularność, jaką cieszy się na całym świecie seria kryminalnych powieści o detektywie Harrym Hole'u, aż trudno uwierzyć, że do tej pory doczekała się ona tylko jednej i to nieudanej filmowej adaptacji. Bestsellery autorstwa norweskiego pisarza Jo Nesbø niewątpliwie zasługują na coś lepszego niż "Pierwszy śnieg" z Michaelem Fassbenderem, dlatego z serialową ekranizacją wiązano spore nadzieje. Czy "Harry Hole" im sprostał?
Harry Hole – o czym jest serial na podstawie Jo Nesbø?
Debiutujący dzisiaj na Netfliksie 9-odcinkowy serial jest adaptacją "Pentagramu", czyli piątej z kolei powieści z cyklu. Wybór akurat jej na początek może wydawać się zaskakujący, ale z fabularnego punktu widzenia jest on jak najbardziej zrozumiały. W końcu dzięki temu możemy poznać głównego bohatera w okolicznościach, które historie o moralnie ambiwalentnych detektywach lubią najbardziej, czyli na życiowym zakręcie.

Chociaż będąc uczciwym, w przypadku Harry'ego Hole'a (Tobias Santelmann, "Veronika") zakręt jest raczej niedopowiedzeniem, bo lepiej pasowałoby po prostu dno. Co prawda na początku sezonu tytułowy detektyw z policji w Oslo jest jeszcze w stosunkowo dobrym miejscu, ale od razu wiadomo, że to tylko stan przejściowy. Takim jak on nie trzeba wiele, żeby rozsypać się jak domek z kart, więc ani się obejrzycie, a trauma z przeszłości stanie się najmniejszym z dręczących go problemów.
Te runą na Harry'ego niczym lawina akurat w momencie, gdy zacznie mu się układać zarówno zawodowo, jak i w życiu prywatnym. Wpadając ponownie w alkoholowy nałóg napędzany osobistą tragedią, Hole będzie jednak musiał stawić czoła własnym demonom, gdy na ulicach Oslo pojawi się seryjny morderca ochrzczony mianem "kuriera śmierci". Czy równie szanowany za swoje umiejętności, co znany z trudnego charakteru, stosowania wątpliwych metod i skłonności do topienia smutków w butelce bohater da radę odnaleźć i powstrzymać zabójcę?
Harry Hole to wzorcowy skandynawski kryminał
Nawet jeśli nie znacie książkowej historii, powyższy zarys fabuły może brzmieć znajomo. Nic w tym dziwnego, bo "Harry Hole" to wręcz modelowy przykład przeniesienia skandynawskiego kryminału z kart powieści na ekran. Gwarantuję, że na przestrzeni sezonu nie zostanie pominięty żaden z obowiązkowych gatunkowych tropów charakterystycznych dla nordic noir, co z jednej strony stanowi mocny punkt serialu, ale z drugiej nie pozwala mu w pełni rozwinąć skrzydeł.

Trudno rzecz jasna oczekiwać, że produkcja, za której sterami stanął sam autor oryginału (Nesbø jest scenarzystą i showrunnerem), będzie odchodziła daleko od jego pierwotnych założeń. Przeciwnie, właściwym będzie raczej założenie, że otrzymamy adaptację wierną zarówno literze, jak i duchowi powieści. Tak też się stało i może właśnie dlatego "Harry Hole" mimo posiadania wszelkich atutów po swojej stronie, sprawia wrażenie historii, która nie wykorzystuje w stu procentach swojego aktualnego potencjału.
Harry Hole to nie tylko pogoń za nieuchwytnym mordercą
W teorii wszystko jest tu na właściwym miejscu. Fabuła rozwija się w kilku różnych kierunkach, akcja toczy się w przyzwoitym tempie (choć jak zawsze serial jest za długi), scenariusz unika większych logicznych dziur. Świetnym pomysłem okazało się też wprowadzenie drugiej centralnej postaci w osobie Tom Waalera (Joel Kinnaman, "For All Mankind") i oparcie historii na dynamice między parą bohaterów. Dość powiedzieć, że relacja Hole'a ze stanowiącym jego przeciwieństwo detektywem, którego od dawna podejrzewa o korupcję, jest tu nieraz nawet ciekawsza od pogoni za mordercą.
Nie można zatem zarzucić serialowi, że trzyma się wyłącznie utartych schematów i obiera najprostsze fabularne ścieżki. Problemem jest to, że nawet stawiając na bardziej oryginalne rozwiązania, ostatecznie zawsze wraca do punktu wyjścia i historii funkcjonującej w oparciu o te same gatunkowe motywy i prawidła, co zawsze. Pomysłowe mylenie tropów, wiarygodne zwroty akcji i zaskakujące, ale logiczne konkluzje oczywiście zawsze się obronią, ale czasem aż się prosi o coś nowego.

Jasne, twórca książkowego i serialowego "Harry'ego Hole'a" zna się na takich sztuczkach jak mało kto, a sprawne reżyserskie ręce Anny Zackrisson i Øysteina Karlsena sprawiają, że mimo licznych pułapek, w fabule trudno się pogubić. Mimo tego i satysfakcjonujących rozwiązań wspomnienia z seansu ulatniają się z pamięci chwilę po jego zakończeniu. Szkoda, bo tu naprawdę była okazja i sporo możliwości na zrobienie czegoś więcej, choć to wymagałoby odważniejszego odejścia zarówno od kryminalnych, jak i obyczajowych klisz. Tu natomiast odwaga ogranicza się głównie do pokazywania bardzo drastycznych szczegółów zbrodni i ocierającego się o voyeuryzm zafiksowania na punkcie damskich ofiar.
Harry Hole – czy warto oglądać serial Netfliksa?
Inna sprawa, że tego typu narzekania na brak oryginalności powtarzane są właściwie wobec każdego przedstawiciela kryminalnego gatunku, a ten ani nie traci na popularności, ani nie odczuwa potrzeby ewolucji. "Harry Hole", który jakościowo klasyfikuje się powyżej średniej, jest więc po prostu kolejnym potwierdzeniem panujących wśród widowni trendów i umiejętnego ich wykorzystania przez twórców.
Pech serialu polega na tym, że nawet mimo posiadania niezaprzeczalnych atutów i prawdopodobnego zebrania sporej widowni, jego ewentualny sukces i tak potrwa krótko. Zekranizowany w takiej lub zbliżonej formie wkrótce po wydaniu książki (2003 rok), zostałby pewnie uznany za telewizyjny fenomen. Dziś wydaje się natomiast, że aby nie utonąć w zalewie podobnych tytułów, musi liczyć przede wszystkim na znane nazwisko twórcy i dużą popularność wśród czytelników.

Jest to w jakimś stopniu krzywdzące względem postaci, która w oryginale stanowi niewątpliwy fenomen, a w serialowym wydaniu wychodzi na typowego zmęczonego detektywa z problemami, jak wielu przed przed nim. Pocieszające może być to, że serial chociaż oddaje Harry'emu z kart powieści sprawiedliwość za sprawą castingu, bo Tobias Santelmann świetnie wypada w tytułowej roli, co na pewno ucieszy czytelników. Zresztą trzeba podkreślić, że netfliksowa ekranizacja stworzona jest głównie z myślą o nich – wierna treści, obsadzona zgodnie z kluczem i zawierająca wszystkie istotne cechy literackiego pierwowzoru.
A co z pozostałymi widzami? Ich seans "Harry'ego Hole'a" może zostawić w dużej mierze obojętnym, nawet jeśli jako całość wciągnie, momentami przytrzyma w napięciu, a czasem zmusi do wzięcia głębokiego oddechu. Zaskakujące zakończenie, czy duża nawet jak na tego rodzaju historię brutalność, to tylko migawki, które zostaną przez oglądających odnotowane, ale szybko zapomniane. Być może lepiej zapamiętaliby przekonującą odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat ten bohater uczynił z Jo Nesbø najpoczytniejszego norweskiego autora w historii? Jej serial niestety nie udziela.