Nad "Piekłem kobiet" od HBO Max czuwała oscarowa producentka. Czemu padło akurat na ten projekt?
Karol Urbański
4 kwietnia 2026, 13:01
"Piekło kobiet" w sporej mierze zawdzięcza pokonanie drogi z developmentu na ekran wybitnej producentce filmowej. Mowa tu o Ewie Puszczyńskiej, która od lat pracuje nad oscarowymi produkcjami. Jak wyglądał ten projekt od kulis?
"Piekło kobiet" w sporej mierze zawdzięcza pokonanie drogi z developmentu na ekran wybitnej producentce filmowej. Mowa tu o Ewie Puszczyńskiej, która od lat pracuje nad oscarowymi produkcjami. Jak wyglądał ten projekt od kulis?
W ostatnich latach twórczość Ewy Puszczyńskiej ("Zimna wojna", "Prawdziwy ból") utożsamialiśmy głównie z filmami – nierzadko nagradzanymi na najważniejszych festiwalach czy też amerykańskich Oscarach. Tymczasem najnowszy projekt cenionej producentki to 6-odcinkowy serial kryminalny HBO Max pt. "Piekło kobiet". Czemu zdecydowała się na jego realizację?
Piekło kobiet – Ewa Puszczyńska zdradza kulisy powstania
Serialowa miała okazję spotkać się z Ewą Puszczyńską przed premierą "Piekła kobiet", tuż przed wyjazdem producentki na festiwal filmowy Berlinale, w którym zasiadała w jury. Ceniona na całym świecie filmowczyni przytoczyła nam początki tego intrygującego projektu, od momentu, jak trafił do niej na biurko w formie scenariusza aż do zatrudnienia ewentualnych współpracowników i współpracowniczek.
— Ja zostałam zaproszona do tego projektu na dosyć wczesnym czy też średnio zaawansowanym [etapie] rozwoju. Bardzo się ucieszyłam, że właśnie zaufano mi – osobie, która jest znana, tak jak sam pan powiedział, z filmów. (…) Byłam bardzo zadowolona i ucieszona z tej propozycji, zwłaszcza, że to przyszło na takim wczesnym etapie.
Czyli nie była to tylko produkcja, wykonanie tego, co ktoś wymyślił, ale również miałam szczęście brać udział w tym całym procesie developmentu razem z autorką scenariusza – czy autorkami, bo Ewa Popiołek jest również współautorką – i reżyserką Anią Maliszewską, którą zresztą ja zaproponowałam, bo miałyśmy razem robić film. I wobec tego tak się złożyło, że może wobec tego, skoro mamy robić jakiś film, to spróbujmy razem zrobić serial. Taka była tego historia.
Wymieniając nazwiska scenarzystek i reżyserki nie sposób nie wspomnieć o pozostałych twórczyniach zatrudnionych przy produkcji serialu. W naszej rozmowie padły nazwiska scenografki Jagny Janickiej i Małgorzaty Fudali odpowiadającej za kostiumy, ale kobiet zajmujących kluczowe stanowiska przy projekcie było znacznie więcej.
— To było dla mnie bardzo ważne. Ja bardzo często pracuję z kobietami. Mój zespół składa się właściwie z samych kobiet. Producentką liniową [Małgorzata Bereźnicka] czy też kierowniczką produkcji [Katarzyna Frątczak] były również kobiety. Więc rzeczywiście ten trzon produkcyjny – ale również trzon twórczy – to były kobiety. I to jest fantastyczne, bo myślę, że kobiety bardzo dobrze rozumiały historię, bardzo dobrze wiedziały, co chcemy powiedzieć i jak nam pomóc w stworzeniu tej historii poprzez właśnie scenografię, kostiumy i żeby efekt ekranowy był taki, jaki jest – podsumowała Puszczyńska.

Jeśli interesują was kulisy produkcji, koniecznie sprawdźcie, jak radziły sobie gwiazdy "Piekła kobiet" z mocnymi scenami – w projekcie nie brakuje bowiem fragmentów dla widzów o tzw. "mocnych nerwach" wymagających od aktorek rodzaju pracy, który dla wielu może być bardzo niekomfortowy. W międzyczasie rzućcie też okiem, co przyniosło gwiazdom "wielką frajdę", a także co powiedzieli nam aktorzy o tym, dlaczego "Piekło kobiet" to piekielnie aktualny serial.
Na całość produkcji złoży się sześć odcinków, które wychodzą po jednym co tydzień. My widzieliśmy już większość z nich, a jeśli chcecie poznać naszą opinię, zerknijcie tutaj: "Piekło kobiet" – recenzja serialu