"The Tunnel" (1x01): Deja vu w dobrym wydaniu

"The Tunnel" (Fot. Sky Atlantic)

"The Tunnel" (Fot. Sky Atlantic)

Mamoń miał rację - lubimy melodie, które już znamy. "The Tunnel" podoba mi się bardziej niż amerykańska wersja "Mostu nad Sundem", choć... no właśnie, nie ma tu dla mnie zagadki. Spoilery.

"The Tunnel" to już drugi serial oparty na skandynawskim "Bron/Broen". Niedawno skończył się w USA 1. sezon "The Bridge" i nie powiem, abym jakoś niecierpliwie czekał na 2. sezon, choć oglądałem ten serial z przyjemnością. Przyjemnością było też oglądanie "The Tunnel".

Od pierwszego momentu widać, że mamy do czynienia z europejską produkcją. "The Tunnel" to angielsko-francuska koprodukcja i bardzo dobrze to widać. Twórcy postanowili też nie żałować sobie różnych wzajemnych żartów i uszczypliwości. Zaczynamy od aluzji do Joanny d'Arc, a potem wzajemne złośliwości pod adresem narodowych przywar pojawiają się co chwilę - jeżeli nie w dialogach, to w różnych scenkach na drugim planie. To zdecydowanie duży plus, szczególnie że nie ma tu miejsca na kompensację kompleksów czy poczucia winy, jak to miało miejsce w "The Bridge".

Początkowo zaskoczyła mnie jedna decyzja co do obsady, ale znana z "Harry'ego Pottera" Clémence Poésy (grała tam Fleur Delacour) radzi sobie zaskakująco dobrze i, jeżeli mam być szczery, to wydaje mi się być lepsza od Diane Kruger. Jest bardziej przekonująca, nie szarżuje i... dobrze wygląda w luźnych swetrach.

Za to Stephen Dillane podoba mi się znacznie mniej od Demiána Bichira. Co nie oznacza, że nie gra dobrze, bo w tym wypadku wydaje mi się, że jest to kwestia gustu bardziej niż słabszego czy lepszego aktorstwa. No i ma kilka naprawdę fajnych momentów w odcinku, więc aktorsko "The Tunnel" na pewno jest niezły, choć małe zagrożenie widzę w postaci dupkowatego dziennikarza...

Tak jak w "The Bridge" dobrze pokazano pogranicze i Ciudad Juarez, tak w "The Tunnel" dostajemy pozbawioną lukru wizję zjednoczonej Europy. Prostytucja, narkotyki i przestępczość są w Unii na porządku dziennym, a w żadnym z państw nikt nie przejmuje się zaginioną prostytutką czy prawami emigrantów, jeżeli tylko można się tym nie przejmować. Miejmy nadzieję, że właśnie w tym kierunku, przede wszystkim pójdą działania mordercy, a nie obrócą się, jak w przypadku "The Bridge", w osobistą zemstę z dodatkiem delikatnie napomkniętej krytyki społecznej.

Szczególnie że w wyjątkowo dobry sposób twórcy "The Tunnel" pokazują nastroje Europejczyków tak z dołów, jak i z wyżyn społecznych. Krótka rozmowa bogacza z hotelowym kelnerem na temat demonstracji w Madrycie dobrze obrazuje to, co siedzi w głowach europejskich Oburzonych i bojących się ich bogaczy. Może to jeszcze nie nastrój przedrewolucyjny, ale na pewno zagrożenie rewolucją istnieje. To czuć i widać, cokolwiek nie wciskałyby nam media. W "The Tunnel" udało się to uchwycić.

Brytyjczycy i Francuzi zafundowali nam więc pełnokrwiste danie, w którym akcja specjalnie się nie spieszy (znacznie słabiej akcentowane są poboczne wątki, które u Amerykanów w większym stopniu wypełniały czas już od pierwszego odcinka) i wszystko zmierza w precyzyjnie określonym celu. Mam nadzieję, że będą tam dążyć krok po kroku i nie pozwolą sobie na dystrakcje, jakimi Amerykanie popsuli swoją wersję.

A fanom skandynawskiego oryginału proponuję zabawić się w wyszukiwanie różnic. Krytyk "Guardiana" znalazł aż jedną...