"Życiowe błędy" wpuszczają zwykłą rodzinę do świata zbrodni – recenzja nowego serialu Netfliksa
Kamila Czaja
11 kwietnia 2026, 16:01
Dan Levy i Rachel Sennott za sterami teoretycznie powinni stanowić gwarancję, że "Życiowe błędy", komedia o rodzeństwie wciągniętym do przestępczego świata, wybiją się ponad serialową przeciętność. A jak poszło?
Dan Levy i Rachel Sennott za sterami teoretycznie powinni stanowić gwarancję, że "Życiowe błędy", komedia o rodzeństwie wciągniętym do przestępczego świata, wybiją się ponad serialową przeciętność. A jak poszło?
Trudno o cytat bardziej opatrzony niż zdanie Tołstoja: "Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób". Myślałam jednak właśnie o tej diagnozie z "Anny Kareniny", oglądając netfliksowe "Życiowe błędy" ("Big Mistakes"). I nie, nie dlatego, że mamy do czynienia z podobnym arcydziełem. Nawet nie dlatego, że ośmioodcinkowa kryminalna komedia też jest o rodzinie, mającej swoje spore problemy. Cytat nasuwał mi się w kontekście pisania o serialach i perspektywie odmiennej przy oglądaniu ich bez konieczności zebrania wrażeń w formie recenzji.
Życiowe błędy – o czym jest serial Levy'ego i Sennott
Otóż widzowska wersja brzmiałaby pewnie tautologicznie: najgorsze są seriale najgorsze. Jednak perspektywa recenzencka coraz częściej jawi mi się inaczej. O najgorszych serialach można coś indywidualnego napisać, a na dodatek taki tekst pełni rolę przestrzegającą. Jasne, najlepiej pisać o najlepszych, zwłaszcza niszowych – a nuż ktoś dzięki temu po tytuł sięgnie. Poza tym naprawdę dobre, wyjątkowe rzeczy prowokują do niestandardowych, adekwatnych właśnie dla danej produkcji pochwał. Ale te najsłabsze też do czegoś przynajmniej prowokują.
Najgorsze recenzencko, przynajmniej dla mnie, są seriale średnie, nijakie. Bo wszystkie dobre i wszystkie złe seriale są dobre/złe na swój sposób, a wszystkie średnie, mimo różnic gatunku, obsady, budżetu, wszelkich technik, okazują się do siebie podobne, gdy trzeba przyjrzeć im się bliżej w całej ich średniości.

Nie chodzi tylko o to, że "Życiowe błędy" przywodzą na myśl lepsze produkcje o zwykłych ludziach wmieszanych w świat zbrodni, chociaż jasna sprawa, że ileś takich widzieliśmy. Każdy znajdzie inne przykłady – dla mnie komedia Dana Levy'ego (skandalicznie niedostępne w Polsce "Schitt's Creek") i Rachel Sennott ("Kocham LA") ma sobie sporo ze stylu nie tylko ich obojga, ale też Liz Feldman. O ile jednak przy "Już nie żyjesz" czy "Za fasadą" pod absurdem przestępczych działań znajdowałam przejmujące międzyludzkie relacje, tak w "Życiowych błędach" nie widzę takiego ocalającego pokręconą kryminalną całość elementu, przez co, niestety, jak zaczęłam, tak skończyłam oglądać niezaangażowana w losy postaci. A bez zaangażowania widza mamy, no właśnie, średniactwo.
Nicky (Levy) to pastor, ukrywający przed światem swojego chłopaka (Jacob Gutierrez, "Drogi Edwardzie"). Morgan (Taylor Ortega z amerykańskich "Duchów"), siostra Nicky'ego, po nieudanej próbie zrobienia kariery wróciła do New Jersey i licealnego związku z Maksem (Jack Innanen, "Dorośli"), ale w znudzeniu takim życiem stosuje sporo autosabotażu. Ich matka, Linda (Laurie Metcalf, "Roseanne"), po śmierci swojej wymagającej matki, zamierza odzyskać kontrolę nad własnym losem i prowadzi burmistrzowską kampanię wyborczą, w której pomaga jej młodsza córka, Natalie (Abby Quinn, "Szaleję za tobą").
Życiowe błędy – rodzina w cieniu kryminalnej komedii
Przez większość czasu, poza stosunkowo rzadkimi rodzinnymi scenami, to właściwie dwa seriale. W jednym Nicky i Morgan wplątują się w przestępczą działalność Yusufa (Boran Kuzum, dotąd grający w produkcjach tureckich) oraz jego niebezpiecznych zleceniodawców. Tu oczywiście z każdym odcinkiem oglądamy coraz bardziej szalone gangsterskie akcje, a komizm wynika – czy raczej: miał wynikać – z wrzucenia pastora i nauczycielki w świat zbrodni.

Humor rzecz subiektywna, ale mnie ich przygody bawiły zdecydowanie mniej, niż miały bawić. A chociaż twórcy wpisali w to w założeniu angażującą warstwę odnowienia relacji między rodzeństwem, to napisali tę warstwę tak, że nie widziałam w niej niczego wykraczającego poza przeciętną rodziną historię na dowolnym kanale. Po odjęciu pełnej "atrakcji" powierzchni, z rozkopywaniem grobów, porwaniami, kupowaniem bydła, spotykaniem szefów brazylijskiego kartelu, pod spodem znajdziemy niewiele.
"Drugi" serial jest niestety bardzo krótki w porównaniu do głównej fabularnej osi. Od czasu do czasu towarzyszymy bowiem Lindzie w jej kampanii przeciwko seksistowskiemu Tomowi (Darren Goldstein, "Franczyza"). I chociaż takich satyr politycznych mieliśmy też już wiele, to Metcalf sprawia, że wątek sfrustrowanej kobiety walczącej o trochę sprawczości nieźle działa. I taki serial obejrzałabym na pewno chętniej.

Ta dwa światy spotykają się jednak za rzadko, a wszystko zdominowane zostaje przez różne mafijne, celowo nierealistyczne, służące rozrywce elementy. Problem w tym, że rozrywkowość tej rozrywki nieszczególnie na mnie działa, czekałam więc na nieliczne sceny Metcalf. A gdy ostatecznie trochę się to jednak splotło, to było za późno, żebym jakkolwiek się przejęła obliczonym na zaskoczenia finałem. Przeciwnie: najlepszym momentem serialu wydaje mi się odcinek 5., gdzie wszystkie elementy na chwilę "kliknęły" – było i zabawniej, i głębiej. Ale to właściwie chwila w skali całości.
Życiowe błędy – czy warto oglądać komedię Netfliksa
"Życiowe błędy" próbują nas przekonać, że cała ta awantura doprowadziła do pojednania rodzeństwa i dała impuls do podjęcia odwlekanych decyzji w życiu uczuciowym – przez błędy do odkryć etc. Jednak w praktyce wykorzystane metody wydają się nadmiarowe i w gruncie rzeczy nudne. Dużo tu krzyków i przerysowania, pozornie sporo się dzieje – a łapałam się na myśli, jakby była to wciąż ta sama scena. Nawet początkowo oryginalne użycie rave'owej muzyki już po iluś takich trikach powszechnieje. Kluczowy dla powodzenia pomysłu rozwój postaci wydaje się za płytki. Może działałby w rodzinnym sitcomie, takim, w którym powoli przywiązujemy się do postaci. Tu na stworzenie przywiązania nie ma przestrzeni.

Wiem, że trochę narzekałam na powrót "Hożych doktorów" jak z innej epoki. Mając wyłącznie taki wybór, wolę już jednak sprawdzone, nawet anachroniczne pomysły niż nijakie, taśmowe nowe. Wolę też niedoskonałe połączenie nowego ze starym, jak w powrocie "Zwariowanego świata Malcolma". Jeżeli więc powstanie 2. sezon serialu Levy'ego i Sennott, co finał wyraźnie sugeruje, to ja się nie skuszę.
Zwłaszcza że komediowy wybór jest przecież szerszy niż powyżej. Można narzekać, że mamy na ekranach dużo średniactwa. Bo mamy. Ale wciąż jesteśmy w momencie, kiedy możemy w poniedziałek zobaczyć nowy odcinek zmieniającego się cudownie z każdym sezonem "Wielkiego powrotu", a w piątek nowy odcinek wspaniałego "Hacks". Po co marnować więc czas na "Życiowe błędy"?