"Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma" to powrót, który robi wiele, by nas zaskoczyć – recenzja
Marta Wawrzyn
11 kwietnia 2026, 15:01
Wszyscy wracają po latach, wraca więc i "(Jeszcze bardziej) zwariowany świat Malcolma", sitcom, który 25 lat temu przełamał kilka reguł, w tym też czwartą ścianę. Czy dziś wciąż jest tak samo rewolucyjny i niegrzeczny? Sprawdźmy.
Wszyscy wracają po latach, wraca więc i "(Jeszcze bardziej) zwariowany świat Malcolma", sitcom, który 25 lat temu przełamał kilka reguł, w tym też czwartą ścianę. Czy dziś wciąż jest tak samo rewolucyjny i niegrzeczny? Sprawdźmy.
"Ziemia ma 196 milionów mil kwadratowych. Nawet gdybym przemierzał 100 mil w ciągu każdej godziny przez resztę mojego życia, nadal bym zobaczył tylko połowę" – usłyszałam 25 lat z ust chłopca mniej więcej w moim wieku, który chwilę później okazał się genialny i niegrzeczny jednocześnie. I nie mogłam przestać oglądać. "Zwariowany świat Malcolma" na tle ówczesnych sitcomów wyróżniał się nieprawdopodobną energią, bezkompromisowym portretem klasy pracującej i anarchistycznym vibe'em podkręcanym przez czołówkę z "Boss of Me" w roli głównej. Ile z tego zostało dzisiaj?
(Jeszcze bardziej) zwariowany świat Malcolma powraca
Platforma Hulu (u nas Disney+) postanowiła to sprawdzić i po 20 latach od finału kultowego sitcomu wypuściła składający się z czterech odcinków sequel pt. "Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma". Sequel o tyle imponujący, że wróciły wszystkie dawne gwiazdy – poza zmarłą przed kilkoma laty Cloris Leachman, odtwórczynią roli babci dzieciaków, jedynym wyjątkiem jest serialowy Dewey, czyli Erik Per Sullivan, któremu ponoć "oferowano wiadra pieniędzy", a on i tak uznał, że nie chce przerywać kariery akademickiej. Wszyscy inni, w tym Bryan Cranston, który dziś raczej nie kojarzy się nikomu z ciapowatym tatą, się stawili. Stawił się także twórca, Linwood Boomer.

Biorąc pod uwagę, jak bardzo wypakowano "Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma" pamiętnymi atrakcjami ze starych serii, całość sprawia wrażenie klasycznego filmowego reunionu – tyle że tu mamy dwie godziny pocięte na cztery odcinki, co w sumie nie robi żadnej różnicy, bo fani i tak obejrzą je za jednym zamachem. Wiele scen, pomysłów i powrotów do tego, co było, to klasyczny fanserwis. Linwood Boomer w telegraficznym skrócie przypomina nam to, co w jego serialu było najlepsze, dodając tu i ówdzie współczesny twist. I trudno się o to gniewać.
"Zwariowany świat Malcolma", który dwie dekady temu jako jeden z niewielu sitcomów nie atakował widza śmiechem z puszki, przełamywał czwartą ścianę, był sarkastyczny, chętnie sięgał po elementy czarnej komedii i miał w sobie masę energetycznego gniewu, nie zestarzał się źle. To, co wtedy działało, w większości nadal działa. Problematyczne bywają raczej nowe elementy, jak również to, w jakim kierunku poprowadzono wątek samego Malcoma (Frankie Muniz), któremu kazano przenieść się na drugi koniec kraju i… na dwie dekady zerwać więzi z rodziną. I to w dość ekstremalny sposób, bo Hal (Cranston) i Lois (Jane Kaczmarek) nie mają nawet pojęcia, że ich syn zdążył dorobić się nastoletniej córki, Leah (Keeley Karsten, "Fabelmanowie").
Zwariowany świat Malcolma w nowej i starej wersji
Ten drastyczny twist dziwi, biorąc pod uwagę, że przecież w tym rodzinnym chaosie, który oglądaliśmy przez siedem sezonów, było wiele miłości – tak, czasem toksycznej, źle wyrażanej i dla Malcolma problematycznej, ale jednak. Nawet gdyby założyć, że Lois była nie do zniesienia, to jak można zerwać kontakt z takim ojcem jak Hal? I co właściwie zrobiło Malcolmowi najmłodsze rodzeństwo – Jamie (Anthony Timpano) i Kelly (Vaughan Murrae)? Unikanie rodziny przez 20 lat wydaje się przesadą, nawet jeśli fabularnie zostaje to sensownie wyjaśnione i koniec końców da się zrozumieć punkt widzenia bohatera. W dziwny sposób twist, który trudno zaakceptować, pasuje też do "Zwariowanego świata Malcolma" jako serialu lubiącego łamać reguły. No ale jest to dość nuklearna opcja, a cała seria skupia się na tym, żeby rodzina znów się spotkała.

I tu dochodzimy do drugiego problemu nowej serii. Oryginał wypadał najlepiej, kiedy obłędna rodzina była razem na ekranie. Kiedy chłopcy – Malcolm, Dewey, Reese (Justin Berfield) i najlepiej jeszcze Francis (Christopher Masterson) – darli ze sobą koty, Lois wychodziła z siebie, a Hal stawał na uszach, żeby załagodzić sytuację. Teraz na wspólne sceny musimy czekać do finału, a do tego jeszcze Dewey (rolę przejął Caleb Ellsworth-Clark, "Wynonna Earp") występuje wyłącznie na Zoomie. To rozproszenie nie służy rytmowi serialu, mającemu problem z odzyskaniem dawnej energii i odwlekającemu reunion, jakbyśmy na to, czego kiedyś mieliśmy pod dostatkiem, teraz musieli zasłużyć.
Nowa seria, rozbita przez większość czasu na dawnych znajomych i nowe, lepsze życie Malcolma, wypada nierówno, upychając w dwóch godzinach dwudziestoletnie traumy, emocjonalne spotkania po latach i do tego jeszcze masę nowych postaci, wśród których wyróżnia się także Kiana Madeira ("Ulica Strachu") jako Tristan, dziewczyna Malcolma. To nie jest tak, że nowe oznacza nieciekawe, ale nie do końca po to tutaj przyszliśmy. Patrząc na Leah, przemawiającą do kamery tak jak jej tata, można by wręcz zapytać, czy Boomer nie testuje na nas reboota, którego bohaterką będzie właśnie córka Malcolma i w którym ważną rolę będzie grał też Muniz, a reszta rodzinki będzie mogła powracać co jakiś czas. Szkoda, że dostaliśmy za mało, aby być w stanie ocenić, czy taki plan rzeczywiście może wypalić. I czy w ogóle chcemy to oglądać.
Zwariowany świat Malcolma – czy warto oglądać sequel?
Ja nie umiem powiedzieć, czy tego chcę – niby Leah ma w sobie tę iskrę, błyskotliwość i dziwność co jej tata (swoją drogą, to imponujące, jak łatwo Muniz znów wszedł w skórę Malcolma), ale czy powtórka z rozrywki rzeczywiście mnie interesuje? Być może, jeśli Boomer byłby gotów nie tyle odgrzewać dawne kotlety, co iść do przodu, traktując dawny format pretekstowo. Najlepszy moim zdaniem odcinek nowej serii – trzeci – gdzie oglądamy Hala na prochach i Bryana Cranstona siłującego się z samym sobą niczym w "Fight Clubie", pokazuje, że "Zwariowany świat Malcolma" wciąż potrafi być niekonwencjonalny. Tylko czy interesowałoby mnie to aż tak bardzo, gdybym oglądała tutaj kogoś innego niż Cranston, który w międzyczasie został Walterem White'em?

Twórca "Zwariowanego świata Malcolma" i platforma Hulu stoją więc przed wieloma potencjalnymi dylematami. Z jednej strony powrót hitowego sitcomu nie wypada źle, nie sprawiając tak archaicznego wrażenia jak choćby nowe "Scrubs". Wiele elementów działa i być może jedną z nich mogłaby być nowa rodzinna dynamika, z Malcolmem, Leah i Tristan. A może większy sens miałoby zrobienie 2. sezonu tego, co właśnie obejrzeliśmy – może nawet w dłuższej formie. Widzieliśmy za mało, aby to stwierdzić.
Koniec końców był to jednak seans raczej udany niż nieudany. Nostalgiczny powrót do domu, gdzie pewne rzeczy pozostały takimi, jakimi je pamiętamy, podczas gdy na innych frontach doszło do rewolucji. Czy rewolucja będzie miała ciąg dalszy, to się dopiero okaże, a na razie cieszmy się choćby tym, że mogliśmy zobaczyć absurdalny masterclass z Bryanem Cranstonem. Jak widać, takie rzeczy nie tylko u Setha Rogena.