Gwiazda "Yellowstone" od razu znienawidziła decyzję o uśmierceniu tej postaci. Czemu zmieniła zdanie?
Jacek Werner
28 kwietnia 2026, 13:31
Fanów "Yellowstone" zaskoczyła decyzja twórców spin-offu o uśmierceniu tej ważnej postaci z oryginalnego serialu. Początkowo zdumiony był nią i sam gwiazdor – ale mimo niechęci musiał przyznać, że ma ona sens. Oto czemu.
Fanów "Yellowstone" zaskoczyła decyzja twórców spin-offu o uśmierceniu tej ważnej postaci z oryginalnego serialu. Początkowo zdumiony był nią i sam gwiazdor – ale mimo niechęci musiał przyznać, że ma ona sens. Oto czemu.
Po kilku odcinkach "Marshals" bynajmniej nie cieszy się najlepszymi opiniami, ale wielu fanom "Yellowstone" spin-off zaszedł za skórę już na samym początku. Okazuje się, że nawet sam Luke Grimes, ekranowy Kayce, nie był zadowolony z pomysłu, by uśmiercić Monikę (Kelsey Asbille). Sprawdźcie, jak początkowo zareagował.
Marshals – Luke Grimes nie chciał śmierci Moniki
Surowe uśmiercenie bohaterki "Yellowstone" przeszło echem po całym fandomie "Yellowstone" – zwłaszcza, gdy w sieci pojawiły się niepokojące doniesienia o tym, czemu naprawdę do tego doszło. Okazuje się, że równie niezadowolony był początkowo sam Luke Grimes. Aktor natychmiast znienawidził perspektywę powrotu do świata Duttonów bez wątku miłosnego między jego postacią i Moniką.
— Moją pierwszą reakcją było: "Nienawidzę tego pomysłu". Zupełnie to do mnie nie trafiło. Nie mogło być Kayce'a bez Moniki. To był cały sens ich historii – taka miłość w stylu Romea i Julii. Byli dwiema połówkami tworzącymi całość, więc na początku w ogóle nie mogłem tego ogarnąć. A poza tym, prywatnie, Kelsey i ja jesteśmy bardzo blisko. Jest moją dobrą przyjaciółką i była przy mnie przez całe moje doświadczenie na planie "Yellowstone". Nie potrafiłem sobie wyobrazić pracy bez niej i bycia na planie bez niej – czytamy na Radio Times.

Mimo niechęci, Grimes ostatecznie oswoił się z decyzją twórców "Marshals". W wywiadzie przyznał, że narracja spin-offu wymagała wstrząsu w życiu Kayce'a.
— Powoli zacząłem zdawać sobie sprawę, że oni mają już wszystko, czego kiedykolwiek chcieli. Jeśli mieliby być razem i mieć Tate'a, ranczo oraz całe to wymarzone życie, to nie byłoby już żadnej historii do opowiedzenia. W takim przypadku powinniśmy po prostu zostawić ich w spokoju i pozwolić im być szczęśliwymi. Tak więc istniało tylko kilka opcji, żeby odebrać im możliwość tego wymarzonego życia, i to był jedyny sposób, by opowiedzieć nową historię.
Zdałem sobie sprawę, że to jest motywacja dla wszystkiego, co następuje później. To dosłownie sedno tego serialu. Jak człowiek może się podnieść i otrząsnąć po stracie najważniejszej osoby w swoim życiu oraz odnaleźć nowy sens? O tym właśnie jest cały serial.
Pytanie tylko, czy historia Kayce'a rzeczywiście zasługiwała na następny rozdział – sądząc po nienajlepszych opiniach o "Marshals", decyzja o odwróceniu zakończenia "Yellowstone" mogła nie być najtrafniejszą. W komentarzach w sieci widzowie słusznie zauważają, że uśmiercając bohaterkę, twórcy "unieważnili" finał głównego serialu, w którym Kayce nareszcie otrzymał szansę na oddalenie się od skomplikowanego dziedzictwa Duttonów i skoncentrowanie się na swej "nowej" rodzinie.
Przypomnijmy, że debiutancka odsłona "Marshals" ukazuje się co tydzień w SkyShowtime. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o kulisach spin-offu "Yellowstone" i losach jego gwiazdora, koniecznie sprawdźcie, jak trudnym doświadczeniem okazała się dla Grimesa wyprowadzka do Montany – okazuje się, że lokalsom nie przypadł do gustu pomysł aktora.
A kiedy kolejne odcinki "Marshals"? Rzućcie okiem na rozpiskę. Jeśli natomiast chcecie poznać naszą opinię o spin-offie, zerknijcie tutaj: "Marshals: historia z Yellowstone" – recenzja serialu.