Gwiazdy "Gry o tron" wcale nie zarabiały grubych milionów? "Wyobrażasz sobie?" – mówi Emilia Clarke
Karol Urbański
1 czerwca 2026, 12:16
Udział w prestiżowym serialu gwarantuje nie tylko zawodową stabilizację, ale i stały dochód. Angaż w projekcie tak ważnym jak "Gra o tron" daje aktorom jeszcze więcej, ale wygląda na to, że informacje o zarobkach były wyolbrzymione.
Udział w prestiżowym serialu gwarantuje nie tylko zawodową stabilizację, ale i stały dochód. Angaż w projekcie tak ważnym jak "Gra o tron" daje aktorom jeszcze więcej, ale wygląda na to, że informacje o zarobkach były wyolbrzymione.
Czy główna rola w serialu pokroju "Gry o tron" umożliwia kupno kilku porszaków? Wygląda na to, że niekoniecznie – a przynajmniej tak twierdzi Emilia Clarke, ekranowa Daenerys Targaryen, która dementuje plotki o wysokim wynagrodzeniu.
Gra o tron – Emilia Clarke i plotki o wynagrodzeniu
Wypłaty aktorów w prestiżowych serialach amerykańskich rosną wraz z liczbą sezonów. Tak było w przypadku wielu gwiazd "Gry o tron", które – tak jak Clarke – przed emisją hitu HBO były zupełnie nieznane szerszej publiczności. Mówi się, że w pierwszych sezonach zarabiali oni niecałe 50 tys. dolarów za odcinek, ale w kolejnych odsłonach wypłata miała urosnąć do 300 tys. Zdaniem aktorki te informacje są przesadzone.
— Nie zarabialiśmy aż tyle. Wyobrażasz sobie? Jeździłbym wtedy kilkoma Porsche! – stwierdziła Clarke w rozmowie z Variety.

7. sezon "Gry o tron" miał rzekomo poskutkować wypłatami rzędu 500 tys. dolarów za odcinek dla najważniejszych gwiazd, tymczasem finałowa odsłona to już podobno kwoty przekraczające milionowe kwoty za godzinny występ w telewizji – w przypadku ekranowego Jamiego Lannistera (Nikolaj Coster-Waldau) wypłata ok. 1,1-1,2 mln za odcinek została nawet potwierdzona – dane wyszły na jaw w 2018 roku z oficjalnych dokumentów sądowych, gdy aktor toczył spór prawny ze swoją byłą menedżerką.
Choć Clarke powiedziała, że informacje o takich kwotach są przesadzone, przyznała, że angaż w "Grze o tron" zdecydowanie pomógł finansowo nie tylko jej, ale i najbliższej rodzinie. Aktorka zdradziła, że pieniądze zarobione dzięki ogromnie popularnemu serialowi HBO bez problemu pozwoliły jej spłacić kredyt hipoteczny rodziców.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o kulisach Clarke wokół pracy nad "Grą o tron", to mogą zainteresować was koszmarne doniesienia z planu podczas scen seksu. Aktorka wcześniej nieraz głośno mówiła o kłótniach z showrunnerami, którzy mieli naciskać ją do scen rozbieranych. Z czasem informacje te potwierdził jej ekranowy partner, czyli Jason Momoa.