Pazurkiem po ekranie #6: Podróże w czasie

"Boardwalk Empire" (fot. HBO)

"Boardwalk Empire" (fot. HBO)

"Downton Abbey" z przytupem zakończyło świetny sezon, do Lockhart Gardner zawitał syn Nancy Botwin, a w "HIMYM" pojawił się Walter White we własnej osobie. Tymczasem na krakowskim Kazimierzu zaginęła TARDIS... widzieliście może? Uwaga na spoilery dotyczące "HIMYM", "Downton Abbey", "The Good Wife", "Boardwalk Empire" i "Masters of Sex".

Podróże kształcą, każdy to wie. Takie w przestrzeni i w czasie, i po krakowskich knajpach też. Szlajając się w ostatnią sobotę z Bartkiem po Kazimierzu w poszukiwaniu nieodkrytych wcześniej miejsc, taniego alkoholu, genialnych pomysłów we własnych głowach i wszystkiego tego, czego nie ma przed ekranem, zawitaliśmy do przybytku, który trochę nami wstrząsnął, a trochę nas zmieszał.

Lokal zwie się Komisariat i położony jest przy Placu Nowym, na tej ścianie co Kolory, w miejscu, gdzie knajpy pojawiają się i znikają. Wchodzimy, a tam oranżada za 3 złote i chleb ze smalcem, i wódki dużo, i wino grzane, które chyba nie było nawet przyzwoite, nie pamiętam. Tam boazerie, i paprotki, i srebrzysta kula, taka, jak na dyskotekach w podstawówce, i stare banknoty wiszące smętnie nad barem, i galeria pań roznegliżowanych, które zrazu niełatwo dostrzec. I "Dziennik Telewizyjny" na starych telewizorach też był. Słowem - wszystko, i to dużo tego wszystkiego.

Wyciągam telefon, bo mój Instagram jeszcze czegoś takiego nie widział, przymierzam się, żeby pstryknąć słitfocię, to jakiś wielki facet z zaróżowioną twarzą grozi mi paluchem i wrzeszczy: "Eeeej, żadnych zdjęęęęć!". "Noooo photos!" - powtarza, na wypadek gdyby język Mikołaja Reja był mi obcy. Jako że ciemności panują straszliwe, zdjęcie i tak nie wychodzi, ale nic to - cośmy widzieli, to nasze. Nie zawsze człowiek wychodzi z domu w ciemność i trafia mu się podróż w czasie. Szkoda tylko, że TARDIS nam odfrunęła. Ech, pijani ludzie...

Tymczasem w tej drugiej rzeczywistości...

...obejrzałam w kilka dni większość sezonu "Boardwalk Empire". Sama nie wiem, skąd wzięło się to opóźnienie, chyba stąd, że to po prostu jeden z tych seriali, które lepiej ogląda się jednym ciągiem, bo kiedy człowiek czeka tydzień na odcinek, zdąży połowę wydarzeń z poprzedniego zapomnieć. Muszę przyznać, że niesamowicie mi się podoba ten sezon. To prawda, że jeszcze nie było odcinka wybitnego, ale dr Narcisse, jego przybrana córka i klub Onyx to fantastyczni bohaterowie, zdecydowanie lepsi, niż ta parodia włoskiego mafioza z poprzedniego sezonu.

Uwielbiam, kiedy Narcisse przemawia, jeszcze bardziej uwielbiam, kiedy Daughter Maitland śpiewa. W zasadzie wszystko mi w tym sezonie pasuje: agent Knox, więcej Chalky'ego, wspólny wątek Margaret i Rothsteina, przypadki George'a Muellera. Terence'owi Winterowi wreszcie udało się znaleźć idealny balans pomiędzy gangsterką a wątkami obyczajowymi, wreszcie też udało się sprawić, że z niecierpliwością czekam na nowy odcinek. Szkoda tylko, że koniec już blisko, bo takie "Boardwalk Empire" mogłabym oglądać i oglądać.

Lata 20. w Downton...

...są zupełnie inne niż w Atlantic City, ale w tym sezonie przynajmniej tak samo wspaniałe. Choć właściwie nic wielkiego się nie wydarzyło, nie było strasznych dramatów ani przetasowań, ten sezon "Downton Abbey" jako całość wypadł chyba najlepiej ze wszystkich. Finał był miły, lekki i przyjemny, ale Julian Fellowes nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił na koniec nutki dramatyzmu. To jak Wam się wydaje: pan Bates TO zrobił czy nie?

Bo że Virginia Johnson i Bill Masters TO zrobili...

...wiemy już na pewno. Czasem ludzie nieznający się na rzeczy dziwią się, że nazywam oglądanie seriali pracą. Serio, to tylko odmóżdżająca przyjemność, nic więcej. Praca jest wtedy, kiedy spędzasz osiem godzin z pieluchą na kasie. Albo coś wytwarzasz. Cokolwiek. Cóż, moi drodzy, nieznający życiowych realiów przyjaciele - spójrzcie na głównych bohaterów "Masters of Sex" i zobaczcie, co oni nazywają pracą. Potem pogadamy.

Swoją drogą, "Love Me Tender" jako ilustracja muzyczna badań naukowych to ciekawy wybór. Tak jak ciekawe jest manipulowanie widzem - najpierw mieliśmy wierzyć, że Bill skrycie pragnie Virginii i już, już marzy o porzucaniu dla niej swojej żony, teraz to ona wyraźnie zaczyna się przywiązywać emocjonalnie. Wystarczy przeczytać notkę o tych dwojgu w Wikipedii, żeby wiedzieć, jaki będzie finał tej historii, niemniej jednak podoba mi się, jak scenarzyści próbują wodzić nas za nos. Mój nos zdecydowanie to lubi.

Walter White zawitał do "How I Met Your Mother"...

...ale nie tylko dlatego najnowszy odcinek oglądało się całkiem przyjemnie. Jeśli za coś serial Craiga Thomasa i Cartera Baysa kiedykolwiek lubiłam, to za wielkie emocje pokazywane za pomocą małych historyjek. Takich, jak ta, w której Barney poznaje Matkę. To było doskonałe: proste, pomysłowe i sympatyczne. Można? Ano można!

Zresztą w "Platonish" prawie w ogóle nie dostrzegłam zgrzytów. Ucieczka na jeden odcinek z Farhampton, i to w momencie, kiedy już naprawdę traciłam nadzieję, dobrze serialowi zrobiła.

Starszy syn Nancy Botwin...

...powrócił na ekrany w "The Good Wife" i znów został słodko wyglądającym kryminalistą, w którego grzechy trudno uwierzyć. Ważniejsze jednak jest to, że Will poszedł na kampus, spotkał Owena, Owen zaczął zadawać pytania... resztę znacie.

Jak Wam się podoba wracanie już teraz do wątku romansu Willa i Alicii? Ja mam, szczerze mówiąc, mieszane uczucia. Zapracowana, głodna sukcesu i bezczelna pani Florrick to najciekawsza wersja tej bohaterki, z jaką kiedykolwiek mieliśmy do czynienia. Boję się, że za szybko zostanie nam to odebrane. Ale z drugiej strony oczywistą oczywistością jest, że ona uciekła w pracę, aby nie mieć czasu na sercowe dylematy. Któż z nas tego nie robi.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

I pamiętajcie - widzimy się za tydzień. W tym samym miejscu, o tej samej porze.