Najlepsze seriale połowy 2026 roku. "Branża", "The Pitt", "Wdowia Zatoka" i inne tytuły, które warto znać
Redakcja
12 lipca 2026, 10:01
Jakie są najlepsze seriale 2026 roku? W naszym top 10, obejmującym produkcje emitowane do końca czerwca, doceniamy takie hity, jak "Branża", "The Pitt", "Wdowia Zatoka", "Rywale" czy "Rycerz Siedmiu Królestw".
Jakie są najlepsze seriale 2026 roku? W naszym top 10, obejmującym produkcje emitowane do końca czerwca, doceniamy takie hity, jak "Branża", "The Pitt", "Wdowia Zatoka", "Rywale" czy "Rycerz Siedmiu Królestw".
10. The Bear (dostępny na Disney+)

W okresie swojej największej świetności "The Bear" albo by ten ranking wygrał, albo przynajmniej zajął miejsce na podium. Nie będziemy jednak narzekać, bo mimo że czasy się zmieniają, a historia Berzattów i spółki nie robi już takiego wrażenia jak kiedyś, wciąż potrafi wzbudzić w nas duże emocje. Zwłaszcza że mowa o finałowym sezonie i potencjalnie ostatnim dniu restauracji, który spędziliśmy w tradycyjnym dla serialu FX chaosie. Działo się dużo, szybko i intensywnie, a my pośrodku tego wszystkiego z przyjemnością przypominaliśmy sobie, dlaczego kiedyś się w tym szaleństwie zakochaliśmy. Czy było to pożegnanie idealne? Nie. Ale było bardzo adekwatne do serialu i bohaterów, którzy dostali takie zakończenia, na jakie zasługiwali. Thank you, chef! [MP]
9. Gwiezdne miasteczko (dostępne na Apple TV)

"Gwiezdne miasteczko" przeszło błyskawiczną drogę od "radzieckiego spin-offu 'For All Mankind'" do opartej na własnych, solidnych fundamentach produkcji, która pod wieloma względami przebiła ostatni sezon serialu-matki. Historia mieszająca osadzone w alternatywnej rzeczywistości science fiction z paranoicznym thrillerem szpiegowskim na początku przykuwa do ekranu klimatem, szybko dokładając do tego wciągającą intrygę i szereg postaci, którym daleko do stereotypowych. Od Rhysa Ifansa w roli tajemniczego szefa programu kosmicznego, przez Adama Nagaitisa jako kosmonautę skrywającego sekrety, po młodsze wersje znanych bohaterów, twórcy wypełnili swój mroczny świat niejednoznacznymi postaciami, a efektem okazał się serial oferujący dobrą i ambitną rozrywkę. [MP]
8. The Pitt (dostępne na HBO Max)

Woleliśmy 1. sezon "The Pitt", dlatego medyczny hit znalazł się o kilka pozycji niżej niż na półrocze 2025, a i 25 nominacji do nagród Emmy wydaje nam się drobną przesadą. Równocześnie nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy ten fenomen z naszym zestawieniu pominąć. Kolejny trudny dyżur na pittsburskiej izbie przyjęć to wciąż świetne wykorzystanie klasycznego gatunku i wciągającej formy opowieści rozpisanej na godziny towarzyszenia postaciom, z którymi łatwo się zżyć – i nie mamy na myśli tylko doktora Robby'ego (Noah Wyle) i jego kryzysu, nieraz w 2. sezonie dominującego inne wątki. Nadal dużo tu lekarskiego realizmu, ludzkich dramatów i poruszania aktualnych problemów (jak w odcinku z ICE). Choć w tym roku przeżywaliśmy to wszystko nieco mniej, i tak w napięciu czekamy na ciąg dalszy. [KC]
7. Półbrat (dostępny na HBO Max)

To prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjny wybór na naszej liście. "Półbrat" (choć oryginalny tytuł, "Half Man", jest tu zdecydowanie trafniejszy) budzi mieszane uczucia, bo ta opowieść o Niallu (Jamie Bell, w młodszej wersji Mitchell Robertson) i Rubenie (Richard Gadd/Stuart Campbell) to rozciągnięty na dekady festiwal toksyczności i przemocy, który dla wielu może okazać się nie do przejścia. My jednak doceniamy nowy miniserial twórcy "Reniferka" za wspaniałe aktorstwo, odważne pokazywanie zmagań z męskością i zinternalizowaną homofobią, a także za zbudowanie niejednoznacznej relacji opartej na traumie i fascynacji. Trudno uznać "Półbrata" za dzieło subtelne, ale warto uznać ja za coś oryginalnego i niebojącego się radykalnych artystycznych decyzji. [KC]
6. Rywale (dostępni na Disney+)

Być może gdyby nie podział 2. sezonu na dwie części "Rywale", skończyliby wyżej, ale odżałujemy to, zwłaszcza że niecierpliwe oczekiwanie na bliski ciąg dalszy dobrego serialu to coraz rzadsza i mocno niedoceniana przyjemność. W tym przypadku tym większa, że opowieść urwała się w punkcie zwrotnym, wcześniej częstując nas atrakcjami, których się tu spodziewamy i tymi mniej oczekiwanymi. Bo oglądając kolejne odcinki wypełnione seksem, skandalami i intrygami angielskiej arystokracji, można było zapomnieć, że to nie tylko niegrzeczne guilty pleasure, ale tez piekielnie inteligentna, świetnie napisana i mająca sporo do powiedzenia historia obyczajowa. Twórcy przypomnieli o tym w najokrutniejszy z możliwych sposobów, dając jednak niezbity dowód, że "Rywale" to już wyższa serialowa liga. [MP]
5. Rycerz Siedmiu Królestw (dostępny na HBO Max)

Co prawda "Ród Smoka" zanotował mocne otwarcie 3. sezonu, ale gdy przyszło do wyboru najlepszej tegorocznej historii osadzonej w Westeros, "Rycerz Siedmiu Królestw" wygrał to starcie w cuglach. I to bez smoków! Ale na co one komu, gdy mamy ser Duncana Wysokiego (Peter Claffey) i jego wiernego giermka zwanego Jajem (Dexter Sol Ansell)? A do tego najprawdziwszy turniej rycerski, który przybiera niespodziewany obrót, serwując zwroty akcji godne "Gry o tron"? To nie one przekonały nas jednak do tej serialowej błahostki, lecz bezpretensjonalne podejście, oraz włożone w tę prostą, lecz szczerą historię serce i dusza, którymi bije ona poważniejszą konkurencję na głowę. Może i lud oczekuje widowisk, ale fajnie, że w HBO jest też miejsce na coś na trochę mniejszą skalę. [MP]
4. Wdowia Zatoka (dostępna na Apple TV)

Wspaniała tegoroczna niespodzianka. Chociaż po Katie Dippold, pracującej wcześniej przy "Parks and Recreation", a tu wspieranej reżysersko przez samego Hiro Muraia, należało się spodziewać czegoś wyjątkowego, to efekt przerósł oczekiwania. "Wdowia Zatoka" łączy najlepsze cechy małomiasteczkowej komedii o grupie nieco dziwnych ludzi i klasycznego horroru – a nawet kilku, bo znajdzie się tu miejsce i na międzypokoleniową klątwę, i na folk horror, i na slasher z Kate O'Flynn, kradnącą sceny nawet wspaniałemu Matthew Rhysowi. Ten gatunkowy miks, łączący wielkie tajemnice w uroczymi scenkami między świetnie napisanymi i zagranymi postaciami, słusznie zdobył już wielką popularność. I ma szansę trzymać nas w Widow's Bay jeszcze przez lata. [KC]
3. Chętni na seks (dostępne na HBO Max)

Opakowany jak kryminalna historia zabójczego miłosnego trójkąta, a w rzeczywistości będący nietypową obyczajową opowieścią miniserial, który w ciągu zaledwie kilku godzin wielokrotnie nas zaskoczył i emocjonalnie rozłożył na łopatki. "Chętni na seks" są produkcją, która osiąga bardzo dużo za pomocą wręcz banalnych środków. Wciągając nas w pokręcone losy Clarka (Jason Bateman), Floyda (David Harbour) i Carol (Linda Cardellini), serial łudzi sensacyjną aferą, pod którą jednak skrywa coś znacznie bardziej złożonego – niesamowicie skomplikowaną plątaninę ludzkich emocji. Poznawanie łączących bohaterów relacji i sposobów, na jakie często nieświadomie wyrządzają sobie krzywdę, to niezwykłe doświadczenie, które wymyka się prostym klasyfikacjom i oklepanym telewizyjnym schematom. [MP]
2. Hacks (dostępne na HBO Max)

"Hacks" żegna się z rozmachem, 24 nominacjami do nagród Emmy, a więc rekordem w kategoriach komediowych. U nas, podobnie jak w 2025, w śródrocznym rankingu dzieło Lucii Aniello, Paula W. Downsa i Jen Statsky niemal na szczycie. Ostatni sezon jednej z najlepszych komedii co najmniej dekady okazał się lżejszy od wcześniejszych, bo Deborah (Jean Smart) i Ava (Hannah Einbinder) mniej walczyły ze sobą nawzajem, a więcej wspólnie: o to, żeby wielka diwa mogła ukształtować swoje dziedzictwo w branży, puentując karierę występem w Madison Square Garden. Droga do tego celu usłana była między innymi komiczną walką o prestiż EGOT i jeszcze śmieszniejszym "lesbijskim" weekendem. A wszystko pięknie zwieńczył wzruszający paryski finał, czyli triumf międzypokoleniowej przyjaźni i nierezygnowania z kolejnych żartów. [KC]
1. Branża (dostępna na HBO Max)

"Branża" została w tym roku obrabowana przy nominacjach do Emmy, ale to źle świadczy wyłącznie o członkach Akademii Telewizyjnej, którzy nie docenili nie tylko najlepszego, ale też najbardziej zeitgeistowego serialu tego roku. Zaczynając od bezwzględnej codzienności młodych bankierów w 2020 roku, twórcy hitu HBO rozwinęli serial do tego stopnia, że sześć lat później mogą swobodnie, w ramach thrillera finansowego, mięsistego dramatu i czarnej komedii, komentować wszystko, co najbardziej paskudne w naszym świecie, świecie pogoni za kasą, prestiżem i byciem kimś – od współczesnych Gatsbych tworzących seksowne start-upy, za którymi nic nie stoi, aż po mechanizmy skrajnie prawicowej polityki i historie w stylu Jeffreya Epsteina.
"Ostatni dramat złotej ery telewizji" – napisał niedawno o "Branży" "Los Angeles Times", tym samym trafnie jak mało kto podsumowując, co jest w tym serialu niezwykłego. Mickey Down i Konrad Kay, wzorując się na najlepszych z najlepszych – od "Rodziny Soprano" po "Mad Men" i brytyjskie "The Office" – i skupiając na postaciach, z Harper (Myha'la) i Yasmin (Marisa Abela) na czele, z sezonu na sezon coraz bardziej poszerzają uniwersum "Branży" i coraz lepiej oddają ducha naszych skomplikowanych czasów.
A przy tym dostarczają sporo frajdy każdemu, kto jest gotów oderwać się na chwilę od ciągłego scrollowania. "Branża" w swoim najlepszym 4. sezonie to wciągający thriller spiskowy z wielkimi finansami w roli głównej, ostry dramat polityczny, ale też bardziej brutalna niż kiedykolwiek wiwisekcja codzienności ludzi, którzy przegrali swoją młodość, dokonując wyboru takiej, a nie innej kariery. To też świetna, błyskotliwa, wypakowana odniesieniami popkulturowo-literackimi rozrywka. Ambitna, zabawna, mroczna jak diabli i wypakowana adrenaliną. Oglądajcie, nadrabiajcie, bo warto. [MW]