"Teoria wielkiego podrywu" – oto czemu gwiazdor ma przykre wspomnienia. "Dziś bym tego nie zrobił"
Karol Urbański
19 lipca 2026, 10:01
"Teoria wielkiego podrywu" może i ma tysiące fanów na całym świecie, ale wśród tych niekoniecznie znajdziemy wszystkich aktorów tworzących obsadę komediowego hitu. Na drodze jednego z nich stoją przykre wspomnienia.
"Teoria wielkiego podrywu" może i ma tysiące fanów na całym świecie, ale wśród tych niekoniecznie znajdziemy wszystkich aktorów tworzących obsadę komediowego hitu. Na drodze jednego z nich stoją przykre wspomnienia.
Największą gwiazdą serialu "Teoria wielkiego podrywu" bezsprzecznie został Jim Parsons, czyli ekranowy Sheldon. Choć odtwórca głównej roli w kultowym sitcomie trafił do serc wielu widzów, sam aktor nie może zaliczyć doświadczenia pracy nad hitem do udanych.
Teoria wielkiego podrywu – Jim Parsons i mocne kulisy
Gwiazdor, który dla wielu widzów stał się po prostu Sheldonem, udzielił niedawno głośnego wywiadu w podcaście "All Out with Jon Dean". Podczas rozmowy z gospodarzem programu Parsons szczerze opowiedział o trudach, z jakimi mierzył się, realizując "Teorię wielkiego podrywu". Aktor wprost mowi, że w tamtym okresie był ogromnie nieszczęśliwy.
— Kiedy teraz patrzę wstecz, zdaję sobie sprawę, że w wielu momentach – nawet w tych najlepszych w moim życiu – czułem się okropnie. Nie byłem szczęśliwy. Byłem zestresowany. Miałem wrażenie, że muszę jednocześnie zajmować się zbyt wieloma sprawami i że sukcesy oraz dobre rzeczy, które mnie spotykały, wynikały wyłącznie z przepracowania, dyscypliny i tego wszystkiego. Być może w pewnym stopniu tak właśnie było. Nie wiem. Nie potrafię tego stwierdzić, bo po prostu taki właśnie byłem.
Patrząc wstecz, Parsons otwarcie przyznaje, że – gdyby miał taką możliwość – ostatecznie nie zdecydowałby się na angaż w kultowym sitcomie. Cenę za wielki sukces w karierze przypłaciło życie osobiste odtwórcy roli Sheldona i z perspektywy czasu przyznaje on, że on nie miał wówczas poukładanych priorytetów.
— Nie zrobiłbym tego ponownie za żadne pieniądze, bo było to stresujące i przygnębiające. Sam sprawiłem, że czułem się nieszczęśliwy. W głowie miałem listę rzeczy, które musiałem załatwić, żeby czuć się swobodnie i mieć pewność, że dobrze wykonuję swoją pracę, choć nie sądzę, żeby to była prawda. Ominęło mnie mnóstwo ważnych chwil w życiu – wspominał aktor.
"Teoria wielkiego podrywu" była emitowana w latach 2007–2019 na antenie stacji CBS, gdzie okazała się ogromnym sukcesem, dającym drogę do wielu nowych seriali składających się na nowe komediowe uniwersum. Premiera najnowszego ze spin-offów jest tuż za rogiem. Mowa tu o projekcie pt. "Stuart nie ratuje wszechświata", który – zgodnie z zapowiedziami – będzie pełnoprawnym science fiction, w którym zgłębimy… istotę multiwersum.