"The Walking Dead: Dead City" w 3. sezonie wreszcie przynosi trochę zmian na lepsze – recenzja 1. odcinka
Nikodem Pankowiak
27 lipca 2026, 17:01
Debiutujący właśnie 3. sezon "The Walking Dead: Dead City" udowadnia, że jeśli tylko się chce, drugie życie można tchnąć nawet w trwające półtorej dekady uniwersum. Tylko czy tych chęci wystarczy na długo? Uwaga na spoilery.
Debiutujący właśnie 3. sezon "The Walking Dead: Dead City" udowadnia, że jeśli tylko się chce, drugie życie można tchnąć nawet w trwające półtorej dekady uniwersum. Tylko czy tych chęci wystarczy na długo? Uwaga na spoilery.
Po 2. sezonie "The Walking Dead: Dead City" planowałem, by do tego serial już nie wracać i definitywnie pożegnać się z rozpoczętym przez AMC 16 lat temu uniwersum zombie. Recenzenckie obowiązki zmusiły mnie jednak do tego, by raz jeszcze sięgnąć po serial, który w Polsce możecie oglądać w serwisie CANAL+ online. I cóż, mimo mojej pierwotnej niechęci muszę przyznać, że sezon 3 rozpoczął się na tyle intrygująco, że muszę przełożyć moment pożegnania.
The Walking Dead: Dead City sezon 3 – zmiany na lepsze
Między 2. i 3. sezonem "The Walking Dead: Dead City" przeszło spore zakulisowe zmiany. Nowym showrunnerem serialu został Seth Hoffman, który w przeszłości był już związany z tym światem i przez kilka sezonów pracował między innymi jako scenarzysta serialu–matki. Wygląda na to, że wraz z jego przyjściem dostaliśmy w serialu powiew jakże potrzebnego świeżego powietrza. Główna różnica między Hoffmanem a dotychczasowym showrunnerem, Elim Jorném, polega na tym, że Hoffman otworzył drzwi do pokoju scenarzystów dla nowych osób, podczas gdy Jorné wiele odcinków pisał sam.

W tym konkretnym przypadku kolektywna praca okazuje się – przynajmniej póki co – lepszym rozwiązaniem. Premiera 3. sezonu "The Walking Dead: Dead City" charakteryzuje się dobrym tempem, nie osiada na mieliźnie i dobrze eksponuje pomysł na kolejne odcinki. Mamy tutaj obietnicę, że serial, który do tej pory nie doskoczył do swojego potencjału, wreszcie to zrobi, choć biorę poprawkę na to, że pustych obietnic w świecie "The Walking Dead" mieliśmy już sporo.
Na duży plus można zaliczyć już, że relacja Maggie (Lauren Cohan) i Negana (Jeffrey Dean Morgan) zaczyna ewoluować w kierunku czegoś na kształt… przyjaźni? Nie, to na pewno nie to, ale między tą dwójką wyraźnie zawiązuje się nić porozumienia. Trudno oczekiwać, że Maggie kompletnie zapomni o śmierci Glenna, jednakże lody między nimi zaczynają chyba pękać na dobre. Nie sądzę, by twórcy kiedykolwiek odważyli się – i słusznie – na pójście w kierunku relacji romantycznej, jak chciałaby tego część fandomu, ale być może główni bohaterowie zorientują się wreszcie, że w tym momencie więcej ich łączy niż dzieli.
The Walking Dead: Dead City sezon 3 – nowi bohaterowie
To miła odmiana po ciągłych wybojach w tej relacji – no bo ile można oglądać, jak tych dwoje na zmianę współpracuje i wchodzi z sobą w konflikt. Mam nadzieję, że to, co widzimy w 1. odcinku 3. sezonu, nie jest jedynie chwilową zmianą na lepsze. Można też zauważyć, że twórcy szybko zrezygnowali z pomysłu, by na dwóch przeciwnych biegunach postawić Maggie i młodego Hershela (Logan Kim – ten konflikt matki z synem oraz jego sojusz z Damą wydawał się pod koniec poprzedniego nieco sztuczny. I choć można się czepiać, że w premierze 3. sezonu twórcy praktycznie zbyli go milczeniem, to dobrze widzieć ich znowu razem.

Nowy sezon to także nowi bohaterowie – w końcu twórcy muszą mieć pod ręką kogoś, kogo będą mogli później zabić. Tym razem jest to rodzeństwo Luis (Raúl Castillo, "Grupa zadaniowa") i Renata (Aimee Garcia, "Dexter"), których drogi szybko skrzyżują się z głównymi bohaterami i których łączą dawne zatargi z Chorwatem. Na ten moment trudno powiedzieć o nich coś więcej, podobnie jak o Masonie Dillardzie (Jimmi Simpson, "Westworld") – mającym własne sposoby na przetrwanie barmanie nawiązującym relację z Neganem. W Masonie widzę potencjał, by sporo w tym sezonie namieszał, jednakże boję się, że skończy tak, jak często kończą bohaterowie drugoplanowi w tym świecie – zbyt szybko.
Nie do końca wiadomo jeszcze, kto w tym momencie ma być za to głównym zagrożeniem dla bohaterów. Chorwat nie jest i nie będzie już żadnym zagrożeniem, z kolei Dama, choć jest przebiegłą manipulatorką, nie ma już promila tej władzy, co wcześniej i wydaje się, że na jej miejscu powinien pojawić się ktoś nowy. Nowy Babilon zdaje się pasować tutaj najlepiej i mam nadzieję, że w tym sezonie jego rola wreszcie się zwiększy, czego potencjalny zalążek widzimy już w pierwszym odcinku.
TWD: Dead City sezon 3 wciąż ma kilka dawnych wad
Nie może być jednak zbyt różowo i pewne wady "The Walking Dead: Dead City", a szerzej całego tego serialowego świata, wciąż biją po oczach. Postaci nadal wyskakują znikąd i robią to zawsze w kulminacyjnych momentach, regularnie też wpadają na siebie przypadkiem, choć mówimy o wypełnionych zombie ulicach Nowego Jorku. Odbiera to trochę emocji z oglądania, bo bariera ochronna, którą otoczono głównych bohaterów, od dawna jest tu widoczna aż za bardzo. Życzyłbym więc sobie trochę więcej odwagi u twórców – śmierć Maggie lub Negana, ale przeprowadzona w wiarygodny sposób, mogłaby być na to dowodem.

To oczywiście tylko jeden odcinek, ale "The Walking Dead: Dead City" w 3. sezonie zdaje się powoli wymyślać się na nowo. Nie jest to żadna rewolucja, ale widać wyraźnie, że twórcy wyciągnęli wnioski z tego, co niekoniecznie działało wcześniej. Nowy showrunner wyraźnie tchnął nowe życie w ten serial i zaczyna prowadzić go na odpowiednie tory. Czy efekt finalny będzie dla widzów satysfakcjonujący? Tego dowiemy się za kilka tygodni, ale ja daję tej produkcji kredyt zaufania, który po 2. sezonie był już praktycznie wyczerpany.