Wiedźma patrzy #4: Girl power

Fot. CBS

Fot. CBS

Od zawiłych planów wymierzania sprawiedliwości, przez skomplikowane relacje z własnym sumieniem, po odważne wyznania i niespodziewane decyzje, ten tydzień należał do pań. Dziś m.in. o "Person of Interest", "Once Upon a Time in Wonderland" i "Arrow". Uwaga na spoilery.

Jako kobieta zawsze z fascynacją obserwowałam kreacje bohaterek płci pięknej w serialach. Interesuje mnie nie tylko sposób ich przedstawiania - zła, dobra, miła, niemiła - ale przede wszystkim zmiany, jakie zachodzą w nich na przestrzeni odcinków. Trudno bowiem zaprzeczyć, że kobieta to skomplikowana istota, pełna sprzeczności, kompulsywności, instynktownych emocjonalnych odruchów. Faceci zawsze byli dla mnie zbyt łatwi do rozgryzienia - co nie znaczy bynajmniej, że ujmowało im to ciekawego charakteru - ale to postacie kobiecie naturalną siłą rzeczy bardziej mnie do siebie przyciągały.

Odkrywanie każdego odcienia kobiecego charakteru to intrygująca podróż po motywacjach, które nie zawsze są jasne, uczuciach, w których leży siła, i charakterach, które potrafiły poruszać góry. Fantastyka - gatunek początkowo zdominowany przez mężczyzn - szczególnie się na tym tle wyróżnia. "Buffy", "Gra o tron", "Battlestar Galactica" - żaden z tych seriali nie byłby tym samym, gdyby nie wyraziste, wielowymiarowe bohaterki, nadające wydarzeniom niespotykanej perspektywy. I tak się w tym tygodniu złożyło, że to właśnie postacie kobiece wybiły się w fantastyce na pierwszy plan.

Dorwać Carter

Od samego początku "Person of Interest" było wiadomo, że Carter będzie w serialu potężną siłą. Przez ten czas niejednokrotnie udowodniła, że jej kręgosłup moralny jest nie do złamania, nawet jeśli stoi w jawnej sprzeczności z prawem, w które tak mocno kiedyś wierzyła. Jednak odkąd organizacja HR w tragiczny sposób nadepnęła jej na odcisk, dla byłej detektyw nie ma już rzeczy niemożliwych. To, co zrobiła w "Endgame", to niesamowity pokaz ogromnie silnej woli, nieugiętej wiary, niezachwianej nieustępliwości - a na koniec zaufania, na które zdobyć się jest przecież najtrudniej. Przy tak nienagannym uporze i w gruncie rzeczy szlachetnych pobudkach, miałam obawy, czy bohaterce uda się przekonać samą siebie do przyjęcia pomocy przyjaciół - lecz gdy nam ten fakt ujawniła, przez sekundę aż współczułam szefostwu HR.

I nie chodzi o to, że Carter nie poradziłaby sobie sama, że potrzebowała jakiegoś faceta - albo dwóch - by ostatecznie przyszli jej z pomocą. Chodzi o to, że nigdy się nie poddawała, że wyznaczyła sobie cel, do którego konsekwentnie dążyła, że zaakceptowała poświęcenie, na jakie musiała się zdobyć (ponowne zaufanie ojcu Tylera), i że koniec końców nie chodziło tylko o nią i jej pragnienie wymierzenia sprawiedliwości. Jej końcowe zaproszenie do tańca Reese’a i Fincha to nie był akt słabości, to było świadectwo, że ma na uwadze znacznie więcej niż własną zemstę. Brawa dla scenarzystów za tak piękne poprowadzenie tego wątku, tak wspaniałe wykonanie i za zaangażowanie do tego serialu Taraji P. Henson. Tak niesamowity charakter Carter to w drugiej połowie wspaniała kreacja tej niezwykłej aktorki.

Od zera do bohaterki?

Tymczasem nieco inny rodzaj wewnętrznej siły pokazała w tym tygodniu Czerwona Królowa - znana inaczej jako Anastazja, była ukochana Waleta Kier, znanego inaczej jako Willa Scarlett - ale nie przed pokazaniem nam swojej wewnętrznej słabości. Sprytnie poprowadzona narracja pozwoliła nam wierzyć, że Królowa nie ma na sercu dobra niczyjego poza swoim, a tu nagle okazuje się, że - ha! - wcale nie. Podły uczynek, jakiego dokonała, wymieniając miłość Waleta na złota i koronki, wyraźnie się na niej odbił - ale fakt, że skrywa to przed wszystkimi, wciąż udając tę wyrachowaną, wyniosłą władczynię to ciekawy pokaz rezygnacji, arogancji, ale również wrażliwości.

Królowa doskonale przecież wie, że nie ma już odwrotu, że nikt z powrotem nie przyjmie jej miłości, po co więc łudzić się nadziejami i rezygnować ze zdobytej pozycji? Wprawdzie "Once Upon a Time in Wonderland" to wciąż baśń, nie wiadomo więc, czy historii Anastazji nie czeka szczęśliwe zakończenie, ale proszę, naprawdę proszę, żeby nie. Szkoda byłoby tracić tak ciekawą, niejednoznaczną bohaterkę.

Coraz mocniej przekonuję się też do kreacji Emmy Rigby. Jej dziecięca twarz z początku okropnie mnie irytowała, ale nie mogę zaprzeczyć, że to jej słodkie darling ma swój urok.

Co dzieje się w Rosji, zostaje w Rosji

W "Arrow" też mieliśmy odrobinę rozwoju - i paradoksalnie wcale nie za sprawą bohatera tygodnia, Johna Diggle’a - ale niespodziewanej łóżkowej przygody pomiędzy Oliverem a Isobel Rochev. Kompletnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, ale z drugiej strony jakież to adekwatne! Ona, samotne dziecko biznesu, niemające czasu na błahostki, on, samotny dziedzic… może nie firmy, ale sekretu, który ciąży mu na sercu, chwila szczerości przy hotelowym winie. I to krótkie, rzeczowe "I’ll be quick"! Summer Glau zabłyszczała w tym odcinku na całego, a pazurki Isobel zdecydowanie dodają "Arrow kolorytu.

Tymczasem gdzie indziej…

  • W zeszłym tygodniu świetny przykład kobiecej przyjaźni zaserwował "Once Upon a Time", w tym tygodniu dokonali tego "Agents of S.H.I.E.L.D.". Choć może lepiej powiedzieć "dokonają", bo jak na razie pomiędzy Skye i Simmons dopiero rysuje się ciekawa i komiczna relacja.
  • Do tej pory nieszczególnie przepadałam za Hayley, ale po ostatnim odcinku "The Originals" muszę przyznać, że wykazała się zaskakująca bystrością umysłu. Gdyby tylko nie zasiała w sercu Elijah wątpliwości wobec Klausa, polubiłabym ją wtedy na dobre.
  • Kiedy w "Witches of East End" bohaterka Virginii Madsen stwierdziła, że potrzebuje więcej mocy, moja reakcja mogła być tylko jedna.

Na ten tydzień (z wyjątkiem dodania, że po "Think Lovely Thoughts" kibicuję w "Once Upon a Time" Piotrusiowi) to tyle - ale już w następny wtorek pospieszę donieść Wam kolejnych obserwacji. Chcecie pogadać o serialach fantastycznych w międzyczasie? Komentujcie, piszcie, tweetujcie - mnie znajdziecie tu, Serialową tu, ale Wasze tweety zawsze zobaczę też pod hashtagiem #serialowa. Zapraszam też na mojego bloga, Wiedźma na Orbicie.

Tak czy inaczej, do zobaczenia.

REKLAMA