"Lioness" w 3. sezonie zabiera nas tuż za polską granicę i wypada lepiej niż kiedykolwiek – recenzja
Nikodem Pankowiak
3 sierpnia 2026, 08:01
Kolejny hit ze stajni Taylora Sheridana powrócił z nowymi odcinkami. "Lioness" zadebiutowała właśnie z sezonem 3 – zarówno w USA, jak i w Polsce w serwisie SkyShowtime – by od początku wrzucić nas w sam środek akcji.
Kolejny hit ze stajni Taylora Sheridana powrócił z nowymi odcinkami. "Lioness" zadebiutowała właśnie z sezonem 3 – zarówno w USA, jak i w Polsce w serwisie SkyShowtime – by od początku wrzucić nas w sam środek akcji.
"Lioness" w 3. sezonie – a przynajmniej jego dwóch pierwszych odcinkach, które miałem okazję obejrzeć przedpremierowo – fabularnie zbliża się do rejonów, które dla polskiego widza mogą być znacznie bardziej interesujące. Tym razem fabuła skupia się na zagrożeniu czyhającym za naszą wschodnią granicą. Mamy więc Rosję, mamy wojnę w Ukrainie i mamy bardzo dobrze znanych nam już bohaterów, którzy zostają wplątani w kolejny wielki konflikt. I choć serial wciąż mówi o wielkiej międzynarodowej polityce i szpiegowskich intrygach rozgrywających się daleko poza wzrokiem nas maluczkich, to tym razem cała stawka robi się znacznie bardziej osobista.
Lioness w sezonie 3 przenosi nas na ukraińskie pole bitwy
Już bowiem na samym początku nowego sezonu jedna z bohaterek zostanie porwana przez wrogie, siły, a reszta rozpocznie wyścig z czasem, by odnaleźć ją żywą. Minie jednak zapewne sporo czasu, zanim dowiemy się, dlaczego tak właściwie do tego porwania doszło i kto faktycznie za nie odpowiada. Pierwsze ślady wskazują na Rosjan, których podejrzewamy, gdy twórcaTaylor Sheridan cofa nas o sześć miesięcy, by pokazać, jak Lwice trafiają w sam środek pola bitwy na Ukrainie, by porwać jednego z najważniejszych ludzi Putina. 3. sezon "Lioness", przynajmniej na razie, rozgrywa się więc na dwóch płaszczyznach czasowych, ale to moim zdaniem wcale nie jest największa zmiana w porównaniu do poprzednich.

Jeszcze nigdy "Lioness" nie była bowiem tak blisko faktycznej sytuacji geopolitycznej na świecie. Może i na ekranie oglądamy fikcję, ale jednak bardzo mocno inspirowaną tym, co rzeczywiście dzieje się na świecie. Na dodatek Sheridan i spółka odrobili lekcję i bardzo dobitnie pokazali na ekranie to, co wielokrotnie mogliśmy już usłyszeć – że wojna w Ukrainie jest wojną dronów. Muszę przyznać, że od strony realizacyjnej cała sekwencja na polu bitwy prezentuje się naprawdę doskonale – to prawdopodobnie najlepsze sceny akcji w historii tego serialu. Czuć tu budżet, na który większość telewizyjnych produkcji nie może liczyć, co oczywiście pomogło w uzyskaniu takiego efektu.
Dla fanów akcji 1. odcinek 3. sezonu "Lioness" będzie więc prawdziwą ucztą, ale już odcinek 2 nieco inaczej rozkłada akcenty, wciąż jednak utrzymując widza w napięciu przez większość czasu. Stawka szybko zostanie jeszcze bardziej podbita, a my powoli będziemy układać rozrzucone na obu liniach czasowych puzzle. Szybko okaże się, że wydarzenia na amerykańskich przedmieściach mogą trzymać w napięciu równie mocno, co na ukraińskim polu bitwy. Każda kolejna strzelanina, każdy kolejny pościg są wyreżyserowane na naprawdę wysokim poziomie, więc gdy tylko akcja przyspiesza, od "Lioness" trudno się oderwać.
Lioness sezon 3 – gwiazdorska obsada i te same problemy
Nie znaczy to jednak, że dostępny w SkyShowtime serial nagle magicznie zniwelował wady, które towarzyszą mu od samego początku. Powiedziałbym wręcz, że niektóre z nich zostały uwypuklone. Od samego początku serial Sheridana miał problem z budowaniem i rozwijaniem swoich bohaterów – także tych pierwszoplanowych i pod tym względem nic się nie zmieniło. Zoe Saldaña jako Joe wciąż jest stereotypową twardą babką, która nawiguje między trudami pracy i życiem rodzinnym. Nicole Kidman tak jak nie wyrażała żadnych emocji (ciśnie się tu kilka żartów na klawiaturę), tak nie wyraża ich nadal. Drugi plan? Bohaterowie po prostu mierzą się z kolejnymi trudnymi historiami, ale nie bardzo widać, by te w jakikolwiek sposób na nich wpływały.

Dlatego też śmiechem skwitowałem niedawną wypowiedź Saldañi o tym, że Sheridan rozumie kobiece postaci i wie, jak je pisać. Nadal będę się upierał, że nie wie, w "Lioness" po prostu udaje mu się to całkiem sprawnie zamaskować, gromadząc na ekranie coraz więcej bohaterów, przez co żadne z nich nie dostaje wystarczająco dużo czasu na rozwój. O drugim planie nie można w tym momencie powiedzieć praktycznie nic, a przecież mamy tam takie gwiazdy, jak Michael Kelly czy Morgan Freeman. Ten serial zrobił się dla nich wszystkich trochę za ciasny, dlatego nie bardzo rozumiem, dlaczego jego twórca decyduje się na eksponowanie kolejnych nowych postaci, albo przywracanie tych, które wcześniej pojawiły się tylko na moment. Choć dobra, w jeden konkretny przypadek można wytłumaczyć samouwielbieniem.
Lioness sezon 3 – Taylor Sheridan ponownie na ekranie
"Lioness" to akurat jeden z tych seriali mogący prawdziwie nazywać się serialem Taylora Sheridana, który także w tym sezonie napisał scenariusze do wszystkich odcinków. Jego nazwisko nie pojawia się tu więc wyłącznie w celach marketingowych, ale ma to też swoje konsekwencje. Jeden z najbardziej zapracowanych hollywoodzkich twórców nie mógł bowiem sobie odmówić tej przyjemności i – ponownie – pojawił się także przed kamerą. Jego występ jako starszy sierżant Cody Spear nie jest może tak groteskowy jak rola Travisa w "Yellowstone", choć oczywiście ma w sobie dużą dozę narcyzmu, bo Sheridan ponownie wciela się w najbardziej męskiego z mężczyzn. Wylewający się z jego postaci testosteron byłby jednak zapewne bardziej irytujący, gdyby nie cała konwencja "Lioness" – serialu, w którym każdy bohater jest twardy jak skała.

Pierwsze dwa odcinki 3. sezonu "Lioness" dają nadzieję na to, że otrzymamy najlepszy sezon z dotychczasowych. Oczywiście, po drodze wszystko może się jeszcze rozsypać, a sam fakt, że recenzenci (przynajmniej w Polsce) otrzymali dostęp do dwóch odcinków, może potęgować podejrzenia, że dalej nie jest wcale tak super. Oceniając jednak wyłącznie to, co widziałem do tej pory, muszę być uczciwy wobec Sheridana – "Lioness" mimo wszystkich swoich wad, do których mogliśmy się już przyzwyczaić, ma szansę być w tym roku jednym z najlepszych (najlepszym?) seriali akcji. Za kilka tygodni może okazać się, że były to słowa zdecydowanie na wyrost, ale ten serial otrzymał właśnie ode mnie kredyt zaufania, na jaki nie mógł liczyć nigdy wcześniej.