"Ród smoka" – ta okropna śmierć z finału miała być jeszcze gorsza. Oto koszmar, który nam szykowano
Karol Urbański
13 sierpnia 2026, 16:31
Za nami finał 3. sezonu "Rodu smoka", w którym byliśmy zmuszeni pożegnać jedną z najbardziej intrygujących postaci w całym serialu. Choć była z nami jedynie przez jedną serię, zdążyła wywrzeć na widowni spore wrażenie. Uwaga na spoilery.
Za nami finał 3. sezonu "Rodu smoka", w którym byliśmy zmuszeni pożegnać jedną z najbardziej intrygujących postaci w całym serialu. Choć była z nami jedynie przez jedną serię, zdążyła wywrzeć na widowni spore wrażenie. Uwaga na spoilery.
To już koniec Ormunda Hightowera w fenomenalnej interpretacji Jamesa Nortona. Wiecznie knujący przywódca Zielonych z 3. sezonu "Rodu smoka" wyzionął ducha podczas bitwy w Tumbleton, a sam odtwórca roli opowiedział o kulisach tych wydarzeń.
Ród smoka sezon 3 – kulisy śmierci Ormunda Hightowera
Śmierć Ormunda różniła się nieco od książkowego pierwowzoru George'a R.R. Martina, gdzie lider Zielonych zmarł na skutek bezpośredniego starcia z Roddym Ruiną (Tommy Flanagan). Twórcy adaptacji "Ognia i krwi" odwzorowali ich krwawe starcie, ale dodali też coś od siebie – Ulfa Białego (Tom Bennett) przelatującego nad miastem na Srebrnoskrzydłej, która zionęła ogniem w stronę Ormunda. Co ciekawe, filmowcy pracowali nad innymi – jeszcze bardziej brutalnymi – wariantami tej sceny.
— Wiedziałem, że to będzie wielka, spektakularna śmierć. W tym serialu często zdarza się, że twórcy posuwają się do skrajności. Kiedy zdają sobie sprawę, gdzie leży granica, nieco się wycofują. Tak więc pierwotnie istniała wersja, w której Ormund zostaje przeszyty jakieś 20 razy. Ustaliliśmy wówczas, że może trochę tego za wiele.
Tak naprawdę wyzwaniem dla aktora jest zapomnienie o całej tej zabawowości, ambicji i tonie, a nawet o książkach i materiałach, i po prostu odegranie tego z pełną autentycznością. Ten facet nie znosi smrodu, krwi i okrucieństwa, więc w tym pełnym zaangażowaniu tkwi humor i komizm. Jeśli sam zacząłbym uważać to za zabawne albo byłbym świadomy tych gagów, to wszystko by się posypało – mówił Norton w rozmowie z Variety.

Aktor nawiązuje oczywiście do momentu, który z pewnością wywołał salwę śmiechu u niejednego widza. Otóż obryzgany krwią swojego adwersarza Ormund zaczyna momentalnie wymiotować w trakcie walki, co dla odtwórcy roli było jeszcze jednym z "soczystych smaczków" składających się na całokształt charakterystyki jego bohatera.
— A potem on zaczyna wymiotować. Myślisz sobie, że będzie jakimś niesamowitym wojownikiem, a jedyne, na co go stać, to wymioty. Pamiętam, jak to przeczytałem i pomyślałem: "No dobrze, rozumiem". Chcieli, żeby ten facet był zabawny, absurdalny i ekscentryczny, ale to była bardzo charakterystyczna scena, w której autorzy zdecydowali się pójść bardziej w stronę czegoś komediowego i żartobliwego – wspominał ekranowy Ormund w rozmowie z "Entertainment Weekly".
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o finale 3. sezonu, rzućcie okiem na inne – wyjątkowo istotne – wydarzenia z minionego odcinka. Fani uznali, że ta intrygująca scena może być odczytywana jako trolling George'a R.R. Martina – czy coś rzeczywiście jest na rzeczy? W międzyczasie sprawdźcie też nasze omówienie bitwy w Tumbleton – czy można w ogóle wybrać jednoznacznego zwycięzcę epickiego starcia?