Pazurkiem po ekranie #8: Rymy częstochowskie

"How I Met Your Mother" (Fot. CBS)

"How I Met Your Mother" (Fot. CBS)

W "How I Met Your Mother" rymowali bez sensu, w "Boardwalk Empire" pożegnaliśmy jednego z ulubionych bohaterów, w "The Good Wife" zobaczyliśmy kolejną bitwę w wielkiej wojnie, a "Homeland" zaliczyło najlepszy odcinek sezonu. Uwaga na spoilery dotyczące wyżej wymienionych seriali.

Nie sądziłam, że jeszcze mnie to spotka, ale w ostatnim czasie dużo myślę o papierze. Takim zwyczajnym, gazetowym. Pamiętam, że za czasów studenckich - a musicie wiedzieć, że studiowałam poważny kierunek polityczny - miałam zwyczaj wydawać na niego pieniądze niemal codziennie. Teraz to się zmieniło, prasa ponoć już umarła i nie ma co się tym przejmować, ale ponieważ wraz z upływem lat robię się coraz bardziej sentymentalna, zdarza mi się za papierem zatęsknić.

Powiem więcej, chciałabym w gazecie (lub czasopiśmie) poczytać o serialach. I to nie miałkie bzdurki, wypisywane przez jakiegoś pana o znanym nazwisku, który widział trzy seriale i do końca świata będzie o tym trąbił, a coś z sensem i najlepiej też z pazurkiem. Jeśli Wy macie podobne marzenie i mieszkacie w Warszawie lub okolicach, wiedzcie, że w najbliższym czasie postaram się je spełnić.

Tymczasem w tej drugiej rzeczywistości...

...rymowali przez 20 minut - i to było straszne 20 minut. Twórcy "How I Met Your Mother" ewidentnie zaserwowali nam odcinek, który nie był potrzebny. Miał być uroczy zapychacz, wyszedł po prostu zapychacz. Miło było przez chwilę zobaczyć Jamesa Van Der Beeka, ale na tym plusy "Bedtime Stories" się kończą. Żadna z rymowanych historii nie okazała się ani fajna, ani śmieszna, ani - przepraszam, że się powtarzam - do niczego potrzebna. A i same rymy jakieś takie... częstochowskie.

Teksty w rodzaju "Ladies, don’t you worry, your fair legs can all stay closed, because luckily, they took the counteroffer I proposed" być może zrobiłyby furorę, gdybyśmy mieli rok 1995. Dziś mogą w najlepszym razie wylądować w zestawieniu najgorszych rymów z "HIMYM". Polecam zresztą to zestawienie, z jakiegoś powodu jest fajniejsze niż odcinek. Może dlatego, że ironiczne.

Reddit stał się Scabbitem w "The Good Wife"...

...a ja znów zachwycona patrzyłam, z jakim wyczuciem twórcy serialu komentują bieżące wydarzenia. Polowania na czarownice po zamachu w Bostonie nie dało się lepiej przełożyć na język telewizyjnej rozrywki, a szereg zaskoczeń, które mechanizmy rządzące internetem znów wywołały na sali sądowej, nie mógł wypaść bardziej prawdziwie.

A przecież sprawa sądowa to zaledwie jedna z wielu wspaniałości, jakie dostaliśmy w tym tygodniu w "The Good Wife". Na przykład ten Irlandczyk. Co o nim sądzicie? Że fajny? Że będą kłopoty? Że jest bliżej mafii, niż się przyznaje? Pewnie wszystko po trochu. Ale przede wszystkim - tak, jest fajny, i tak, pasuje to ekipy L.G. (co za kretyński skrót, swoją drogą).

Szczytem doskonałości była scena, w której Will i Diane weszli do biura Florrick, Agos & Associates. Tego biura to ja im w ogóle zazdroszczę. OK, jest w kiepskiej okolicy i klient po drodze ma pewnie ochotę uciec i nie wrócić więcej - ale spójrzcie tylko, jakie to wszystko świeże i charakterne! Zdecydowanie chciałabym pracować w takim miejscu.

Nie potrafię sobie wyobrazić, że "The Good Wife" będzie jeszcze fajniejsze niż teraz - ale ci, którzy widzieli 100. odcinek mówią, że owszem, to możliwe. Amerykańscy krytycy piszą zgodnie, że przed nami najlepszy odcinek serialu. Lepszy niż "Hitting the Fan". Mieści Wam się to w głowie? Bo mnie chyba nie bardzo.

Najlepszy odcinek sezonu zaliczył "Homeland"...

...i, zaskoczenie!, duży udział w tym miał Damian Lewis. Bryanowi Cranstonowi to on raczej w tym roku niczego nie odbierze, ale po raz pierwszy chyba udowodnił, że jego poziom aktorski nie odbiega aż tak bardzo od tego, co potrafi Claire Danes. Wystarczy mu napisać mocne sceny, on to zagra. I to fantastycznie zagra.

Rok temu nienawidziłam romansu Carrie i Brody'ego, teraz z zaskoczeniem stwierdziłam, że dobrze się patrzy na nich razem. Ta niesamowita chemia między nimi, która kręciła nas kiedyś, nigdzie sobie nie poszła, nie znikła, ona wciąż tam jest. I chciałabym jeszcze to zobaczyć, odnoszę jednak wrażenie, że misja, na którą wysłano Brody'ego, okaże się samobójcza. To znaczy w okolicach finału sezonu pożegnamy go, tym razem na zawsze.

Przez 40 minut nudziłam się jak mops...

...oglądając finał sezonu "Boardwalk Empire". A potem jak się zaczęło dziać! I jak nie mogło przestać...! Choć to nie był sezon wybitny, chciałabym jeszcze. Chciałabym posłuchać, jak Daughter Maitland śpiewa, chciałabym wiedzieć, co teraz zrobi Chalky, chciałabym zobaczyć Ala Capone w akcji.

A dziś wznoszę toast za tego, który odszedł. Tak smutnego rozstania i tak wzruszającego pożegnania nie było w "Boardwalk Empire" od finału 2. sezonu, w którym zginął wiecie kto. Wypijmy za tego, którego już z nami nie będzie, posłuchajmy szumu fal i wrzasku mew, przygotujmy się na ostateczny już koniec. Sądząc po spadającej oglądalności, "Boardwalk Empire" nie zostało już tyle czasu, ile byśmy chcieli mu dać.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

I pamiętajcie - widzimy się za tydzień. W tym samym miejscu, o tej samej porze.