Tę decyzję twórcy nowego hitu HBO podjęli już na początku. "Od razu wiedzieliśmy, że tak zrobimy"
Karol Urbański
24 sierpnia 2026, 16:14
"Latarnie" to jeden z tych seriali, które już na początku odsłaniają przed widzem zawiłą sieć intryg. W nowym przeboju HBO i DCU nie mogło być inaczej, tym bardziej że mamy do czynienia z kilkoma płaszczyznami czasowymi.
"Latarnie" to jeden z tych seriali, które już na początku odsłaniają przed widzem zawiłą sieć intryg. W nowym przeboju HBO i DCU nie mogło być inaczej, tym bardziej że mamy do czynienia z kilkoma płaszczyznami czasowymi.
Już 1. odcinek serialu "Latarnie" zabiera nas przez trzy różne osie czasowe, począwszy od końca lat 90, przez 2016 rok, aż do teraźniejszości. Czemu twórcy projektu HBO i DCU postanowili tak bardzo poszatkować fabułę? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do samego źródła.
Latarnie – czemu czas akcji jest podzielony? Wyjaśnienie
Na pierwszy rzut oka czas akcji serialu "Latarnie" może wydawać się nieco skomplikowany. W gruncie rzeczy sprawa jest jednak bardzo prosta – główna część fabuły rozgrywa się w 2016 roku, kiedy to Hal Jordan (Kyle Chandler) zaczął "trenować" Johna Stewarta (Aaron Pierre), podczas gdy pozostałe fragmenty osadzono w przyszłości (2026) lub przeszłości (1996).
W kolejnych odcinkach "Latarni" możecie spodziewać się kolejnych "skoków" fabularnych, a my postanowiliśmy zapytać showrunnera nowego hitu HBO o to, dlaczego twórcom potrzebny był ten zabieg, a także na jakim etapie prac go wprowadzili. Okazuje się, że Damon Lindelof, Tom King i przytaczany poniżej Chris Mundy podjęli tę decyzję w pierwszej kolejności.
— Od samego początku zdecydowaliśmy się na kilka linii czasowych. Od razu wiedzieliśmy, że tak zrobimy. Potem bierze się poszczególne wątki fabularne i sprawdza, dokąd nas zabiorą. Zachowuję się tak, jakbym miał tu tablicę, ale jej nie mam. Ale na tej tablicy zaczyna się nakładać na siebie poszczególne wątki, obserwując, gdzie się krzyżują, gdzie ze sobą korespondują. Znajduje się te elementy łączące.
Robi się to w skali całego sezonu. A kiedy jest to gotowe w skali całego sezonu, zaczyna się robić to indywidualnie w ramach poszczególnych odcinków. W pewnym sensie zawsze zajmujesz się jednocześnie skalą makro i mikro. Kiedy utkniesz na jednym z nich, przechodzisz do drugiego, bo może masz wystarczająco możliwości, by zająć się całością, a kiedy ci to się wyczerpie, próbujesz zająć się szczegółami. I tak bez przerwy – tłumaczył nam Mundy.
Trzech twórców znajdujących się u steru produkcji to więcej, niż można powiedzieć o przeważającej części seriali. Mało tego, wspomniani filmowcy mają dość odmienne projekty w swych poszczególych dorobkach – czy współpraca nad tak specyficznym projektem okazała się dla nich wyzwaniem? Showrunner tytułu przekonuje, że było odwrotnie i – zupełnie jak przy tworzeniu muzyki – partnerstwo przyniosło wymagane rezultaty.
— Nie, to nie stanowiło wyzwania. Dyskutujemy ze sobą i najlepszy pomysł wygrywa. Kiedy siedzimy razem i rozmawiamy o różnych pomysłach, w najlepszych przypadkach nie pamiętamy nawet, czyj ostatecznie był to pomysł. Np. ja mówię coś, co jest prawie trafne, a potem Tom dodaje coś, co trochę zmienia kierunek dyskusji, po czym Damon to uzupełnia i w pewnym sensie łączy te dwie rzeczy.
I wtedy mówimy: "No dobrze, czyj to był pomysł?". I już nawet tego nie wiemy. To trochę jak granie muzyki. Zaczynasz od linii basowej, potem ktoś zaczyna grać na perkusji, a ktoś dodaje partię gitary. Zanim się zorientujesz, powstaje piosenka. Albo i nie – i zaczynasz od nowa. Kiedy dobrze się pracuje, to się ciągle zdarza.
Jeśli chcecie być na bieżąco z projektem, koniecznie sprawdźcie pełny harmonogram emisji: Latarnie – kiedy kolejne odcinki? A czemu "Latarnie" osadzono na prowincji? Twórcy doskonale nam to wyjaśnili. W wywiadzie zapytaliśmy ich też o specyficzny klimat i o to, skąd podobieństwa do serialu "Detektyw".
Swoją drogą, Serialowa miała okazję obejrzeć już większość nowego serialu HBO. Naszą bezspoilerową opinię znajdziecie tutaj: Latarnie – recenzja serialu.