Serial "Lalka" mocno stawia na swoją wersję klasyka. Sprawdzamy, czy będzie o nią wojna – recenzja
Nikodem Pankowiak
14 września 2026, 08:01
Przed nami pierwsza odsłona wrześniowego Lalkageddonu – premiera serialu "Lalka" Netfliksa, który do klasyka Bolesława Prusa podchodzi w sposób odważniejszy niż nadchodzący film. Czy to podejście się opłaciło?
Przed nami pierwsza odsłona wrześniowego Lalkageddonu – premiera serialu "Lalka" Netfliksa, który do klasyka Bolesława Prusa podchodzi w sposób odważniejszy niż nadchodzący film. Czy to podejście się opłaciło?
Nie ma wątpliwości, że "Lalka" Netfliksa podzieli polską widownię i rozpocznie – akurat bardzo potrzebną – dyskusję o tym, co na ekranie można zrobić z klasyką literatury. Netflix od samego początku i pierwszego zwiastuna, w którym usłyszeliśmy "Creep" Radiohead, przekonywał nas, że będzie to adaptacja jak żadna przed nią. Cała marketingowa maszyna – w tym wypadku wyjątkowo prężna – od początku miała dowodzić, że "nasza 'Lalka' będzie zupełnie inna niż tamta druga 'Lalka'".
Nie ukrywam, w tej nastawionej na kontrowersję kampanii zaczynałem widzieć coś na wzór osobnego performance'u, któremu jednak z czasem zaczęło być bliżej do zwykłego trollingu niż artystycznej prowokacji. Teraz, kiedy obejrzałem już przedpremierowo cały sezon serialu, mogę powiedzieć, co z tego wszystkiego wyszło.
Lalka – Netflix stawia na nową wersję klasyka literatury
Nie da się ukryć i trzeba oddać Netfliksowi co Netfliksa – takiej adaptacji faktycznie jeszcze nie było. Choć właściwie słowo "adaptacja" jest tutaj nie na miejscu, "reinterpretacja" faktycznie pasuje tutaj znacznie bardziej. Reżyser Paweł Maślona ("Kos") oraz scenarzyści Paweł Demirski ("Artyści", "Aniela") i Jagoda Dutkiewicz ("Aniela") bawią się Prusem i ani przez moment nie podchodzą do "Lalki" jak do świętości, której nie można zszargać. Z tego powodu uważam, że jakiekolwiek porównania serialu do filmowej adaptacji, która – wszystko na to wskazuje – będzie bardziej klasyczna, wręcz zachowawcza, są nieuzasadnione. I niesprawiedliwe, dla obu tych produkcji.

Ale już porównań względem książkowego klasyka serialowa "Lalka" z pewnością nie uniknie. I trudno się dziwić, twórcy tak bardzo postanowili odejść od oryginału, że wszyscy będą mieli na ten temat swoją opinię. Rozgłos gwarantowany, cel Netfliksa osiągnięty. Zmian jest tak wiele, że nie ma sensu o nich opowiadać, a wspólny z książką jest tu właściwie tylko punkt wyjścia – kupiec Stanisław Wokulski (Tomasz Schuchardt, "Breslau"), który dorobił się na wojnie ogromnych pieniędzy, postanawia wykorzystać je do zdobycia arystokratki Izabeli Łęckiej (Sandra Drzymalska, również "Breslau"). Jak daleko jest w stanie się posunąć, by osiągnąć swój cel? Czy to, co czuje, to jeszcze miłość, czy już obsesja? A może jedno i drugie?
Choć "Lalka" w centrum opowieści stawia Łęcką i to jej perspektywa jest tutaj najważniejsza, to nie mamy do czynienia z prostym odwróceniem ról. Produkcja Netfliksa wcale nie walczy, a przynajmniej nie jest to jej główny cel, ze stereotypem złej Łęckiej, zaś Wokulski, choć przed seansem można było odnieść wrażenie, że tak właśnie zostanie przedstawiony, nie jest tutaj creepem, który zaczaił się na młodą szlachciankę i próbuje osaczać ją za pomocą pieniędzy.
Serialowy obrazek jest znacznie bardziej skomplikowany i ani trochę czarno-biały. W interpretacji Maślony i spółki wszyscy mają tu własne interesy i są na swój sposób zepsuci. Wokulski Schuchardta z pewnością wzbudza mniej sympatii niż ten z książki, ale i tak potrafi do siebie przekonać. Może właśnie tym, że mniej w nim idealisty, a więcej… zwykłego cwaniaka? Inna rzecz, że otoczono go tak okropnymi postaciami, że trudno, by nie wypadał na ich tle korzystnie.
Lalka próbuje na nowo zdefiniować Izabelę Łęcką
Polska arystokracja, tutaj mająca przede wszystkim twarz Tomasza Łęckiego (Jacek Braciak, "Glina"), barona Krzeszowskiego (Piotr Adamczyk, "Pionek") i Kazimierza Starskiego (Piotr Pacek, "Śleboda"), zostaje przedstawiona w serialu w jeszcze gorszym świetle niż w książce, a przecież Prus potrafił chłostać ją niemiłosiernie. Szlachta jest tu zgnuśniała do cna i pasożytuje na ludziach takich jak Wokulski, jednocześnie trzymając ich na dystans tak, by z pańskiego stołu mogli jeść tylko okruszki, a i to za zgodą. O ile jeszcze Krzeszowski ma do Wokulskiego jawnie pogardliwy stosunek, o tyle daleko mu do Łęckiego, który bez skrupułów wykorzystuje fakt, że Stanisław chce poślubić jego córkę. Muszę tutaj nisko pokłonić się Jackowi Braciakowi, bo nigdy bym nie przypuszczał, że mógłbym pogardzać starym Łęckim jeszcze bardziej niż podczas lektury książki.

Izabela jednak wymyka się z tego obrazu zepsutej polskiej szlachcianki. Z jednej strony doskonale potrafi wykorzystywać swoje arystokratyczne urodzenie i pozycję – choć, jak wiemy, są to bardzo chwiejne fundamenty. Z drugiej, czasem robi lub przynajmniej próbuje robić rzeczy, które "nie uchodzą" osobie jej pochodzenia. Na ile robi to dla poklasku i atencji, a na ile jej intencje są czyste – to każdy widz musi rozstrzygnąć już sam. Niewątpliwie jednak bohaterka potrafi wykazać się sprytem i inteligencją, której często brakuje innym osobom jej pochodzenia. W relacji z Wokulskim nie zawsze jednak umie oddzielić pragmatyzm, którym kieruje się na co dzień, od emocji, a to daje pretekst do niejednego zwrotu akcji. I choć Łęcka bywa przedstawiona jako ofiara swojego pochodzenia, związana narzuconą tradycją i konwenansami, to jednak jest też kimś znacznie więcej.
W tym nieszczęsnym plakacie Netfliksa z hasłem "To nie ty bawisz się nią, to ona bawi się tobą" jest sporo prawdy, a przez cały sześcioodcinkowy sezon widzimy prawdziwe przeciąganie liny między Łęcką a Wokulskim. Czy to jednak gra, z której jedno z nich może wyjść zwycięsko? Odpowiedź przemilczę, ale mogę zapewnić, że rozwiązanie zaproponowane przez twórców na pewno wzbudzi emocje i dyskusję. Finał tej opowieści jest iście szalony i uważam go za jeden z lepszych serialowych odcinków tego roku. Pytanie tylko, czy to, co widzimy po drodze, w pełni go uzasadnia. Tu mam już pewne wątpliwości. Momentami bowiem "Lalka" osiada na mieliźnie, twórcom trudno utrzymać równe tempo – niektóre wątki zostają potraktowane po macoszemu, inne tylko zasygnalizowane, a widz czasem ma poczucie, że kręcimy się w kółko.
Lalka – czy warto oglądać serial Netfliksa?
Z serialową "Lalką" mam jeszcze jeden problem, dokładnie taki sam jak z jej promocją. Zbyt często odnosiłem wrażenie, że produkcja Netfliksa na siłę próbuje być edgy, a my powinniśmy bić twórcom brawo za to, że nie podeszli do oryginału na klęczkach. Jednak ich odwaga w reinterpretacji klasyka sprowadza się czasem do tego, że bohaterowie przeklinają, a Łęcka potrafi powiedzieć wprost, że ma okres, w samym spojrzeniu na głównych bohaterów nie ma moim zdaniem aż takiej rewolucji. Słowem – całe to zamieszanie wokół "Lalki" to chwilami wiele hałasu o nic.
Jednak nawet w ewidentnych momentach słabości serial ratuje fantastyczna realizacja. Wrażenie może tu robić wszystko – mająca w sobie nowoczesny sznyt muzyka, a także scenografia i kostiumy. Fenomenalna jest także obsada – duet Drzymalska i Schuchardt działa tutaj znacznie lepiej niż w "Breslau", ich interpretacje Łęckiej i Wokulskiego zostaną z widzami na dłużej. I tylko szkoda, że rola Ignacego Rzeckiego (Dariusz Chojnacki, "Heweliusz") w tej historii została dość mocno ograniczona, a przecież jego perspektywa w "Lalce" Prusa jest niemal równie istotna, co wspomnianej dwójki. Ze swoim książkowym pierwowzorem serialowy Rzecki ma jednak niewiele więcej wspólnego niż nazwisko.

Twórcy postanowili uwypuklić tutaj role innych bohaterów, także takich, którzy w oryginale nie pojawiali się w ogóle, jak choćby mająca duży wpływ na Izabelę Eliza Orzeszkowa (Agnieszka Grochowska, "W głębi lasu"), której wprowadzenie do historii, choć z pozoru nieistotne, dodało całej opowieści sporo realizmu. Ekipa Netfliksa w prezentowaniu ówczesnej Warszawy mogła sobie pozwolić także na to, czego Prus absolutnie zrobić nie mógł, czyli pokazanie, że całe to warszawskie życie toczyło się pod rosyjskim butem. Trochę jednak szkoda, że wątek wpływu zaborców na życie Polaków nie został bardziej rozwinięty. Ale to ogólna tendencja widoczna w tym serialu – zbyt często próbuje on złapać zbyt wiele srok za ogon.
Serialowa "Lalka" będzie hitem, tego chyba możemy być pewni i w sumie jest to bardzo dobra wiadomość. Już wcześniej filmowym "Kosem" Maślona udowodnił, że do polskich świętości można podchodzić z dystansem i ironią, a z naszego napompowanego patosem narodowego balonika warto spuścić trochę powietrza. W kolejce mamy jeszcze wiele klasyków, które można przeczytać na nowo, i Netflix "Lalką" – mimo jej widocznych gołym okiem wad – pokazuje, że warto to robić. Zwłaszcza gdy mówimy o historiach tak uniwersalnych – dzieło Prusa jest wręcz idealne do ponownej interpretacji w czasach, gdy tak wiele mówi się o toksycznej męskości i na nowo próbuje definiować relacje damsko-męskie. Zresztą, twórcy co jakiś czas puszczają oko do widza i w dość otwarty sposób odnoszą się do współczesności, a przy tym nie zapominają, że mają do czynienia z klasykiem, jak na przykład wtedy, gdy Wokulski wypowiada słynne "Farewell, miss Iza, farewell". Finalnie więc bardzo się cieszę, że ta adaptacja, pardon, reinterpretacja powstała. Naprawdę jej potrzebowaliśmy.