"Strefa gangsterów" w 2. sezonie udowadnia, że Tom Hardy jest wart każdego funta – recenzja nowej serii
Jacek Werner
16 września 2026, 09:01
Dokładnie 21 września w SkyShowtime startuje 2. sezon serialu "Strefa gangsterów". Sprawdziliśmy już, czy thriller z Tomem Hardym w roli mafijnego fixera wrócił w wydaniu, którym ponownie warto się zainteresować.
Dokładnie 21 września w SkyShowtime startuje 2. sezon serialu "Strefa gangsterów". Sprawdziliśmy już, czy thriller z Tomem Hardym w roli mafijnego fixera wrócił w wydaniu, którym ponownie warto się zainteresować.
Jeśli przeglądacie branżowe media, to na pewno nie umknęła wam niedawna drama wokół serialu "Strefa gangsterów". W rozdmuchanych – a przynajmniej tak głosi obecna wersja – zakulisowych raportach rozpisywano się o Tomie Hardym i jego zachowaniu na planie: o ciągłych uwagach do scenariusza, o kwestionowaniu swojego miejsca w hierarchii postaci. Jak było naprawdę, nigdy się nie dowiemy. Nie ma jednak wątpliwości, że bez Hardy'ego 1. sezon "Strefy gangsterów" poradziłby sobie mniej więcej tak, jak "Peaky Blinders" dałoby radę bez Cilliana Murphy'ego. A czy 2. sezon to również mafijne szachy z jedną naprawdę liczącą się figurą?
Strefa gangsterów sezon 2 – co nowego w światku mafii?
Widziałem przedpremierowo cztery odcinki (łącznie będzie 10) z 2. sezonu "Strefy gangsterów" i już wiem, że twórcy serialu wyciągnęli wnioski z mniej udanych elementów zeszłorocznej odsłony hitu. Reżyser i producent Guy Ritchie i showrunner Jez Butterworth wracają więc z historią o jasno określonym centrum, zamiast rozplatać przed widzami niepotrzebnie zawiłą pajęczynę rodzinnych intryg i chybionych dygresji.
Harriganów spotykamy tu na kilka miesięcy po krwawym rozliczeniu ze Stevensonami i prędko odkrywamy, że choć udało im się pozbyć konkurencji, w londyńskim półświatku nie brakuje wpływowych graczy, którzy niebawem upomną się o własny kawałek przestępczego tortu. Z początku największy konflikt toczy się jednak wewnątrz samej irlandzkiej familii. Już w pierwszej scenie dowiadujemy się, że reputacja Conrarda Harrigana (Pierce Brosnan) w tytułowym "moblandzie" chwieje się w posadach, a dołki pod nim kopie nie kto inny, a jego syn Kevin (Paddy Considine). Kto widział 1. sezon, ten doskonale wie i pewnie szczególnie się nie dziwi dlaczego.

Spotkanie ze zbirami z tureckiej mafii, które oglądamy na samym początku, mówi patriarsze Harriganów, że: a) jego dni na tronie mogą być policzone, b) pokojowa sukcesja raczej nie wchodzi w grę, skoro każdy z dziedziców już działa za jego plecami, c) bezwzględne wymuszanie posłuszeństwa tylko obnaża desperację. Mówi mu – albo mówić powinno. Conrad nie należy jednak do osób, które wyciągają wnioski i pokornie akceptują swoje granice. Na całe szczęście dla nas – bez porywczości starego kryminalisty nie byłoby całej tej zabawy.
Strefa gangsterów sezon 2 to znów klasyczny Guy Ritchie
Conrad i Kevin to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Jest w końcu i Maeve (Helen Mirren), tutejsza lady Makbet, która znów raz po raz wbija nóż w plecy swoim rywalom (w tym własnemu małżonkowi), knując własne, pokrętne plany. Jest Seraphina (Mandeep Dhillon) i jej skonfliktowana lojalność do pokręconej rodziny. Jest Gina de Souza (Teddie Malleson-Allen), która szuka ujścia dla złości na rodziców i podejmuje fatalną decyzję, uciekając z Eddiem Harriganem (Anson Boon), sprawcą całego zamieszania z poprzedniego sezonu.
Innymi słowy: gdzie okiem nie sięgnąć, tam znów dzieje się w 2. sezonie coś, co siły niesprzyjające naszym zdegenerowanym bohaterom mogą z łatwością wykorzystać – i trzeba przyznać, że serial serwuje to widzom znacznie sprawniej niż przed rokiem. Nie uświadczycie tu choćby powtórki ze zbłąkanej historii Kevina i zemsty na jego oprawcy z czasów więzienia czy innych elementów nieco nieprawnie wtrąconych do fabuły. Zamiast tego, większość wątków gra do jednej bramki (wprost przeciwnie do samych Harriganów), a poszczególne dramy pracują na wrażenie, że rodzina znalazła się w największym jak dotąd potrzasku.

W tym ostatnim pomagają starzy i nowi antagoniści. Zagrywająca w 1. sezonie z marginesu wpływowa kryminalistka i polityczka Kat McAllister (Janet McTeer) przejmuje tu pierwsze skrzypce, ale wraca też makiaweliczny były inspektor Scotland Yardu, Colin Tattersall (Toby Jones), który przypisuje sobie zdolność do wskazania nowego króla londyńskiej mafii – oczywiście za odpowiednią cenę. Najciekawiej wypada z kolei debiutujący w 2. sezonie Frankie Cooper, ekscentryczny gangster, w którego wciela się Johnny Flynn ("Ripley"). Po czterech odcinkach, które miałem okazję zobaczyć, trudno jeszcze zawyrokować o roli, jaką odegra w całej historii, acz kilka scen z jego udziałem nakreśliło Frankiego jako liczącego się gracza – a do tego kogoś, kto mógłby wreszcie wyprowadzić z równowagi samego Harry'ego de Souzę (Hardy).
Swoją drogą, gdy zobaczycie Coopera, jak z niedbałą czupryną na mop top i ubrany w pstrokaty dresik przybywa na mafijne konszachty e-hulajnogą, natychmiast przypomnicie sobie, że oglądacie serial Guya Ritchiego. Na minus – bo to znaczy, że w światach reżysera "Dżentelmenów" czy "Przekrętu" barwny gangus to figura mocno już skonwencjonalizowana. I na plus – bo nie ma to żadnego znaczenia, jeśli oglądając następnych, bawimy się dobrze. A przy "Strefie gangsterów" bawimy się bardzo dobrze.
Strefa gangsterów sezon 2 – czy nadal warto oglądać?
Dodać trzeba jednak, że o ile w 2. sezonie sprawniej poradzono sobie z mnożeniem pęknięć na rodzinnym portrecie, a fabuła jest całościowo bardziej zwarta, siła wyrazu serialu nadal spoczywa na barkach Toma Hardy'ego. Przyjemność obcowania ze "Strefą gangsterów" znów płynie w znacznej mierze ze scen, w których lojalny fixer wydobywa Harriganów z jednej kabały po drugiej – gasząc tak małe ogniska, jak kolosalne pożary z brutalną determinacją, stoickim obliczem i scenicznym magnetyzmem na miarę Steve'a McQueena. Nowe odcinki stawiają go zresztą przed ciekawym dylematem, który na blisko półmetku sezonu dopiero nabiera na sile.

Serial Ritchiego i Butterwortha trudno uznać za szczególnie innowacyjny, bo przez większość czasu twórcy remiksują to, co znamy z rozmaitych ekranowych wyobrażeń gangsterskiego życia, zwłaszcza tych z dorobku twórcy kultowego "Lock, Stock and Two Smoking Barrels". Tyle jednak, że robią to dobrze – a wręcz jeszcze lepiej.
Jeśli 1. sezon przypadł wam do gustu, nowe odcinki serialu spodobają wam się jeszcze bardziej. Jeśli w zeszłym roku oglądaliście tylko jednym okiem, jest spora szansa, że drugą serię pooglądacie również tym drugim. A Hardy'ego po prostu warto w tej kreacji znać. Skoro akurat nie słuchacie, jak rapuje "Króla Ryszarda III" głosem Bane'a, możecie tylko zyskać, oglądając go w "Strefie gangsterów".