"Druga młodość" rozbawi was do łez i wbije w fotel brutalną szczerością – recenzja ostrej komedii HBO
Marta Wawrzyn
21 września 2026, 17:01
Na HBO debiutuje dziś "Druga młodość", komediodramat Sharon Horgan, twórczyni hitów Apple TV i BBC. Sprawdzamy, czy warto oglądać wypakowany osobistymi inspiracjami twórczyni serial o życiu 50-latki z Londynu.
Na HBO debiutuje dziś "Druga młodość", komediodramat Sharon Horgan, twórczyni hitów Apple TV i BBC. Sprawdzamy, czy warto oglądać wypakowany osobistymi inspiracjami twórczyni serial o życiu 50-latki z Londynu.
Gdybyście zaczęli ostatnio dochodzić do wniosku, że era dobrych półgodzinnych komediodramatów o codziennym życiu się skończyła, HBO już spieszy was wyprowadzić z tego błędu. Serial "Druga młodość" (w oryginale po prostu "Youth" i po raz kolejny nie potrafię zrozumieć, czemu HBO Polska znów musiało zepsuć tytuł), za który odpowiada Sharon Horgan ("Siostry na zabój", "Catastrophe"), już jest dostępny na HBO Max. Znajdziecie tam dwa pierwsze odcinki z ośmiu, my z kolei widzieliśmy przedpremierowo aż siedem i już spieszymy wyjaśnić, czemu to świetna rzecz.
Druga młodość – o czym jest serialowy komediodramat?
"Druga młodość" (zgrzyt, zgrzyt) to jedna z tych opowieści dla fanów seriali o zwykłym życiu, gdzie jest trochę śmiechu, trochę łez, dużo (nie)banalnej zwyczajności i ogromna dawka autorskiego podejścia. Naszą bohaterką jest tu Alex (w tej roli sama Horgan), jak czytamy w oficjalnym opisie, "50-letnia rozwódka poszukująca seksu i miłości, która musi godzić opiekę nad schorowanymi rodzicami z wychowywaniem swojego syna – a ten powinien już dawno dorosnąć". Nie powiedziałabym, że jest to opis aż tak adekwatny do treści, bo ta przerasta go jednak skomplikowaniem i zniuansowaniem.

Alex nie poznajemy, jak biega po Londynie, szukając mitycznego duetu złożonego z seksu i miłości, tylko w pracy, w raczej nietypowej sytuacji: podczas spotkania z Damianem Lewisem ("Homeland"), któremu zamarzyło się wydanie dość specyficznie brzmiącej książki. Bohaterka Horgan, trochę w stylu Bridget Jones – powiązań można zresztą znaleźć więcej – pracuje w świecie wydawniczym, a dokładniej jako agentka literacka, w agencji należącej do jej przyjaciółki Sam (Sharlene Whyte, "Stephen"), co także stanie się w dalszej części jednym z głównych źródeł i komizmu, i licznych udręk.
Jak większość kobiet, tych serialowych i tych prawdziwych, Alex ma w życiu dużo do ogarniania. Do przygód w pracy dochodzi dalekie od poukładanego życie osobiste: bohaterka jest po rozwodzie, wychowuje samotnie nastolatka (Aran Murphy, "LOLA", prywatnie syn Cilliana Murphy'ego), który właśnie powinien iść na studia, ale nie do końca mu się to udaje, do tego dochodzi okropny były mąż, (nie)codzienne potrzeby starszych rodziców – i tak naprawdę kwestie miłosno-seksualne, choć zajmujące sporo miejsca w fabule, często lądują na szarym końcu potrzeb. Tudzież rzeczy do zrobienia.
Druga młodość – komedia twórczyni Sióstr na zabój
Choć "Druga młodość" potrafi być i brutalnie szczera, i dość odważna w kwestiach damsko-męskich, przede wszystkim to słodko-gorzka opowieść o tym, co to dziś znaczy być kobietą. Sharon Horgan przyznaje (patrz: Radio Times), że wiele rzeczy, które zobaczymy na ekranie, zainspirowała własnym życiem i tym momentem, kiedy skończyła 50-tkę i zorientowała się, jakie zmiany ją czekają: najpierw myślisz, że wreszcie masz mnóstwo czasu i wolności, a potem okazuje się, że jest dokładnie odwrotnie. Nie trzeba jednak mieć 50 lat, żeby dostrzec paralele pomiędzy "Drugą młodością" a własnym życiem, jeżeli też ma się karierę, rodziców i/lub dzieci, a do tego nie powiedziało się ostatniego słowa, jeśli chodzi o poszukiwanie miłości i związku.
Perypetie romansowe zajmują istotne miejsce w "Drugiej młodości", nawet jeśli bohaterka notorycznie albo nie ma na nie czasu, albo popełnia błędy w damsko-męskiej grze o wszystko. Na pierwszy plan w pewnym momencie wysuwa się jej były, Patrick (Rupert Friend, "Homeland") – wpisany do jej telefonu jako Ex Pat – który przestaje być byłym i zamienia się w coś więcej. Mamy też relację z trochę od niej starszym Michaelem (Tim McInnerny, "Notting Hill"), pokazującą twarz Alex, którą z jednej strony trudno pokochać, a z drugiej wydaje się ona boleśnie prawdziwa.

Rzeczy boleśnie prawdziwych czy też brutalnie szczerych znajdziecie w serialu HBO co niemiara – jest to wręcz znak firmowy "Drugiej młodości". Sarah Horgan prosto z mostu, bez krygowania się mówi nie tylko o seksie i romansach w "pewnym wieku", ale też o menopauzie, niespełnionych ambicjach, chęci zadowalania całego świata w kontrze do chęci zadowolenia samej siebie. Przed oczami widzów w pewnym momencie wyląduje krew menstruacyjna, nie raz, nie dwa zobaczymy bohaterkę na kibelku. Wiecie, podstawy fizjologii, które zwykle na ekranie się pomija. Może nie szokuje to już widzów tak jak za czasów "Dziewczyn" Leny Dunham, ale wciąż inaczej odbiera się to w serialach w stylu "Dorosłych", a inaczej kiedy patrzymy na panią w dojrzałym wieku, która za nic nie chce pasować do obrazu wciąż obecnego w świadomości społecznej.
Ani autorka, ani bohaterka "Drugiej młodości" zdają się nic sobie z tych schematów nie robić, idąc przed siebie i za nic nie przepraszając. Alex raz za razem zmaga się z tym, czego sama by chciała dla siebie, a czego oczekują od niej inni – ci bliżsi i ci, którzy naprawdę nie mają prawa wtykać nosa w jej sprawy, a jednak to czynią. Ciągłemu ogarnianiu spraw, które nie mogą przecież poczekać, towarzyszy silna chęć wyrwania jakiegoś kawałka czasu dla siebie – i obrywanie za to czasem od obcych osób, jak taksówkarz, któremu nie spodobało się, że jego klientka za bardzo "się zabawiła". Te zderzenia ze światem bliższym i dalszym towarzyszą jej na każdym kroku. A przecież ona wcale nie chce przełamywać barier. Ona chce po prostu być. Mieć prawo do bycia.
Druga młodość – czy warto oglądać brytyjski serial HBO?
Patrząc na bohaterkę Sharon Horgan podbijającą Londyn w żółtych botkach, skórzanej mini i kolejnych niesamowitych płaszczach, nie sposób nie zauważyć, że jednak, pomimo pewnych niedogodności czy uwag, które ta musi znosić, to nie jest to samo życie, jakie prowadziły 50-latki jeszcze parę dekad temu. Pod wieloma względami Alex bardziej prezentuje się jak współczesna rówieśniczka Bridget Jones niż kultowe "Golden Girls", z których aż trójka była na początku serialu młodsza od Sharon Horgan.
Dziś wydaje się to jeszcze odświeżające, za kilka lat, miejmy nadzieję, będzie już zupełnie normalne. Bo dyskusje, które na pewno wzbudzi "Druga młodość", nie powinny przysłaniać faktu, że to nie tylko serial, który ma coś do powiedzenia – to przede wszystkim, tak po prostu, dobry serial. Ostry, błyskotliwy, po brytyjsku sarkastyczny, przełamujący tabu, pełen świetnych tekstów i wyrazistych występów aktorskich (na pewno sporo będzie mówiło się o Aranie Murphym, który na razie zrobił furorę na premierze jako syn swojego ojca). Ale też ciepły, przyjemny i niegłupi. Jeśli szukacie nie tyle nawet czegoś przełomowego, ile 30 minut w tygodniu w towarzystwie ludzi, których da się lubić, "Druga młodość" jak najbardziej może spełnić i tę rolę.

Wydaje się, że Sharon Horgan napisała serial nie tyle dla kobiet w swoim wieku, które łatwo mogą identyfikować się z jej bohaterką, ile dla każdego, kto czasem czuł, że życie zrzuca na niego za dużo i że przestaje już ogarniać, a ogarniać trzeba. Da się to spostrzec i w Alex, i w Ruarim, czyli jej synu, i w szeregu innych postaci, włącznie z tymi drugoplanowymi czy wręcz gościnnymi (a warto nadmienić, że obsada bywa ciekawa, bo oprócz Damiana Lewisa pojawiają się m.in. Harriet Walter, Anne Reid czy Freddie Fox). Tak jak "Catastrophe" czy później "Siostry na zabój", "Druga młodość" ma w sobie pierwiastek uniwersalności i absolutnie nie jest serialem dla jakiejś "grupy docelowej".
Jeśli lubicie brytyjski humor, bezpośredniość, niezręczności i chaos codziennego życia – czy to w pracy, czy to w parze, czy to w relacjach rodzinnych – odpalajcie "Drugą młodość". I dajcie serialowi trochę czasu, bo to, co najlepsze, czeka was bliżej końcówki sezonu, kiedy emocjonalne zaangażowanie w losy postaci przyniesie konkretne skutki.