"Na wschód od Edenu" to nowa wersja arcydzieła. Wiemy, czy warto oglądać – recenzja serialu Netfliksa
Kamila Czaja
1 października 2026, 09:01
Zoe Kazan, wnuczka reżysera filmu z 1955 roku, proponuje "Na wschód Edenu" wierniejsze całej powieści Johna Steinbecka, ale w pewnych kwestiach próbuje też po swojemu przesunąć akcenty. Jak jej poszło?
Zoe Kazan, wnuczka reżysera filmu z 1955 roku, proponuje "Na wschód Edenu" wierniejsze całej powieści Johna Steinbecka, ale w pewnych kwestiach próbuje też po swojemu przesunąć akcenty. Jak jej poszło?
Podczas gdy Polska zajęta jest walką o "Lalkę" (a nawet dwie), na Netfliksie pojawiła się ekranizacja wielkiej powieści amerykańskiej. Siedem dekad po kinowym filmie, który nakręcił w 1955 roku jej genialny artystycznie, ale politycznie osławiony dziadek, "Na wschód od Edenu" przeniosła na mały ekran Zoe Kazan ("Ruby Sparks"). Jako wielka fanka powieści zapowiadała nacisk na to, czego w zdecydowanie krótszym metrażu nie uwzględnił Elia Kazan, skupiony na ostatnich partiach książki. Twórczyni serialu chciała przy tym wyeksponować postać Cathy Ames, w czym pomóc miało obsadzenie w tej roli Florence Pugh ("Mała doboszka"). Czy powieści Johna Steinbecka z 1952 roku oddano sprawiedliwość? A może – skoro w zapowiedziach skupiano się na antybohaterce – to wizja mocno autorska, odchodząca od pierwowzoru?
Na wschód od Edenu – o czym jest miniserial Netfliksa
Zdegustowanych netfliksową "Lalką" – do których się nie zaliczam, będąc jeśli nie aż wielką entuzjastką, to niewojującą zwolenniczką serialu Pawła Maślony i spółki – uspokajam, że "Na wschód od Edenu" pozostaje powieści mocno wierne. Siedmioodcinkowa historia (widziałam przedpremierowo całość) prowadzi nas przez pokolenia rodu Trasków, nie pomijając kolejnych między- i wewnątrzgeneracyjnych napięć ani skomplikowanych miłosnych trójkątów.

Widzimy więc, jak Adam (kolejno Asher Whitehead, Costa D'Amgelo z "Tell Me Lies" i Christopher Abbott z "Dziewczyn") oraz Charles (Gus Turner z "Władcy much", Tom Sweet z "Wielkich nadziei" i Mike Faist z "Panic") rywalizują o uwagę koszmarnego ojca (Tracy Letts, "Homeland"), a jako dorośli próbują ułożyć sobie skomplikowaną, ale przecież niepozbawioną miłości braterską relację.
Co mogłoby się udać, gdyby nie pojawienie się Cathy. Jej wcześniejsze losy, zanim pobita trafiła do gospodarstwa Trasków, też dobrze poznamy, śledząc jej kolejne podłości. I chociaż niecne czyny dziewczynki, a potem kobiety znamy z książki, Kazan przesuwa akcenty: nigdy w pełni nie usprawiedliwiając bezwzględności Cathy, podkreśla niewielką sprawczość ówczesnych kobiet w patriarchalnym porządku i pokazuje, jak żona Adama, metodami co najmniej dyskusyjnymi, się z tego zniewolenia wyślizguje.
Na wschód od Edenu – czy to wierna ekranizacja
Zgodnie z założeniem adaptatorki Cathy to faktycznie najciekawsza postać, zarówno na wcześniejszych etapach życia (nastoletnią bohaterkę imponująco gra Vaughan Reilly, "Rzeka odchodzących dusz"), jak i potem, po odejściu od męża, gdy jako Kate prowadzi osobne życie, między innymi z udziałem Faye (doskonale obsadzona Martha Plimpton, "Grupa zadaniowa"). Pugh zawłaszcza ekran w każdej scenie i chociaż rozwiązania, które pozwalają nam poznawać jej strumień myśli, budzą we mnie mieszane uczucia – na przykład oddanie jej głosu narratorki to ciekawy zabieg, ale już późniejsze dialogi-monologi (brzmi enigmatycznie, jednak więcej nie zdradzę) wydały mi się trikiem trochę kiczowatym i wielokrotnie już wykorzystanym. Na plus natomiast liczyłabym wyeksponowanie powieściowych elementów tego, jak władza wiąże się z pożądaniem.

Nowa adaptacja oddaje też sprawiedliwość Lee (Hoon Lee, "Banshee"), którą to postać w powieści lubiłam najbardziej – i pewnie nie tylko ja. Samotność amerykańskiego Chińczyka wśród białych, znajdującego u Trasków dom i chociaż częściowo porządkującego chaos w nękanym traumami i namiętnościami klanie, wypada w serialu przekonująco, chociaż nie wiem, czy konieczne było tak rozbudowane pokazanie jego losów w San Francisco, bo w książce ich nie ma, istotna jest tam sama tęsknota za przybraną skomplikowaną rodziną.
Rozumiem jednak, że ta ingerencja w powieść, stosunkowo duża jak na konsekwentnie wierne oddawanie na ekranie fabuły książki, ma cel. Podobnie jak w przypadku Cathy, Kazan kusiło pewnie przyznanie jak największej sprawczości postaci dotąd często marginalizowanej na rzecz Adama i jego synów.
Na wschód od Edenu – wielka rola Florence Pugh
Problemem w powyższej strategii wydaje mi się to, że chociaż słusznie wyróżnia te interesujące postaci, mniej wyraźne w interpretacjach traktujących "Na wschód od Edenu" tylko jako melodramat lub wariant historii o Kainie i Ablu, to równocześnie niepotrzebnie spłyca przy okazji dramat Trasków. Miniserial nie ma tej samej energii, gdy opowiada historię dzieci Adama i Cathy. Oczywiście, można uznać, że marazm Adama po odejściu Cathy oraz rywalizacja bliźniaków, Cala i Arona, o miłość nieobecnego duchem ojca, to tylko część znacznie bardziej złożonej powieści. Jednak jeśli tak jak Kazan wybiera się stworzenie adaptacji wiernej, nawet z przesunięciami, a nie pisanie losów postaci po swojemu, to chyba nie da się zignorować faktu, że w całej tej historii wszystko zmierza ku wielkiej kumulacji właśnie w losach Cala i Arona.

Dzieje bliźniaków i ich trudna relacja to nie tylko dramat rodzinny w ramie opowieści biblijnej. To także finał tak tu istotnych dyskusji o wolności wyboru wbrew obciążeniom rodzinnym, społecznym i kulturowym. To, co wpłynęło na postawę Adama, i to, jakie życie prowadzi Cathy/Kate – wszystko tu zmierza do tragedii ostatecznej konfrontacji Cala z bratem, a właściwie z cząstką zła w sobie samym, oraz do pytania o przebaczenie i szansę na bycia sobą w różnych odcieniach szarości. Tymczasem zbudowane na doświadczonej obsadzie i reżyserowane przez Gartha Davisa ("Tajemnice Laketop") wczesne odcinki mają zdecydowanie więcej podskórnego napięcia niż trzy ostatnie, wyreżyserowane przez Laure de Clermont-Tonnerre ("Mrs. America"), dotyczące w dużej mierze właśnie bliźniaków.
Serial, przyglądając się bliżej postaci Kate, traci z oczu Abrę (Zoe Phillips, "Moja wspaniała kariera"), teoretycznie tak ważną dla obu braci. Co gorsza, chociaż nie oczekiwałam, że Joseph Zada ("Byliśmy łgarzami") okaże się aż nowym Jamesem Deanem, to liczyłam, że będzie miał na Cala jakiś pomysł, zwłaszcza że powodzenie ostatnich odcinków, przede wszystkim finału, spoczywa przede wszystkim na tej postaci. Wyszło, mam wrażenie, niemrawo. O ile bowiem Aron (Joe Anders, "Przylądek strachu") ma być celowo nieco jednowymiarowy, a Adam – poczciwy, ale ojcowsko fatalny, o tyle rozdarcie Cala powinno dać finalnym partiom siłę rażenia. A zupełnie tego nie czułam podczas sensu.
Na wschód od Edenu – solidny serial mimo paru wad
Ta nierówność poziomu, od obiecującego początku i wciągającego środka po zaskakująco nijakie końcowe odcinki, w których po prostu dość mechanicznie dzieje się to, co stać się musiało, mam za największy mankament nowej wersji "Na wschód od Edenu". Nie udało się pokazać narastających przez kolejne pokolenia wielkich stawek, co uważam za większe odejście od ducha oryginału niż dopisywanie paru scen czy drobne zmiany w charakterystyce lub genezie postaci.

Z większym zrozumieniem podchodzę natomiast do decyzji o koniecznych cięciach, chociaż brakowało mi rozbudowania wątków klanu Hamiltonów. Samuel (Ciarán Hinds, "Ścieżki na daleką północ") pełni tu istotną rolę mentora, ale zawsze w kontekście Trasków. Podobnie jego żona (Anita Hagh, "Bump) czy jeden z synów, Will (Jack Barry, "Wszystko, co lśni") – pojawiają się epizodycznie, kiedy są potrzebni Adamowi lub Calowi, ale nie mają powieściowej głębi. Mogę sobie wyobrazić cały dodatkowy odcinek bez Trasków, w którym Kazan opowiedziałaby o tej rodzinie, zwłaszcza że w książce losy Toma i Dessie Hamiltonów należą do najbardziej zapadających w pamięć. Scenarzystka miała jednak pełne prawo postawić na spójność historii, nawet jeśli marzyłby mi się bardziej rozbudowany świat przedstawiony.
Na wschód od Edenu – czy warto oglądać serial
Mimo zastrzeżeń tę wersję "Na wschód od Edenu" polecam, bo to wciąż porządna historia, opowiedziana tu w dużej mierze wiernie, ale nie bez autorskiego sznytu tam, gdzie Kazan najbardziej zależało na sygnalizowaniu własnej wizji. Zada moim zdaniem trochę zawodzi, za to Pugh zgodnie z przewidywaniami jest w swojej roli wspaniała, Abbott jako Adam budzi, też zgodnie z założeniami, sporą irytację, a Faist – mimo że nie widzimy go na ekranie tak często jak głównej dwójki – buduje postać Charlesa bardzo poruszająco, podobnie zresztą jak Lee jako, nomen omen, Lee.
Realizacyjnie wszystko tu solidnie działa, można się zanurzyć w tej dawnej historii, ale dobrze wpadają też pojedyncze momenty nowoczesnego przełamania konwencji – jak choćby "Paint It, Black" w napisach końcowych jednego z odcinków.

Przed seansem obawiałam się przede wszystkim tego, że na ekranie w netfliksowym wariancie "Na wschód od Edenu" z powieści ostanie się tylko łopatologicznie przedstawiony ciąg dramatycznych wydarzeń, co znacząco wypaczyłoby gęstą książkę. Jednak Kazan zaimponowała mi tym, że nie bała się długich kameralnych scen rozmów, a scenariusz usiany jest obszernymi cytatami z pierwowzoru. Naprawdę żałuję, że pod koniec to wszystko traci impet. Gdyby w tej interpretacji klasyki dowartościowanie jednych postaci nie szło w parze z aż takim osłabieniem innych, byłoby świetnie – a tak jest po prostu bardzo w porządku.