"Marshals" wraca z 2. sezonem. Szykuje się hit na wiele miesięcy – recenzja spin-offu "Yellowstone"
Nikodem Pankowiak
9 października 2026, 08:14
Stęskniliście się za Montaną? Jeśli tak, to mamy dla was dobrą wiadomość – "Marshals" wraca z 2. sezonem i jest to powrót bez rewolucji. Jeśli więc zdążyliście polubić spin-off "Yellowstone" już w 1. sezonie, dalej będziecie zadowoleni.
Stęskniliście się za Montaną? Jeśli tak, to mamy dla was dobrą wiadomość – "Marshals" wraca z 2. sezonem i jest to powrót bez rewolucji. Jeśli więc zdążyliście polubić spin-off "Yellowstone" już w 1. sezonie, dalej będziecie zadowoleni.
Serial "Marshals: historia z Yellowstone", który swoją premierę miał w marcu tego roku, dzięki dziedzictwu "Yellowstone" szybko stał się jednym z największych hitów amerykańskiej telewizji. A że jest to serial emitowany w telewizji ogólnodostępnej, konkretnie na CBS, nie w streamingu (choć w Polsce dostępny jest na platformie SkyShowtime), to po finale w maju przyszła pora na nową porcję odcinków już jesienią. Tym samym spełnia się tutaj sen wszystkich tych, którzy tęsknią za dawnym modelem dystrybucji seriali i krótszymi przerwami między sezonami. Ale czy warto było tęsknić też za samym serialem?
Marshals sezon 2 – nowe odcinki są wypakowane akcją
Jeśli nie pamiętacie, to przypomnijmy – 1. sezon "Marshals" zakończył się kilkoma cliffhangerami. Tate (Brecken Merrill) został wzięty za zakładnika, a Belle (Arielle Kebbel) i Cal (Logan Marshall-Green) wpadli w zastawioną na nich zasadzkę. W tym samym czasie niczego nieświadomy Kayce (Luke Grimes) spędza romantyczne chwile, które jednak bardzo szybko zamienią się w koszmar. W otwarciu nowego sezonu twórcy "Marshals" nie bawią się bowiem w żadne półśrodki i od razu wrzucają widzów w sam środek akcji. Premiera jest nią wypakowana niemal od początku do końca i choć nie wszystko ma tu zawsze sens (jakim cudem Cal i Belle w ogóle uszli z życiem?), to nie mamy zbyt wiele czasu, by się nad tym zastanawiać.

Kolejne odcinki – w sumie widziałem trzy z zaplanowanych na ten sezon dwudziestu, co oznacza, że sezon potrwa aż do maja – oczywiście trochę zwalniają tempo, ale wciąż dzieje się w nich sporo. Serial nie zmienił dotychczasowej formuły i pozostaje proceduralem, który co tydzień poświęca także kilka minut na wątki, które będą ciągnąć się przez cały sezon lub przynajmniej jego znaczną część. Widać wyraźnie, że jednym z najważniejszych motywów tego sezonu będzie relacja ojca z synem – Tate jak na swój wiek przeszedł już bowiem wyjątkowo dużo, wręcz karykaturalnie dużo, a Kayce zdaje się być przerażony tym, że nie jest w stanie uchronić go przed przemocą jak cień podążającą za Duttonami.
Marshals sezon 2 – nowe wątki w kontynuacji serialu
Wciąż mam jednak spory problem z tym wątkiem, tak jak zresztą z całym spin-offem "Yellowstone", bo ten przekreśla wszystko, co oryginał zrobił z postacią Kayce'a. Śmierć i przemoc nie opuszczają tego bohatera, bo ten przecież świadomie postanowił się w niej na nowo ubabrać, choć wcześniej planował chronić swoją rodzinę. Tym samym bohater, którego znamy od lat, nie bardzo przypomina już samego siebie. Chciałbym, żeby jego decyzje zostały umotywowane w jakiś lepszy sposób, bo obecnie Kayce nie widzi, że klucz do rozwiązania większości swoich problemów znajduje się w jego dłoni.

No ale "Marshals" to amerykańskie network TV w pełnej krasie, nie liczcie więc na pogłębiony rys psychologiczny bohaterów, nawet jeśli twórcy starają się każdemu z nich dodać osobiste wątki i sprawić, by byli kimś więcej niż wyłącznie stróżami prawa. Pod tym względem jest to z pewnością poprawa w porównaniu do poprzedniego sezonu, nie zmienia to jednak faktu, że jest to kwiatek do kożucha i każdy z tych wątków – choć z pewnością mogą okazać się istotne – wciąż bardziej przypomina wypełniacz fabuły niż pełnoprawną historię.
Rodzinna klątwa bezustannie nawiedzająca Duttonów, traumy, choroby, tlące się romanse – to wszystko jest bowiem tylko dodatkiem do tego, czym tak naprawdę jest ta produkcja – akcyjniakiem w wyjątkowo pięknej lokalizacji. Już "Yellowstone" udowodniło, że jesteśmy w stanie wiele serialowi wybaczyć, jeśli odpowiednio często będzie mogli oglądać górskie krajobrazy Montany. Przecież gdy Kayce rusza na koniu w pościg za uciekającym samochodem, wszyscy marzymy wtedy, by zostać współczesnymi kowbojami i choć przez chwilę poczuć się, jak na Dzikim Zachodzie.
Marshals sezon 2 wciąż zachwyca krajobrazem Montany
Bo choć Montana wydaje się w "Marshals" najbardziej niebezpiecznym miejscem na ziemi, to naprawdę trudno jest jej nie pokochać. Pal licho, że w tym stanie liczącym sobie mniej mieszkańców niż Warszawa co chwilę ktoś ginie od kul – ten serial wręcz wzywa do tego, by rzucić wszystko i wyjechać na amerykańską prowincję, jak niebezpieczna by nie była. Być może zasadnym byłoby pytanie, jak długo jeszcze "Marshals" będzie w stanie maskować swoje wady krajobrazami – prędzej czy później (zapewne później) to też nam się znudzi.

2. sezon "Marshals" nie przynosi żadnej rewolucji, co najwyżej drobne poprawki i raczej nie wydaje się, by jakakolwiek rewolucja mogła tu mieć w przyszłości miejsce. Jednego złego gościa, który na końcu zawsze zarobi kulkę, zastąpi inny gość, a bohaterowie serialu ze wszystkich tarapatów wyjdą cali i zdrowi, i tak to się będzie kręcić. Mimo tego trzeba przyznać, że twórcom udaje się dobrze budować emocje podczas widowiskowych sekwencji akcji – wszystkie pościgi i strzelaniny wciąż wyglądają tu naprawdę dobrze, wielbiciele produkcji o twardzielach i dla twardzieli powinni być zadowoleni.
Nie mam żadnych wątpliwości, że "Marshals", mimo wszystkich swoich wad, nadal będzie wielkim hitem. Marka "Yellowstone", choć mam wrażenie, że w ostatnim czasie nieco wyblakła, wciąż działa na widzów jak magnes. Na dodatek to serial, których też potrzebujemy – dostarczający niezobowiązującą, ale bardzo atrakcyjnie opakowaną rozrywkę, przynoszącą nam co tydzień sporo frajdy, mimo wszystkich swoich wad. Dlatego też z pewnością będę "Marshals" oglądał nadal i w sumie nie mam potrzeby, by ten serial jakkolwiek się zmieniał.