"Lupin" wraca z 4. sezonem i zmienia się nie do poznania – recenzja hitowego serialu Nefliksa
Karol Urbański
26 października 2026, 16:16
Czy w trakcie kilkuletniej odsiadki absencji "Lupina", głównemu bohaterowi hitu Netfliksa zardzewiały kości? Sprawdźcie, czy warto oglądać sezon 4.
Czy w trakcie kilkuletniej odsiadki absencji "Lupina", głównemu bohaterowi hitu Netfliksa zardzewiały kości? Sprawdźcie, czy warto oglądać sezon 4.
Od ostatniego pobytu "Lupina" na Netfliksie minęły aż trzy lata i niektórzy miłośnicy francuskiego przeboju zaczęli podejrzewać, że Omar Sy jako Assane Diop powróci równie postarzony jak gwiazdy "Stranger Things". Co działo się podczas absencji? Paryż zdążył zapłonąć (i to nieraz), Netflix zaliczył niejedną wpadkę z flagowymi hitami, a fani zestawili głośną kradzież z Luwru z promocją streamingowego giganta. Ów gigant tymczasem promocji "Lupinowi" nie zapewnił żadnej – czy to sygnał gaśnięcia kolejnego hitu?
Lupin sezon 4 – co nowego w hitowym serialu Netfliksa?
Zanim odpowiemy sobie na powyższe pytanie, warto będzie odbyć małą powtórkę z historii. Pod koniec 3. sezonu nasz protagonista postanowił zawiesić najki na kołku i poświęcić się przykładnemu życiu ojca i obywatela – takiego, który nie będzie majstrował żadnych skoków przynajmniej do zakończenia odsiadki w więzieniu. Synowi (po przerwie aktor grający Raoula został podmieniony przez Théo Christine'a z "Gran Turismo") obiecał wyjazd w rodzinne strony do Senegalu, a jego matce (Ludivine Sagnier) – emocjonalną stabilność.

Filmowa rzeczywistość – podobnie zresztą jak sam Diop – lubi płatać figle, wobec czego 4. sezon "Lupina" wywraca obietnicę do góry nogami. Emocjonalną stabilność Claire zapewnił najlepszy kumpel protagonisty (Antoine Gouy), syn zaczął coraz bardziej wdawać się w ojca, podczas gdy ten, tuż przed końcem swego wyroku, został zmuszony, by znów założyć swe wyczesane najki. Ktoś zaczął się pod niego podszywać i wykorzystywać wizerunek Lupina do złodziejskich cyberataków w stolicy Francji.
Po tym, jak Assane zdoła udowodnić swą niewinność Guédirze (Soufiane Guerrab), sam zacznie współpracować z policją, by przyskrzynić tego, kto przejął jego złodziejski pseudonim wraz z dobrodziejstwem inwentarza – książkowymi inspiracjami, zabawą ze służbami mundurowymi czy zuchwałymi metodami, które w następstwie skoku są skrupulatnie opisywane na ekranie. Pomysł, by odświeżyć fabułę przeboju po latach nieobecności, rokował całkiem nieźle, ale czy ten hit na pewno nie przygaśnie?
Lupin sezon 4 – duże zmiany i nowe metody
Jedno jest pewne: zmiany nie kończą się w tym miejscu. Serial przeszedł sporą metamorfozę, zaczynając od dość skromnego komediowego thrillera utrzymanego w konwencji heist i kończąc (nadal nie wiadomo, czy powstanie sezon 5) na wielkobudżetowym – i wciąż dość komediowym – thrillerze, w którym roi się od zagrywek rodem z kina akcji, filmów fantastycznych czy wreszcie hakerskich głupotek z tanich sajfajów. W 4. sezonie "Lupina" wszystkiego jest więcej: odcinków, bohaterów i skoków.

Większa jest też stawka, bo tym razem walka o rodzinę Diopa równa się walce o… jej duszę. Podczas gdy Assane po wyjściu z pudła usiłuje ochronić jedną stronę bliskich, druga doprasza się o uwagę, której bohaterowi po prostu brakuje. Bardziej niż kiedykolwiek nasz protagonista musi zatem zastanowić się nad tym, jaki przykład daje potomstwu jako ojciec. Kiedy zorientuje się, że złodziejski tryb życia to nienajlepszy wzór do naśladowania, może być już za późno.
4. sezon "Lupina" sprytnie miesza analogowe sztuczki Diopa z opartym na nowych technologiach modus operandi jego naśladowcy. Kiedy – mniej więcej w połowie nowej serii – ich ścieżki wreszcie na dobre się ze sobą skrzyżują, będziemy mogli podziwiać, jak te dwa światy łączą się w jeden. To absolutnie najlepszy wątek 4. sezonu, któremu nie brakuje ani kreatywności, ani emocjonalnego wydźwięku. Są m.in. deepfejki, chwyty rodem z "Mission: Impossible", a nawet pościgi, gdzie kamera zachowuje się tak, jakby wytresował ją jakiś Guy Ritchie.
Efekciarskość serialu Netfliksa wyraźnie gryzie się z wytycznymi, o których głośno zrobiło się m.in. po wspomnianym finałowym sezonie "Stranger Things". Stojący na czele "Lupina" George Kay od samego początku upodobał sobie tłumaczenie widzom każdej możliwej zagrywki bohatera, ale w 4. sezonie fabularnymi tłumaczeniami potraktowani jesteśmy podwójnie – tak, aby nikt absolutnie nic nie przegapił, a wszystko, co dzieje się na ekranie, zostało podane na tacy niczym królewski klejnot skradziony przez Lupina.
Lupin sezon 4 – czy wciąż warto oglądać serial?
Nawet przy takim nieszczęsnym rozdaniu narracyjnych kart fabuła "Lupina" – choć przyzwoita i porośnięta twistami – jest dziurawa bardziej niż szyby w paryskich sklepach. Im twórcy chętniej korzystają z cyberwątków "naśladowcy", tym mniej logiki spaja tę historię. Do czego się to sprowadza? Im częściej odłożymy sobie mózg na bok podczas seansu, tym lepiej będziemy się bawić. Jasne, to nigdy nie był najbardziej wiarygodny serial, ale tym razem rekina już chyba przeskoczono.

To, co działa lepiej, mieści się w emocjonalnym charakterze 4. sezonu przeboju Netfliksa. Decyzje, motywacje i działania poszczególnych postaci wydają się całkiem racjonalne i zgodne z faktycznym stanem ich uczuć (nawet jeśli raz na jakiś czas otrą się o nadmierny dramatyzm czy twist rodem z tureckiego serialu twojej babci). Zresztą, w centrum fabuły wciąż pozostaje walka ze "złodziejskim nałogiem" tytułowego bohatera i niewykluczone, że to seria, w której jego zmagania pokazano najciekawiej.
Czy "Lupin" to zatem kolejny z gasnących hitów Netfliksa? Kilka dni od premiery to jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie, by udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Niemniej, jeśli zerkniemy na komentarze fanów w mediach społecznościowych, dostrzeżemy, że spora część z nich wolałaby, by serial – zamiast wracać z 4. sezonem – zgasnął na zawsze. Logika może i się skończyła, ale Lupin najpewniej powróci. Cliffhanger wieńczący najnowszą odsłonę sugeruje, że to wcale nie koniec psot.